Partnerki piłkarzy: Paulina Czech

Partnerki piłkarzy: Paulina Czech

fot.: Paulina Czech

Partnerki piłkarzy – są trochę w cieniu swoich partnerów, a często są kluczowym ogniwem, bez którego kariera zawodowego sportowca byłaby narażona na brak jakże potrzebnego wsparcia. Przedstawiam kobiecą perspektywę piłki nożnej oczami Pauliny Czech, narzeczonej Jakuba Łabojki, do niedawna pomocnika Śląska Wrocław.

Poprzednimi moimi rozmówczyniami były:



 

Czemu przyjęłaś moje zaproszenie do rozmowy?

Przyjęłam to zaproszenie, bo wydaje mi się, że zdanie o partnerkach piłkarzy często jest nienajlepsze, co jest niesprawiedliwe. Traktuje się nas powierzchownie, patrzy na to, jak wyglądamy, a my jesteśmy też wartościowymi osobami. Nie zajmujemy się tylko przychodzeniem na stadiony i oglądaniem meczów, jak pewnie niektórzy myślą. Uważam, że każda z nas ma coś do powiedzenia i dzięki takim rozmowom możemy trochę wyjść z cienia piłkarzy i opowiedzieć, jak to życie ze sportowcem wygląda z naszej perspektywy.

Jak się poznaliście z Kubą?

Chodziliśmy do jednego liceum w Gliwicach, ale bliżej poznaliśmy się dopiero w trzeciej klasie. Kuba był tak zapatrzony w piłkę, że nawet nie wiedział, że istnieję (śmiech). Przed studniówką zostało ustalone, że moja klasa będzie tańczyć poloneza z klasą Kuby. Tak się złożyło, że moja pani od w-fu połączyła nas w parę. Pięć lat temu tańczyliśmy razem poloneza, a w czerwcu będziemy tańczyć nasz pierwszy taniec na weselu.

Komu kibicujesz?

Kubie i drużynie, w której aktualnie występuje. Oprócz tego sercem jestem z drużyną z miejscowości, z której pochodzę. Mój wujek jest prezesem LKS Orzeł Stanica (zabrzańska Klasa A – przyp.red.) i zawsze powtarza, że jego marzeniem jest, żeby Kuba zakończył karierę właśnie w Stanicy (śmiech).

Jakie są plusy bycia partnerką piłkarza?

Ogromnym plusem na pewno jest możliwość zwiedzenia kawałka świata, poznania innej kultury, nowych ludzi. W każdym klubie, w którym grał Kuba, zawarłam wiele znajomości, które trwają do dziś, mimo dzielonych nas kilometrów. Wiele ludzi zapewne patrzy na partnerki piłkarzy przez pryzmat zarobków. Oczywiście, gra na wysokim poziomie, wiąże się z dobrym wynagrodzeniem, natomiast presja i oczekiwania w stosunku do zawodników z każdym kolejnym klubem rośnie. Dużą zaletą jest również fakt, że jesteśmy z kimś, kto zajmuje się czymś co kocha i może połączyć swoją pracę z pasją. To ogromnie motywuje i napędza do rozwijania własnych pasji.

A co cię denerwuje w świecie piłki?

Kiedy się poznaliśmy, Kuba grał w Piaście Gliwice. Miał wtedy kontuzję i więcej czasu, niż zazwyczaj. Pamiętam, że powiedział mi wtedy: “Paulina, jak wrócę do gry, to nie będzie tak jak teraz. Będziemy mieć dla siebie dużo mniej czasu w tygodniu, a w każdy weekend będą mecze”. Ja wtedy tego nie do końca rozumiałem, wręcz go wyśmiałam. Można powiedzieć, że uczyłam się takiego trybu życia.

Na pewno jesteśmy w jakimś sensie ograniczone, bo musimy często się przeprowadzać – do innego miasta lub tak jak teraz do innego kraju. Musimy dopasować swoje plany pod terminarze meczów. Zaletą tego jest fakt, że w każdym nowym miejscu poznajemy nowych ludzi i te znajomości później się utrzymują.

Na początku było mi ciężko bo jednak wszystkie plany trzeba dostosować. Teraz już jestem do tego wszystkiego przyzwyczajona. Jednak na pewno życie ze sportowcem jest inne i trzeba to zaakceptować.

Partner sportowca musi nastawić się głównie na poświęcenie?

Myślę, że w jakimś sensie i przez jakiś czas tak. Ale to jest mocno indywidualne, każda z nas może inaczej ten czas pożytkować. Uważam, że mój czas nadejdzie po zakończeniu kariery przez Kubę.

Co byś odpowiedziała jakiejś swojej koleżance na pytanie: “Paulina, czy warto być z piłkarzem”?

Najpierw na pewno opowiedziałabym jej, jak wygląda życie z piłkarzem, ile dni w miesiącu tak naprawdę się nie widzimy. Mam na myśli mecze wyjazdowe, zgrupowania czy obozy. Trzeba też być tego świadomym. Ważne, żeby ten piłkarz wspierał swoją partnerkę i dał jej przestrzeń na rozwój. Myślę, że to, jaki zawód ktoś wykonuje, nie ma dużego znaczenia, jeśli ta osoba jest dobrym człowiekiem.

Śląsk Wrocław  jaki to był etap dla was?

Z różnych powodów był bardzo ważny, bo dopiero wtedy razem zamieszkaliśmy. Wcześniej, kiedy studiowałam, mieszkałam z rodzicami i przyjeżdżałam do Kuby do Częstochowy, kiedy tylko mogłam. Kuba czasami przyjeżdżał też do mnie. Czas spędzony we Wrocławiu wspominamy bardzo dobrze. Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, ja w pracy, a Kuba w klubie. Kuba bardzo się w Śląsku rozwinął, nie tylko pod względem piłkarskim, ale też w życiu. Stał się bardziej dojrzałym człowiekiem. Bez wątpienia ciężko było nam się stamtąd wyprowadzić.

Jak wam się teraz żyje we Włoszech?

To była nasza pierwsza wspólna przeprowadzka. Zanim zamieszkaliśmy razem we Wrocławiu, ja mieszkałam z rodzicami, a Kuba sam w Częstochowie. Kiedy Kuba przeniósł się do Brescii, przez około półtora miesiąca musiałam zostać sama we Wrocławiu. Musiałam w tym czasie jeszcze tutaj pracować i pozałatwiać wszystkie sprawy organizacyjne związane z wyjazdem. Na szczęście mogłam liczyć na pomoc rodziców. Transfer do Włoch zadział się bardzo szybko. Pamiętam jak Kuba do mnie zadzwonił i powiedział: “Siedzisz? To usiądź. Jest oferta z Włoch!”. Bardzo się ucieszyliśmy, bo wyjazd zagraniczny, szczególnie do takiego kraju jak Włochy, to dla nas duży krok do przodu.

Teraz od około trzech tygodni jesteśmy już razem i staram się znaleźć tutaj swoje miejsce. W poznawaniu Brescii mocno ogranicza nas pandemia, ale pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Wreszcie mamy więcej czasu dla siebie, bo wcześniej, kiedy pracowałam we Wrocławiu, bardzo często mijaliśmy się w domu. Myślę, że kiedy tylko sytuacja związana z wirusem się uspokoi, na pewno będziemy zwiedzać Włochy i korzystać z tego, że tutaj jesteśmy.

Pierwsze doniesienia o zainteresowaniu Kubą ze strony włoskich klubów pojawiły się około 2-3 tygodni przed faktycznym transferem. Akceptacja oferty Brescii była waszą wspólną decyzją?

Kuba jest taką osobą, że nie podjąłby takiej decyzji sam. Oczywiście rozmawialiśmy o tym, jakie są za i przeciw, oboje liczymy się ze swoim zdaniem. Nawet jak jeszcze nie mieszkaliśmy razem, różne decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Ja od początku wiedziałam i rozumiałam, że ten transfer to dla Kuby duża szansa na rozwój.

Czyli to była chyba dla was łatwa decyzja do podjęcia?

Myślę, że takie decyzje nigdy nie są wbrew pozorom łatwe. Nasze życie wywraca się przecież do góry nogami. Obcy kraj, obcy ludzie, nie znamy języka i przede wszystkim jesteśmy daleko od bliskich. Mimo wszystko, decyzje podjęliśmy szybko, bo nigdy nie wiadomo, czy taka szansa pojawi się po raz drugi. Uważam, że nieważne gdzie jestem – realizować, rozwijać się, być szczęśliwa mogę wszędzie. Kiedyś rozmawiając o tym, gdzie chcielibyśmy wyjechać za granicę, uznaliśmy, że Włochy byłyby dla nas dobrym miejscem.

Decyzja była w miarę łatwa, ale przeprowadzka pewnie zmieniła twoje plany zawodowe.

Skończyłam studia licencjackie o kierunku Dietetyka. Po nich, ze względu na pracę i przeprowadzkę do Wrocławia, zrobiłam sobie rok przerwy. W międzyczasie ukończyłam wiele kursów doszkalających. Teraz chciałam rozpocząć studia magisterskie, ale, ze względu na przeprowadzkę do Włoch, musiałam odłożyć to w czasie. Obecnie rozpoczęłam studia podyplomowe o kierunku Dietetyka Pediatryczna. Od pewnego czasu prowadzę swój profil na Instagramie o nazwie Dieto_mania, gdzie umieszczam pomysły na zdrowe dania. Przemycam przy tym wiedzę na temat żywienia. Pracując nie miałam zbyt dużo czasu na gotowanie, dlatego teraz, kiedy jestem już z Kubą w Brescii, mogę poświęcić na to więcej czasu.

Jaki masz plan na siebie we Włoszech?

Moje główna rola to teraz okazywanie wsparcia Kubie, bo wiem, że bardzo tego potrzebuje. Jestem pierwszą osobą, która widzi jego emocje po meczu. To też jest istotne w karierze sportowca, żeby mieć kogoś, z kim można zawsze pogadać – zarówno o zwycięstwach jak i o porażkach.

Jeśli chodzi o mnie, to na pewno będę chciała w miarę możliwości rozwijać się zawodowo oraz prowadzić wspomniany profil na Instagramie, gdyż jest to coś, co sprawia mi wielką przyjemność. Jeżeli czas pozwoli mi na znalezienie pracy, to na pewno to zrobię, ale najpierw muszę nauczyć się języka włoskiego, ponieważ angielski jest tutaj prawie bezużyteczny. Dużą zaletą jest możliwość poznania obcego kraju, innej kultury i przede wszystkim języka obcego, co pozwala na większe możliwości po powrocie do Polski.

Nie ukrywam, że bałam się wyjechać. Jest to jest jednak zupełnie obcy dla nas kraj i wiedziałam, że będziemy tutaj zdani głównie na siebie. Bardzo wspierają mnie rodzice, jestem z nimi bardzo zżyta, może dlatego, że jestem jedynaczką. Osobą, która również mocno mi kibicuje, jest babcia Kuby, która dzwoni i powtarza: “Paulina, tylko pamiętaj tam też o sobie i swoim rozwoju”.

Angielski we Włoszech prawie nie istnieje, jak byłem tam na wakacjach, nie ruszałem się bez translatora. A wy?

Kuba od początku przeprowadzki uczy się włoskiego, jest mu to potrzebne przede wszystkim do porozumiewania się w klubie. Sporo mówi już po włosku. Ja na początku staram się cokolwiek zrozumieć, z mówieniem mam jeszcze spory problem.

Ale Kuba pewnie jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem transferu już wiedział, co go czeka i zaczął się uczyć.

Od momentu transferu do samego wyjazdu minęło około dwóch tygodni, więc to wszystko działo się bardzo szybko, nie było na to czasu. Teraz jednak intensywnie uczy się języka.  

Pamiętam jedną z pierwszych moich rozmów z Kubą po jego przejściu do Śląska. To, czym już wtedy imponował, była właśnie ta dojrzałość w jego wypowiedziach.

Odkąd znam Kubę zawsze taki był. Dodatkowo jest wobec siebie bardzo krytyczny. Nawet jak mu dobrze poszło i ludzie go chwalą, on przychodzi do domu i mówi: “No tak, ale wiesz, mogło być lepiej”. Wręcz mogłabym powiedzieć, że jest perfekcjonistą, nie tylko na boisku. Ciągle mu mało, stara się cały czas rozwijać. To jest ważna cecha, której ja się od niego uczę.

Analizujecie razem mecze Kuby? Jak rozmawiałem z Olą Łobodą, narzeczoną Przemka Płachety, to ona bardzo mocno jest w piłkę zaangażowana.

Tak, to prawda, jak byliśmy we Wrocławiu, to z Olą i Przemkiem często się spotykaliśmy. Ola jest mocno zaangażowana w to wszystko. Na meczach domowych Śląska zawsze siedziałyśmy obok siebie i kibicowałyśmy razem. Ja też mocno wszystko przeżywam, szczególnie jak Kubie nie “idzie”, tak jak powinno. Jednak staram się tak dużo w domu o piłce z Kubą nie rozmawiać. Razem zdecydowaliśmy, żeby w naszym prywatnym życiu tej “piłki”, w miarę możliwości, tak dużo nie było. Chociaż po meczach oczywiście rozmawiamy, jak to wyglądało z mojej i jego perspektywy.

A tak generalnie - interesujesz się piłką nożną?

Przyznam szczerze, że przed poznaniem Kuby, piłką kompletnie się nie interesowałam. Na początku jak przychodziłam na mecze, to jeszcze nie za bardzo wiedziałem, o co w tym chodzi. Nadal nie jest tak, że jakoś mocno się piłką interesuję. Oczywiście zawsze śledzę spotkania Kuby i jeśli tylko mogę to jestem na trybunie i mocno kibicuję. Często oglądamy też razem mecze, jeśli gra ktoś, kogo znamy. Przez to w jakimś sensie zaczęłam też tą piłką żyć, bo inaczej się po prostu nie da.

Wiesz, kto jest mistrzem Włoch?

Niestety jeszcze nie wiem (śmiech).

Juventus Turyn. Kiedyś Kuba na pewno w nim zagra.

Na pewno bardzo by tego chciał, ale krok po kroku. Teraz musi sobie wywalczyć stałe miejsce w składzie Brescii.

Brescia to trochę taki szalony klub, trochę nie w stylu Kuby.

Ciężko mi się do tego odnieść natomiast wiem, że dosyć szybko zmienił się trener po transferze Kuby. Przez pandemię nie byłam jeszcze na żadnym meczu na żywo, ale oglądam oczywiście każde spotkanie w telewizji. Razem z partnerką drugiego polskiego piłkarza grającego tutaj, bo jesteśmy sąsiadami.

Mówisz o dziewczynie Filipa Jagiełły?

Tak, mieszkamy dosłownie „drzwi w drzwi”. Można się spotkać, porozmawiać, wesprzeć, jest raźniej.

Czego mogę ci życzyć?

Myślę, ze przede wszystkim zdrowia, bo to zawsze jest najważniejsze, szczególnie w dzisiejszych czasach. Wytrwałości w nauce języka włoskiego i wykorzystania czasu spędzonego tutaj jak najlepiej.


kliknij, by otworzyć galerię

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.