Analiza gry rywala: Wisła Kraków
Siedemnastka walecznych opuściła Wrocław by stawić czoła liderowi na jego terenie. Brzmi to może niezbyt dobrze pod kątem ewentualnej zdobyczy punktowej, ale nie ma powodów do załamania. Obrońca tytułu doskonale dopasował się do poziomu ligi grając chaotycznie i siermiężnie. Organizacja gry Śląska wprawdzie również nie sprawia, że kibicom do oczu napływają łzy wzruszenia a serce rozpiera nieopisana duma, ale wrocławianie powolutku zbierają punkty, które przybliżają ich do bezpiecznej lokaty. O kolejne w Krakowie będzie trudno, ale nie jest to niewykonalne. Ustawienie Wisły: 4-4-2
Przewidywany skład: Pawełek (Juszczyk) - Diaz, Głowacki, Marcelo, Alvarez – Piotr Brożek., Jirsak (Mączyński), Ba, Łobodziński (Kirm) - Małecki, Paweł Brożek (Christow)
Henryk Kasperczak jest niewolnikiem systemu 4-4-2, opartego na skrzydłach. Nawet gdy od niego odstępował w zabrskim Górniku robił to z bólem serca, w dodatku tylko i wyłącznie z powodu braku wartościowych napastników. Teraz problem jest podobny, ale „Henry’emu” ani w głowie odstąpić od swojego ulubionego schematu. Tymczasem Paweł Brożek w ataku poczyna sobie słabo, podobnie jak Christow, zaś Małecki lepiej sobie radzi jako napastnik cofnięty, a jeszcze lepiej jako skrzydłowy.
Na skrzydle jednak nie zagra, bo na prawym może grać i Kirm i Łobodziński. Pierwszemu brakuje krzty dynamiki (co u Kasperczaka jest najważniejsze, więc siądzie na ławce), drugi zaś operuje jednym zwodem (ciężar ciała na lewą nogę, piłka zagarnięta wewnętrzną częścią stopy na prawo) oraz nie oddala się od linii bocznej boiska dalej niż 6 metrów, co wbrew pozorom dla nowego szkoleniowca Białej Gwiazdy może być plusem. Korzystniej wygląda sytuacja na przeciwległej flance- w bardzo dobrej formie znajduje się drugi z braci Brożków. Przy ogólnej niemocy drużyny to właśnie on był motorem napędowym zespołu z (już wkrótce ponownie) Reymonta.
Ciężko będzie również Wiślakom w środku pola- zabraknie Sobolewskiego, który zawsze wkładał najwięcej pracy w grę. Zastąpi go prawdopodobnie Jirsak, który od ciężkiej pracy na murawie raczej stroni. To bardziej typ boiskowego artysty, któremu ostra i konsekwentna gra ze strony defensywnych pomocników Śląska mogłaby ochotę do gry bardzo szybko odebrać. Trudniejszy do upilnowania będzie Ba, ale przy założeniu, że skrzydła zaczną grać szeroko jak zwykle, zaś Jirsak zbyt wiele mu nie pomoże, wyłączenie go z gry może się okazać niespecjalnie trudnym zadaniem.
Większe wyzwanie czeka w ataku. Obrona Wisły to chyba obecnie najsilniejsza formacja defensywna w lidze. W dodatku prawdopodobnie zagra w najsilniejszym składzie. Tym niemniej para stoperów jest zagrożona pauzowaniem za kartki w arcyważnym meczu z Lechem i istnieje szansa, że czasem trochę odstawią nogę, by uniknąć zwieszenia w kolejnym spotkaniu. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że stoperzy Wisły grają doskonale głową. Jeśli więc w ataku zagra Ćwielong, a jego partnerzy po raz kolejny za ulubione rozegranie uczynią sobie długą piłkę na ustawionego na szpicy zawodnika, elementy tragiczne będą się przeplatać z komicznymi. Zagrożenie raczej przyniosłoby granie szybkich piłek po ziemi, najlepiej z wykorzystaniem skrzydeł i posyłaniem futbolówki na wolne pole, gdyż i Alvarez i (zwłaszcza) Junior Diaz mają tendencję do odpuszczania krycia, gdy zawodnik, którego kryją pozbędzie się futbolówki.
Niewiadomą pozostaje kto będzie strzegł bramki Białej Gwiazdy. Od pewnego czasu na uraz pachwiny narzeka reprezentacyjny golkiper Mariusz Pawełek. Wprawdzie istnieje wielu krytyków jego talentu, tym niemniej dopóki nie poniesie go fantazja (a ma naprawdę ułańską) i nie wyjdzie do piłki centrowanej na 14 metr gdzie czeka trzech obrońców lub nie umyśli sobie kilkunastometrowego rajdu na przebój w okolice linii autowej, to radzi sobie dość przyzwoicie. Juszczyka zatrudniono jako rezerwowego bramkarza, a takowy siłą rzeczy musi być słabszy od podstawowego. I jest, w meczu z Polonią nie zostawił po sobie dobrego wrażenia, w kilku przypadkach nie trafiał z chwytem piłki, na szczęście dla niego bez konsekwencji.
W poprzednim spotkaniu obu drużyn Śląsk wyraźnie uległ Wiśle. Teraz jest w gorszej formie niż podczas tamtego spotkania. Tym niemniej dyspozycja krakowian obniżyła się jeszcze wyraźniej, efektem czego różnica nie jest rażąca. Na razie zmiana trenera nie przyniosła skutku, Wisła nie gra lepiej, a jest ryzyko, że przy takim doborze taktyki do wykonawców, będzie jeszcze gorzej. Być może przekonamy się o tym już jutro.