Adrian Łyszczarz – bohater tragiczny

02.11.2021 (16:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/8/lyszczarzgol_61069595b6093.jpg

fot.: Marcin Folmer

Przegrane w ostatnich sekundach sobotnie spotkanie przeciwko Bruk-Betowi Termalice Nieciecza (3:4) niespodziewanie wykreowało w szeregach Śląska bohatera, o którym nie słyszeliśmy już od dłuższego czasu. Chciałoby się powiedzieć, że bohatera momentami tragicznego, który niczym Edyp stara się odwrócić swój los i przegnać ciążące nad Śląskiem niecieczańskie fatum. Adrian Łyszczarz – to ten śmiałek próbował uratować wrocławian w pechowej, 13. kolejce ekstraklasy. Zapraszamy na tekst w ramach  #EchaMeczu.



 

To, jak 30 października ułożyły się wydarzenia w małej podtarnowskiej wsi, wiedzą już chyba wszyscy kibice zielono-biało-czerwonych. Nie chcąc rozdrapywać ciągle świeżych ran, skupmy się na pozytywach wyjazdowego spotkania Śląska. Oprócz broniącego rzut karny Michała Szromnika, ze znakomitej strony pokazał się na murawie stadionu w Niecieczy Adrian Łyszczarz, który chwilę po zameldowaniu się na placu, podał gościom tlen, jakże potrzebny w tak trudnym położeniu, w jakim znaleźli się podopieczni Jacka Magiery. Ale po kolei…

BOHATER NIE (OCZYWISTY)

22-latek zameldował się na boisku na 10 minut przed upływem podstawowego czasu gry. Już w 84. minucie spotkania wpisał się na listę strzelców, wykorzystując podanie na nos Mateusza Praszelika i pewnie pakując piłkę do siatki. To jednak był dopiero początek, bo urodzony w Oleśnicy pomocnik w 88. minucie zaskoczył wszystkich, a przede wszystkim Tomasza Loskę, pakując mu futbolówkę za kołnierz. Był to jednak ostatni ofensywny akcent wrocławian w tym meczu, a co wydarzyło się później, wszyscy doskonale wiedzą. Po spotkaniu Adrian wyraził swoją sportową złość w wypowiedzi dla klubowej strony.

- Złość jest bardzo wielka i ciężko cokolwiek powiedzieć po takim spotkaniu. Wolałbym cieszyć się z tego, że wygraliśmy mecz niż z tego, że zdobyłem te dwie bramki

- mówił na gorąco po ostatnim gwizdku sędziego zdobywca dubletu.

Jednocześnie warto zauważyć dosyć nietypową statystykę, zgodnie z którą, Łyszczarz po wejściu na boisko nie zaliczył ani jednego celnego podania, 5 razy próbując takiego zagrania. Jak widać, nie przeszkodziło mu to w podwójnym ustrzeleniu „Słoni”. Jeszcze większej symboliki nabiera jego występ, gdy uświadomimy sobie, że były to jego pierwsze gole na poziomie ekstraklasy w karierze, pomimo że na najwyższym szczeblu piłkarskim w kraju nad Wisłą zadebiutował już w rundzie wiosennej sezonu 2016/17, gdy Śląsk rozbił Ruch Chorzów 6:0.

Jak to wygląda z perspektywy zmienników w Śląsku? Był taki piękny mecz w 2011 r. chociaż rozgrywany na pustej Oporowskiej, kiedy to wrocławianie rozprawili się z GKS-em Bełchatów (4:2), a dwukrotnie do siatki rywali trafił Cristian Omar Diaz, wprowadzony w przerwie meczu. Jego wyczyn był jednak przedzielony w czasie, bo strzelanie rozpoczął w 52. minucie, a dobił przeciwnika w samej końcówce. Skończyło się to dla Argentyńczyka tragicznie, bo w przypływie emocji, napastnik ściągnął koszulkę, a arbiter pokazał mu drugi żółty kartonik, a w konsekwencji asa kier. Taka to opowieść o ławkowych jokerach…

WROCŁAWSKA PEREŁKA

Konieczne dla pełnego odbioru tej opowieści jest jednak zarysowanie początków kariery wystrzałowego dublera z Niecieczy. Jego pojawienie się w Śląsku związane było z dobrą formą w FC Wrocław Academy, gdzie występował od 2011 r. (m.in. w Centralnej Lidze Juniorów). Pięć lat później 17-latek wypatrzony został przez skautów największego klubu we Wrocławiu, dołączając najpierw do drużyny juniorów, a później do rezerw. Na poziomie III ligi zameldował się dosyć szybko, bo w szalonym meczu 5. kolejki ze Ślezą (4:5) wpisał się na listę strzelców w 3. minucie. O ekstraklasowym debiucie pod batutą Jana Urbana już napomknąłem, a jak wyglądało to w kolejnej kampanii? Łyszczarz zaczął dostawać swoje szanse, głównie w końcówkach spotkań, a w 24. kolejce miał okazję wyjść w podstawowym składzie przeciwko Górnikowi Zabrze (1:1). Opuścił boisko jednak w przerwie. I wtedy postanowiono, aby młody pomocnik ogrywał się szczebel niżej, w GKS-ie Katowice.

Przy Bukowej „Adi” spędził cały sezon 2018/19, rozgrywając 15 spotkań i zapisując na swoim koncie po jednym golu i asyście. Niestety, katowiczanie tamtą kampanię okupili spadkiem do II ligi, a pomocnik powrócił do Śląska, podobnie jak wypożyczeni wtedy do I ligi Sebastian Bergier (Wigry Suwałki) i Maciej Pałaszewski (Stomil Olsztyn). I wtedy wydarzyła się kontuzja, która najczęściej hamuje kariery perspektywicznych graczy. Łyszczarz jesienią 2019 r. zerwał więzadło krzyżowe w kolanie, a do normalnych treningów powrócił dopiero po przerwie spowodowanej pandemią.

POWRÓT I OPASKA KAPITAŃSKA

Po spowodowanym problemami zdrowotnymi absencjami Adrian Łyszczarz zaczął być podstawowym graczem i motorem napędowym II-ligowych rezerw prowadzonych przez duet Piotr Jawny – Marcin Dymkowski. To właśnie tam było widać największe atuty tego zawodnika – wchodzenie w pojedynki 1 na 1, mobilność, nieszablonowość oraz bajeczna technika. W poprzednim sezonie dołożył sporą cegiełkę do znakomitego miejsca Śląska II Wrocław w tabeli. Wrocławianie otarli się o miejsca barażowe, a Łyszczarz dołożył od siebie 7 goli i 8 asyst. Prawdziwy dzień konia miał chociażby w starciu z Olimpią Grudziądz (4:3), kiedy do gola dokoptował dwa ostatnie podania do kolegów.

Wcześniej podpisał ze Śląskiem trzyletni kontrakt z opcją automatycznego przedłużenia o dwa następne sezony. Martwiła (i martwi nadal) mała liczba minut w ekstraklasie, bowiem w tegorocznej kampanii 22-latek wystąpił w pięciu meczach i uzbierał zaledwie 32 minuty gry! Do tego wszedł na końcówkę przegranego spotkania pucharowego z Bruk-Betem (0:1). To zdecydowanie za mało, jeśli patrzy się na zawodnika, który znacznie wyróżniał się w poprzednim sezonie II ligi. Jednocześnie warto pamiętać, że Łyszczarz nie ma już statusu młodzieżowca.

Nie sposób nie wspomnieć o reprezentacyjnych wojażach postaci, której losy opisywane są w niniejszym tekście. Adrian Łyszczarz z powodzeniem występował w młodzieżówkach reprezentacji Polski, począwszy od U-18, a kończąc na U-20. W tym ostatnim roczniku spotkał się przecież z dobrze mu znanym trenerem, Jackiem Magierą, który powierzył mu nawet opaskę kapitana na Mistrzostwach Świata U-20 w 2019 r. Prestiżowa impreza organizowana w Polsce zakończyła się dla Biało-Czerwonych na 1/8 finału, kiedy to Polacy ulegli Włochom (0:1). Wcześniej Łyszczarz zaliczył komplet minut w starciu z Tahiti (5:0), a wtedy golem popisał się chociażby jego obecny zespołowy kolega, Marcel Zylla.

Ciekawa sytuacja z udziałem „Adiego” miała miejsce podczas wygranego przez Polaków meczu z Białorusią (3:0), jeszcze w reprezentacji U-19. Gol Łyszczarza otworzył wtedy przebudowywany od kilku lat Stadion Śląski, a Polak zapisał się w kronikach. Oby tych wpisów do historycznych annałów było jak najwięcej. Futbol nie znosi przecież próżni...

ZOBACZ też: TAKTYCZNIE: Defensywna parodia