"Zza loży prasowej, czyli wyjazd grupy ŚLĄSKnetowej" c.d.

classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000"
codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=5,0,0,0"
WIDTH=148 HEIGHT=19> VALUE=high> bgcolor=#2C4E2E WIDTH=148 HEIGHT=19 TYPE="application/x-shockwave-flash"
PLUGINSPAGE="http://www.macromedia.com/shockwave/download/index.cgi?P1_Prod_Version=ShockwaveFlash"> W środę czeka nas kolejny wyjazd, a my jeszcze nie podsumowaliśmy ostatniego! W trybie ekspresowym nadrabiamy zaległości. Minęło już sporo czasu od meczu w Gdańsku, emocje opadły, możemy zatem ze spokojem opisać mecz „od kuchni”.


 

Odc. 3 „Gdańsk”



Scena 1. Przed meczem po raz pierwszy w życiu dokonujemy prowokacji dziennikarskiej! Wśród tłumu kibiców odzianych w biało-zielone stroje przed bramą stadionu pojawia się człowiek w żółtej koszulce z niebieskimi wstawkami. Po krótkiej chwili czujne oko jednego z kibiców wypatrzyło element nie pasujący do otoczenia i z jednoznacznym zamiarem kierował się ku właścicielowi żółtego t-shirta, który przypominał mu koszulkę pewnego niedalekiego klubu. Na nasze szczęście nim swe zamiary wcielił w czyn, zastopowali go koledzy, a nam grzecznie wyjaśnili, że taki strój nie jest stosowny. Nasze przypuszczenia potwierdziły się, fani Lechii są spostrzegawczy, szybcy i jednocześnie wyrozumiali dla przybyszy z Wrocławia!



Sc 2. W budynku klubowym odbieramy akredytacje i udajemy się w poszukiwaniu loży prasowej. Droga ta do łatwych nie należała. Wszakże budynek klubowy mieści się tuz za bramą wejściową, ale do trybuny krytej czekał nas mały spacerek. Swoją drogą to projektant kompleksu sportowego chyba dobry nie był, bo kto stawia budynek klubowy kilkaset metrów od boiska?



Sc 3. Niesieni falą tłumu docieramy do miejsca kontroli. Tam niestety kończą podróż butelki z piciem. Na nic zdały się tłumaczenia, że prasa, że z Wrocławia, że podróż powrotna. Kibic, prasa, czy Prezydent woda nie przechodzi. Ech ta podejrzliwość działaczy! Choć z drugiej strony każdy może okazać się butelkowym miotaczem. Gdańszczanie dobrze znają powiedzenie „Lepiej zapobiegać, niż leczyć” i wprowadzają je w czyn. W sumie z takiego obrotu sprawy wszyscy mają korzyści: działacze nie obawiają, że jakiś wzburzony dziennikarz pacnie butelką sędziego, a i ochroniarze mają czym ugasić pragnienie.



Sc 4. Poszukiwania wejście na lożę prasową trwają. Dostać się na trybunę krytą to pestka, jednak wejść na jej część centralną przeznaczoną dla VIPów i prasy nie jest łatwą sztuką. Od reszty trybun oddziela ją mały plotek, którego strzeże czujna ochrona. W końcu dowiadujemy się, że wejście na ten sektor jest za trybuną. Trzeba zejść z korony stadionu na poziom murawy, pytanie tylko jak? Wiedza ta nie jest wszystkim powszechnie znana, nawet wytwornie ubrani porządkowi/ochroniarze nie potrafią nam odpowiedzieć. Wreszcie znalazł się ktoś kompetentny, by pokazać nam drogę. Teraz tylko zbiegnięcie z małej górki i lądujemy przed upragnionym wejściem.



Sc 5. Od razu spostrzegliśmy, że ta część widowni uznana została za mniej niebezpieczną od innych. Do pilnowania oddelegowano między innymi dwie śliczne panie ubrane w strój ochroniarza. Widok ten tak nam się spodobał , że aż zwróciliśmy na siebie uwagę częstym przechodzeniem w pobliżu czujnych funkcjonariuszek. Jednak w końcu doszło do nas, że cała sytuacja miała na celu to, byśmy zamiast na wydarzenia na murawie podziwiali widoki na trybunach. Idziemy zatem zająć miejsca.



Sc 6. Tragedia! Tym słowem można opisać miejsca dla prasy. Wąskie ławeczki, w dodatku brak możliwości wyciągnięcia nóg. Do tego, że przeznaczony dla mediów został najniższy rząd już się przyzwyczailiśmy (Białystok). Warunki koszmarne. Ale cóż zrobić, usadawiamy się i czekamy na gwizdek. Tymczasem spiker podniosłym głosem wypowiada: „Proszę wszystkich o powstanie...” Hymn, czy może minuta ciszy? Z zadumy wyrywa nas jego głos „...i o doping dla Lechii”.



Sc 7. Przerwa. Śląsk prowadzi, zatem w dobrych nastrojach udajemy się zwiedzać obiekt. Stałym punktem naszych wyjazdów jest odwiedzenie toalet. Po niezbyt przyjemnych warunkach na dotychczas odwiedzanych stadionach, z pewną nieśmiałością znajdujemy WC. Po wejściu przecieramy oczy ze zdumienia. Wszystko lśni i wygląda jak świeżo wyremontowane! Kafelki, kilka kabin, pisuary, po prostu REWELACJA! W naszej skali otrzymuje 5 gwiazdek.



Sc 8. Po wyjściu zauważamy spory ruch w pomieszczeniu obok. Wchodzimy i naszym oczom ukazuje się stół zastawiony półmiskami. Niestety zbyt późno przyszliśmy i półmiski zostały w większości ogołocone przez żarłocznych VIPów. Sądząc po resztkach ominęło nas jadło na słono i słodko. Szybkim ruchem udało nam się jeszcze złapać koreczek i na tym zapychanie żołądków się skończyło. Okazuje się jednak, że napojów (gazownych, nie ognistych) jest pod dostatkiem! Przyglądamy się, czy to czasem nie te same butelki, które widzieliśmy zarekwirowane przez ochronę, jednak okazuje się, że nie. Gasimy pragnienie i wracamy na swoje jakże niewygodne miejsca.



Sc 9. Końcowy gwizdek arbitra, a my idziemy w poszukiwaniu miejsca konferencji prasowej. Tu czeka nas także miła niespodzianka. Nie namiot rozłożony pod chmurką, nie sala gimnastyczna, lecz specjalne pomieszczenie i to nie w oddalonym budynku klubowym, lecz w sali pod trybuną krytą, do której wejścia pilnował czujny ochroniarz. Pełen profesjonalizm! Po konferencji jeszcze koło szatni kilka słów z osobami z drużyny Śląska i udajemy się w podróż powrotną.




Podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.