Pawłowski o kibicach, młodzieżowcach i nowej koszulce
fot.: Paweł Kot
W maju nieoczekiwanie Tadeusz Pawłowski z powodów rodzinnych zrezygnował z szefowania Akademii Śląska. Były już dyrektor pojawił się jednak na trybunach Stadionu Wrocław podczas meczu z Lechią Gdańsk, a fani wywiesili transparent z wyrazami wsparcia i wielokrotnie skandowali jego nazwisko. - Bardzo dziękuję kibicom, byłem bardzo wzruszony – powiedział ŚLĄSKnetowi.
„Tadeusz Pawłowski – zdobywałeś trofea, czas wygrać z podstępną chorobą. Wierzymy w zwycięstwo, Śląsk Wrocław jest zawsze z Tobą” – takim hasłem fani powitali najlepszego strzelca WKS-u w ekstraklasie (63 gole).
Jestem bardzo wdzięczy. Kibice pokazali, że całą moją przygodą ze Śląskiem – jako piłkarz, trener i dyrektor – zyskałem ich szacunek. Widać, że po tylu latach się jeszcze fanom nie znudziłem (śmiech). Wielu kibiców podchodziło do mnie w niedzielę, dodawało otuchy. Chciałbym wszystkim za te dowody sympatii serdecznie podziękować.
Pawłowski jako jeden z pierwszych otrzymał od klubu nowy model koszulki, oczywiście z numerem 7. Nie zawiśnie jednak w okolicznościowej gablocie w domu Pawłowskiego w Austrii, bo od razu przekazał ją na aukcję charytatywną. I właśnie za gesty takie jak ten, obecność na cmentarzu podczas rocznicy śmierci „Rolika” czy przy odsłonięciu tablicy ku pamięci „Pluta” kibice uwielbiają Pawłowskiego.
fot. Grzegorz Rajter/slaskwroclaw.pl
A jak obdarowany ocenia nową koszulkę? - Bardzo mi się podoba. Wiadomo, że trudno porównywać z możliwościami technologicznymi z wcześniejszych lat, ale uważam, że Śląsk ma jeden z najlepszych strojów jakie widziałem. To jest dedykowany, autorski model i prezentuje się rewelacyjnie. Może nie będę do końca obiektywny, ale uważam, że mamy teraz naprawdę ciekawe produkty – jak chociażby kolekcja retro. Byłem też przy okazji meczu w fanshopie i kibice mogą dostać wiele super gadżetów – komentował Pawłowski.
Z wyniku meczu z Lechią były dyrektor Akademii nie mógł być zadowolony, ale mógł czuć dumę, że szansę gry w ekstraklasie otrzymali kolejni młodzi piłkarze. - Oczywiście ciszyłem się bardzo, że zadebiutował Marcin Szpakowski. Jeździłem do Zielonej Góry, gdzie obserwowałem go na sparingu kadry regionalnej. Byłem też w Środzie Śląskiej i rozmawiałem z rodzicami Piotra Samca-Talara. Cieszy, że dostali szanse, wcześniej też Sebastian Bergier miał trochę minut – mówił Pawłowski, który jednak wolałby, aby zawodnicy dostawali szanse gry od pierwszej minuty.
Mam trochę inną filozofię wprowadzania młodych piłkarzy. Chciałbym, żeby taki zawodnik miał okazję sprawdzenia się występując od początku meczu przy najsilniejszej drużynie. Wielu mówi, że nic nie pokazali, ale trzeba wziąć pod uwagę okoliczności. Taka sytuacja, gdy nagle, tak jak w końcówce meczu z Lechią, jednocześnie na boisku są Samiec-Talar, Szpakowski i Bergier, jest trudna, bo zespół jest niezgrany, wokół ma się niedoświadczonych partnerów, a trzeba gonić wynik. A przecież presja, żeby pokazać się z dobrej strony jest ogromna. Dlatego z jednej strony cieszę się, że oni grali – też był Łyszczarz, który wróci po kontuzji, czy Scalet, ale z drugiej chciałbym żaby taki młody zawodnik dostał szansę gry w wyjściowym składzie przy najlepszej jedenastce.
