Tamas: Chciałbym zostać we Wrocławiu i awansować do europejskich pucharów (WYWIAD)

Tamas: Chciałbym zostać we Wrocławiu i awansować do europejskich pucharów (WYWIAD)

fot.:

Styczniowa kontuzja Wojciecha Golli zmusiła działaczy do poszukiwań jego zastępcy. W Śląsku pojawił się 26-letni Mark Tamas, który szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie i godnie zastępuje wicekapitana wrocławian. Jego transfer to majstersztyk – pozyskać w połowie lutego solidnego środkowego obrońcę i to prawie za darmo? Po czterech miesiącach pobytu we Wrocławiu porozmawialiśmy z Tamasem m.in. o życiu w Polsce, trudnym czasie bez rodziny, wygasającym kontrakcie, trenerze Vitezslavie Laviczce i Ekstraklasie.



 

Chciałem naszą rozmowę zacząć od przywitania się po węgiersku, ale poległem… Wasz język dla nas jest strasznie trudny.

No tak, słyszałem, że jest dla was jak chiński. (śmiech)

Trochę tak jest. A jak tobie idzie nauka języka polskiego?

Znam kilka podstawowych słów i zwrotów piłkarskich jak „lewa”, „prawa”, „wyżej”. Umiem też powiedzieć „jak się masz”. To trochę taka nauka języka obcego jak w szkole, oparta na wyrazach. Umiem powiedzieć też np. „mleko”, „dziękuję bardzo”, „dzień dobry”, „proszę bardzo”, „przepraszam”. Zrozumieć potrafię prawie wszystko, ale mówienie po polsku nie jest dla mnie łatwe, a pisanie to już całkowita katastrofa. Jestem jednak na dobrej drodze (śmiech). Potrzebuję jeszcze 2-3 miesięcy intensywnej nauki i uważam, że będę mógł już normalnie rozmawiać – może nie jakoś super dobrze, ale wystarczająco dobrze, by się porozumieć.

Za tobą najtrudniejsze cztery miesiące w twojej dotychczasowej karierze?

Tak, zdecydowanie. Moja rodzina była na Węgrzech i przez koronawirusa nie mogli do mnie przyjechać, byłem przez ten cały czas sam. To było trudne, a najtrudniejszy etap był wtedy, kiedy nie można było swobodnie wychodzić z domów. Jak zaczęły się treningi w klubie, to poczułem się trochę lepiej, ale bez rodziny i tak było dziwnie.

Teraz już jesteście razem?

Tak. Moja córka ma teraz 1,5 roku, całkowicie w tym czasie się zmieniła. Co prawda dzwoniliśmy do siebie i widzieliśmy się przez kamerki, ale spotkanie w rzeczywistości to całkowicie inna sprawa. Zaczęła trochę mówić i pokazywać, czego potrzebuje. Jestem szczęśliwy, że moja żona i córka są teraz ze mną, spędzamy ze sobą dużo czasu. Dziewczyny zostaną ze mną we Wrocławiu do ostatniego meczu, później w trakcie letniej przerwy pojedziemy do rodziny na Węgry. Wrócimy po wakacjach.

Twoja żona, Barbara Tamas-Szabo, jest zawodową siatkarką, czy jest jakieś zainteresowanie jej pozyskaniem przez #VolleyWrocław?

Nie, jeszcze nie było żadnych rozmów, nie kontaktowaliśmy się z nikim w tej sprawie. Zespół mojej żony właśnie zdobył mistrzostwo Węgier, chociaż przez wirusa liga nie została dokończona. Myślimy o tym codziennie, że mogłaby pójść na trening wrocławskiego klubu, pokazać się trenerom. Jeśli zostanę w Śląsku na kolejne dwa lata, to byłby dobry pomysł. Barbi przywiozła ze sobą wszystkie rzeczy potrzebne do treningu, jest więc przygotowana, ale to zależy od niej, czy będzie chciała podjąć rozmowy.

Śląsk to dla ciebie pierwszy klub zagraniczny, jak czujesz się poza Węgrami?

Dla mnie adaptacja tutaj była łatwa, bo Wrocław i ogólnie Polska nie różnią się jakoś bardzo od Węgier. Macie te same sklepy, tylko kościołów macie dużo więcej (śmiech). Więcej jakichś poważnych różnic nie ma, musiałem tylko poduczyć się trochę języka. Polubiłem Polskę i Wrocław, moja rodzina także, lubimy tu być.

Znasz powiedzenie, że Polak i Węgier to dwa bratanki?

Tak. I piją razem (śmiech). Kiedy na Węgrzech spotykamy jakiegoś Polaka, też używamy tego przysłowia.

Chodzi w nim o podobieństwa charakterów obu narodowości. Po tych kilku miesiącach możesz potwierdzić, że to prawda?

Wydaje mi się, że tak. Polscy piłkarze jako ludzie moim zdaniem są podobni do węgierskich. Śmiejemy się z podobnych rzeczy, jesteśmy ze sobą blisko.

Zauważyłeś jakieś różnice?

W życiu takim osobistym, raczej nie, ale też przez koronawirusa nie mamy za dużo możliwości spotykania się. Za to na boisku są większymi walczakami niż Węgrzy. To było dla mnie coś nowego, ale staram się im dorównać tą agresywnością.

Przed przyjściem do Śląska miałeś oferty z innych klubów – czemu wybrałeś Śląsk?

Miałem różne propozycje, w tym kilka z Polski, ale kiedy agent zadzwonił do mnie, że mam ofertę ze Śląska, odpowiedziałem, że już nic innego mnie nie interesuje, tylko chcę tutaj grać.

Dlaczego?

Wiedziałem, że inni węgierscy piłkarze tu grali – Bence Mervo i Andras Gosztonyi, który jest moim dobrym znajomym. Obejrzałem też kilka meczów Śląska i spodobał mi się stadion i atmosfera na trybunach. Powiedziałem sobie i mojej żonie, że to moja życiowa szansa i że chcę z niej skorzystać, by grać w lepszej lidze i dobrym zespole. Uważam też, że grając w Śląsku mogę się bardziej pokazać selekcjonerowi węgierskiej reprezentacji.

Andras Gosztonyi w Śląsku za bardzo nie zaistniał. Co ci powiedział o klubie?

Powiedział mi przede wszystkim, że kibice Śląska to prawdziwy top w Polsce. Według niego polska liga jest dla mnie odpowiednia, bo fizycznie dam sobie radę. Pytałem też o miasto, bo nie wiedziałem wcześniej o Wrocławiu zbyt dużo. Odpowiedział, że to miłe i piękne miasto, że dla mnie i mojej rodziny to będzie dobry wybór. „Jeśli możesz przejść do Śląska, zrób to” – tak to podsumował.

Powiedział coś negatywnego?

Nie było niczego takiego. Wspomniał co prawda o możliwej dużej presji ze strony kibiców, ale w moim poprzednim klubie też mieliśmy sporą grupę fanów, więc dla mnie to nie było nic, czego musiałbym się obawiać.

Te inne oferty, które miałeś – skąd były?

Było kilka propozycji z Węgier, Polski i krajów arabskich, ale nie chciałem tam grać, bo dla mnie w tym wieku, w którym jestem, liczy się poziom ligi i gra o najwyższe cele. Wspólnie z menadżerem zdecydowaliśmy, że Śląsk będzie dla mnie najlepszym wyborem, bo polska liga jest lepsza od węgierskiej.

Po kilku meczach nadal uważasz, że polska liga jest lepsza?

Tak, na 100%, gra jest trochę szybsza i bardziej fizyczna, czuję to na boisku. W Polsce nie ma łatwych meczów, w każdym spotkaniu szanse na zwycięstwo są równe i o trzy punkty walczy się do ostatnich minut.

Zatem poziom sportowy jest wyższy, a jak byś porównał poziom profesjonalizacji Śląska do twoich poprzednich klubów?

Ogólnie na Węgrzech, dzięki pieniądzom od rządu, bardzo na plus zmieniła się infrastruktura. Wszystko jest nowe, każdy zespół ma nowy stadion i akademię. Prawie każdy klub ma nowe bazy treningowe. W Śląsku też nam niczego nie brakuje, mamy dwa bardzo dobre boiska, prawie takie same warunki miałem u siebie. Różnica jest taka, że w Polsce nowe stadiony są już od kilku lat, a u nas dopiero co powstały.

A marketingowo, medialnie?

W Polsce jest to na wyższym poziomie i jest tego więcej. Na przykład idę na miasto i widzę plakaty Śląska czy duże bilbordy. Kiedy byłem dzieckiem, marzyłem o byciu piłkarzem i czymś takim. Na Węgrzech takie rzeczy są rzadkością.

Jak porównałbyś trenera Vitezslava Lavickę do swoich poprzednich szkoleniowców? Np. do Paulo Sousy, który jest byłym piłkarzem m.in. Juventusu Turyn, Borussii Dortmund czy Interu Mediolan.

Każdy trener jest inny, ale miałem kilku podobnych do Lavicki. Miałem też trenera Niemca, który mocno na nas naciskał, krzyczał, był takim typowym, surowym szkoleniowcem niemieckiej szkoły. Z kolei Paulo Souso to Portugalczyk, on był bardzo ekspresyjny, machał rękami, krzyczał. Ja wolę bardziej styl, który ma Lavicka.

Trener Lavicka podczas wywiadów czy konferencji prasowych jest zawsze bardzo spokojny. Czy podobnie jest na treningach?

Zawsze zachowuje się profesjonalnie, odnosi się z szacunkiem do zawodników. Próbuje spokojnie nam tłumaczyć pewne rzeczy, trochę jak nauczyciel. Ale kiedy nie robimy na 100% tego, czego od nas oczekuje, czasami motywuje nas dodatkowo podniesionym głosem.

Nauczyłeś się czegoś nowego na treningach Lavicki?

Przede wszystkim musiałem nauczyć się tego, jak Śląska ma grać, dostosować się do taktyki. To jest proces, która trwa. Po każdym meczu spotykamy się z trenerami i oglądamy mecz, analizujemy go, co muszę zmienić. Zawsze też pytam, czego trener ode mnie oczekuje na boisku, bo każdy szkoleniowiec ma te oczekiwania inne.

Co musiałeś zmienić w pierwszej kolejności?

Jak poruszać się po boisku, jak się ustawiać, kiedy pressować. Musiałem też zacząć grać bardziej fizycznie, agresywnie, bo jak wspomniałem – w Polsce gra jest bardziej kontaktowa. Przed przenosinami do Wrocławia rozegrałem cztery mecze ligowe na Węgrzech, więc fizycznie byłem bardzo dobrze przygotowany.

W swojej karierze występowałeś też na lewej obronie – czy w trakcie treningów Lavicka cię tam testuje?

Grałem na tej pozycji tylko dlatego, że w poprzednim klubie przez jakiś czas nie było innego piłkarza na pozycję lewego obrońcy, a ja jestem lewonożny. Trener Lavicka widzi we mnie środkowego obrońcę i na razie tylko tam występuję na treningach, z czego się cieszę, bo na środku czuję się dużo lepiej.

Jesteś zadowolony ze swojej dotychczasowej postawy w barwach Śląska?

Tak, cieszę się, że gram w pierwszym składzie i daję z siebie wszystko. Z każdym meczem czuję się lepiej, pewniej. Jako drużyna osiągnęliśmy nasz cel minimum, czyli gra w górnej ósemce, teraz chciałbym, żebyśmy powalczyli o grę w europejskich pucharach, bo awans tam to moje marzenie.

Podpisałeś ze Śląskiem kontrakt na pół roku z opcją przedłużenia o dwa lata. Macie już z klubem jakieś ustalenia w tym temacie?

Nie, myślę, że te rozmowy zaczną się tuż przed końcem sezonu, na razie skupiam się na grze, chociaż mam nadzieję, że zostanę.

Ale twój kontrakt kończy się 30 czerwca, czyli za kilkanaście dni.

Myślę, że szybko się dogadamy. To sprawa między moim agentem a dyrektorem sportowym Śląska, a ja skupiam się tylko na grze w piłkę.

Czy trener powiedział coś w stylu „chcę, żebyś został”?

Nie, jeszcze nie było takiej rozmowy, skupiamy się na lidze. Jestem pozytywnie nastawiony i jeśli będzie propozycja przedłużenia umowy, na pewno z niej skorzystam. Śląsk ma priorytet, nie tylko formalnie, ale też u mnie w głowie.

Masz jakieś informacje od swojego agenta o zainteresowaniu ze strony innych klubów?

Nie, bo mam z moim menedżerem taką umowę, że dopóki nic nie jest pewne, dopóki nie ma konkretnej oferty, on mi niczego nie mówi. Dzięki temu nie muszę o tym myśleć i mogę skupić się na boisku. Nie obchodzą mnie zapytania z innych klubów, kiedy piłka jest ciągle w grze. Zresztą powiedziałem agentowi, że interesuje mnie tylko Śląsk.

Wydawało się, że Śląsk szybciej zapewni sobie grupę mistrzowską, ale po powrocie do gry przechodziliście trudne chwile.

Powinniśmy wygrać z Arką Gdynia, mieliśmy sporo szans w tym meczu, których nie wykorzystaliśmy, a piłka nożna tego nie wybacza i przez to przegraliśmy. Po tym spotkaniu byliśmy wściekli, bo mogliśmy już wtedy awansować i później grać bez takiej presji. Kiedy przyjechaliśmy we wtorek do Płocka widziałem jak drużyna jest zmotywowana i byłem pewny, że wygramy. Każdy chciał dokończyć robotę, znaliśmy nasz cel. Kiedy straciliśmy gola przeciwko Wiśle, pewnie każdy kibic pomyślał „co to ma być!?”. W przerwie widziałem jednak, że w każdym z nas „jest ogień”, trener powiedział nam, żebyśmy cierpliwie realizowali swoje założenia i daliśmy radę. Wyszliśmy na drugą połowę z nastawieniem jak gdyby był to nasz finał Ligi Mistrzów i że musimy go wygrać, co nam się udało.

Niektórzy kibice krytykują wasz defensywny styl gry. Jak to skomentujesz?

Po tej przerwie przez koronawirusa faktycznie graliśmy trochę bardziej defensywnie, ale nasza forma rosła z każdym kolejnym spotkaniem. W niedzielę czeka nas trudny mecz, ale jeśli zagramy odważnie i skutecznie, możemy wrócić do Wrocławia z punktami.

Kolejne dwa pytania są od naszych czytelników. Pierwsze – masz dobrą technikę i skuteczne podania, dlaczego tak rzadko rozgrywasz piłkę?

Lubię grać prostopadłe podania do linii ataku, ale często są to ryzykowane zagrania. Jeśli czuję, że jest zbyt duże zagrożenie, że przeciwnik przejmie piłkę, nie ryzykuję, bo możemy być skontrowani. Próbuję to robić, bo jak piłka po moim podaniu minie linię pomocy, stwarzamy w ten sposób okazje bramkowe.

Drugie – jakie masz marzenie jako piłkarz? W jakiej lidze chciałbyś grać?

W Lidze Mistrzów (śmiech). Marzę też o grze w reprezentacji i udziale w jakimś dużym turnieju jak mistrzostwa Europy. Nie mam jakiejś swojej ulubionej ligi, w której chciałbym grać, zależy mi na grze na najwyższym poziomie w danym kraju. Gra w Lidze Europy też byłaby dla mnie czymś szczególnym. Będę walczył ze Śląskiem o awans do europejskich pucharów.

Oglądasz mecze piłki nożnej w telewizji?

Tak, oczywiście. Kiedy mam czas, oglądam prawie wszystkie mecze w Polsce i na Węgrzech, do tego ligę niemiecką, angielską. Czasami jak córka nie chce spać w nocy, to oglądamy jakieś mecze razem (śmiech).

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.