Analiza linii pomocy

Sebastian Mila
W drugiej rundzie trochę obniżył loty, a jej końcówkę stracił z powodu kontuzji. W początkowej fazie wiosennej serii spotkań wydawało się, że Śląsk nieco za bardzo opiera grę na jasnowłosym środkowym. Efektem było podwajanie krycia i ograniczanie przestrzeni do rozegrania piłki. W tej sytuacji Pan Sebastian, nie mając wsparcia ze strony partnerów, radził sobie przeciętnie. Nadal potrafił zaskoczyć niebanalnym zagraniem, ale ryzykując dużo bardziej notował więcej strat. Mila lepiej czuł się, gdy miał odrobinę czasu i miejsca. Wówczas potrafił idealnie dograć na wolne pole. Aby uniknąć straty pod ścisłym kryciem, musiał szybko oddawać piłkę, nierzadko w kierunku, z którego przyszła. Mila nie posiada warunków fizycznych by dłużej holować futbolówkę przy nodze, toteż w ewentualnym uspokajaniu gry powinni wyręczać go partnerzy. Jego atutami są za to dobry przegląd pola, kreatywność i szybkie podejmowanie decyzji. Na pewno jest jednym z tych zawodników, na których warto budować siłę Śląska.


 

Sebastian Dudek
Główny kandydat do tytułu piłkarza rundy w Śląsku. Po jego powrocie zespół Tarasiewicza wyszedł z dołka i znowu zaczął grać solidny futbol. Być może dla wielu był w cieniu Mili, ale ta runda pokazuje, że jako rozgrywający wcale nie musi być gorszy od byłego reprezentanta kraju. Potrafi również błysnąć nieszablonowym zagraniem i uruchomić dokładnym podaniem partnera. Lepiej od Mili przytrzymuje piłkę, choć ustępuje swojemu koledze pod względem wyszkolenia technicznego. Jeśli można mu coś wytknąć, to fakt, że nie zawsze bierze na siebie rolę, do której predestynują go umiejętności - aż prosi się, żeby jeszcze częściej wziął ciężar gry na siebie, tymczasem zdarzają mu się przestoje w grze, mimo, że w środku pola ma sporo miejsca. Trudno też będzie Tarasiewiczowi znaleźć miejsce na boisku dla dwóch graczy o dość podobnych profilach. Ale oby tylko takie problemy towarzyszyły szkoleniowcowi wrocławian.

Marek Gancarczyk
Największe odkrycie wiosennych spotkań. Zepchnął w cień operującego na drugiej flance brata i sprawił, że kibice z Oporowskiej nie musieli z łezką w oku wspominać mającego etat na prawym skrzydle Krzysztofa Ostrowskiego. Wprawdzie technika jest u niego na przeciętnym poziomie, ale już przygotowanie taktyczne i inteligencja boiskowa na poziomie czołówki ligowej. Świetnie rozumie specyfikę swojej pozycji, często schodzi do środka, zostawiając miejsce wchodzącemu skrajnemu defensorowi. Robi przewagę w centralnej strefie, nieszablonowo łamie akcje, zamiast holować piłkę wzdłuż linii i szukać wrzutki na odległych partnerów. Dobrze odnajdywał się w grze kombinacyjnej z Milą, Dudkiem i Szewczukiem. Pytanie tylko, na ile będzie w stanie poprawić swoją technikę, głównie umiejętność dryblingu. Gancarczyk rzadko czaruje rywala zwodem, jeśli już mija, to raczej koncepcyjnie, ale na dłuższą metę to nie wystarcza. Woli on urwać się obrońcom i kiwać ich na pełnym biegu, wykorzystując niezdecydowanie i błędy w ustawieniu. Nad grą na małej przestrzeni trzeba będzie jednak jeszcze popracować.

Janusz Gancarczyk
A tu raczej rozczarowanie. Po bardzo dobrej jesieni regres formy. Technicznie lepszy od brata, ale pomysł na grę wielokrotnie wołał o pomstę do nieba. Kurczowe trzymanie się linii, prowadzenie piłki aż po kraniec boiska i centrowanie dopiero wtedy, nie przynosiły wrocławianom wiele pożytku. Fakt, nadal rozpędzony potrafił zrobić dużo wiatru na skrzydle i na pełnym biegu minąć dwóch rywali, ale pomysłu co zrobić z piłką już brakowało. Centry niekoniecznie były precyzyjnie wymierzane, posyłane były byle w okolice pola karnego. Brak inklinacji do gry zespołowej powodował dużo strat młodszego z braci i dodatkowo blokował szanse na ofensywne wejścia bocznego obrońcy. Odnajdywać się zaczął dopiero pod koniec rundy, pokazując kilka błyskotliwych zagrań, ale nadal w dużej mierze były to indywidualne wyczyny. Szkoda, bo potencjał tego zawodnika jest naprawdę duży. Gdyby lepiej współpracował z drużyną siła ofensywna Śląska znacznie by wzrosła.

Antoni Łukasiewicz
Utarło się błędne przekonanie, że rolą defensywnego pomocnika jest powstrzymywanie ataków przeciwnika w środkowej strefie. Gdyby tak było, Łukasiewicz byłby cenionym w swojej branży fachowcem. Przemieszczanie się za piłką i czytanie gry u tego zawodnika stwarzają naprawdę dobre wrażenie. Jednakże dziś od defensywnego pomocnika wymaga się również, aby brał istotny udział w rozgrywaniu akcji w ofensywie i w ten sposób poszerzył liczbę możliwości rozegrania piłki. Tymczasem Łukasiewicz w momencie posiadania piłki nie czuje obowiązku rozpoczęcia akcji, dość szybko ją oddając. Szkoda, bo niekiedy widać, że potrafi nieschematycznym podaniem uruchomić któregoś z partnerów i rozpocząć szybką akcję. Najczęściej jednak wygląda to w ten sposób, że przekazuje piłkę do któregoś z bocznych obrońców, a akcja rozwija się w kwartecie skrzydłowy- boczny obrońca- pozostali pomocnicy, zaś Łukasiewicz zostaje z tyłu i pełni tylko funkcje asekuracyjne. Być może taka jest wizja trenera. Trudno jednak podejrzewać, by najbardziej cofniętego pomocnika niemal zupełnie pozbawiać zadań ofensywnych.

Krzysztof Ulatowski
Człowiek, który pojawia się zawsze tam, gdzie jest potrzebny. W zależności od sytuacji na boisku może spełniać każdą funkcję w okolicach środka pola. Nie jest ani tak dobry w destrukcji jak Łukasiewicz, ani w konstruowaniu akcji jak Mila i Dudek, ale jego głównym atutem jest duża uniwersalność. Dobrze czyta grę. Wie, gdzie podwoić krycie, jak spowolnić akcję rywala, gdy zaś przejdzie do ofensywy nie szarpie gry. Piłka przechodzi przez niego płynnie, nie ma problemów z jej pozbyciem się tak, by nie zatrzymać akcji. Gdy zabrakło Mili, harował w środku pola, aby stworzyć jak najwięcej miejsca na rozegranie akcji dla Dudka. A kiedy trzeba było wziąć sprawę w swoje nogi, potężnym uderzeniem zza pola karnego sprowadził do Wrocławia Puchar Ekstraklasy.

Patryk Klofik
Zupełnie stracone pół roku. Dwukrotnie pojawił się w pierwszym składzie i nie wniósł do gry niczego nadzwyczajnego. Pozostaje tylko pytanie: 23 lata - dopiero czy już?

Remigiusz Sobociński
Pełnił niezwykle istotną funkcję dżentelmena pojawiającego się w końcowych minutach, by zarobić kilkanaście sekund. Człowiek - zmiana taktyczna. Tego typu robotę nietrudno wykonać, więc pożegnał się ze Śląskiem.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.