ANALIZA: Śląsk wrócił do gry, ale pękł przy ostatnim zagraniu. Co zawiodło w Krakowie?

ANALIZA: Śląsk wrócił do gry, ale pękł przy ostatnim zagraniu. Co zawiodło w Krakowie?

fot.:

Śląsk Wrocław przez większą część spotkania z Wisłą Kraków musiał dostosowywać się do warunków narzuconych przez gospodarzy. Po przerwie Wojskowi poprawili grę z piłką, a zmiennicy doprowadzili do wyrównania, jednak ostatni stały fragment sprawił, że z Krakowa wrócili bez punktu. Liczby pokazują wyraźną przewagę Białej Gwiazdy, ale także znacznie bardziej złożony obraz niż samo 26:5 w strzałach.



 

Problem pojawiał się pod bramką

Na pierwszy rzut oka statystyki całego spotkania pozostawiają niewiele miejsca na dyskusję. Wisła miała 54% posiadania piłki, oddała 26 strzałów przy pięciu Śląska i wypracowała 2,51 gola oczekiwanego wobec 0,75 po stronie Wrocławian. Gospodarze aż 33 razy dotykali piłki w polu karnym przeciwnika, Wojskowi zaledwie osiem.

I właśnie zestawienie ostatniej liczby z inną statystyką mówi o tym meczu najwięcej. Wisła zanotowała 52 wejścia do strefy ataku, Śląsk 48. Różnica była więc minimalna. Problem polegał na tym, co oba zespoły robiły po dotarciu w okolice ostatniej tercji. Krakowianie potrafili kontynuować akcje, wejść w szesnastkę i kończyć je strzałem. Śląsk znacznie częściej zatrzymywał się przed właściwą strefą zagrożenia.

Stąd ogromna dysproporcja. Niemal tyle samo wejść do strefy ataku, a później 33:8 w kontaktach w polu karnym i 26:5 w strzałach.

Nie sposób przy tym sprowadzić problemów Śląska do braku zaangażowania. Wrocławianie przebiegli 99,9 kilometra, a Wisła 99,2. Gospodarze wykonali nieco więcej sprintów, 91 do 86, ale nie była to przepaść. Śląsk nie przegrał dlatego, że biegał mniej. Przegrał przede wszystkim jakością działań z piłką i skutecznością w bezpośredniej rywalizacji.

Wisła wygrała 48 z 79 pojedynków, czyli 61%. Śląsk tylko 31. W powietrzu proporcje wyglądały identycznie procentowo. To szczególnie istotne w meczu, w którym Wojskowi przez długie fragmenty musieli bronić własnego pola karnego.

Symptomem przewagi gospodarzy jest również 26 wybić Śląska przy dziewięciu Wisły. Wrocławianie przechwycili wprawdzie więcej piłek, 16 do 10, ale bardzo często były to działania reaktywne. Najpierw trzeba było zatrzymać akcję przeciwnika, dopiero później można było myśleć o własnym ataku.

Po przerwie Śląsk nie odzyskał rytmu, ale przynajmniej przestał się rozsypywać

Pierwsza połowa była zdecydowanie słabszą częścią występu Wojskowych. Wisła miała 57% posiadania, wykonała 236 podań przy 182 Śląska i oddała 13 strzałów wobec dwóch prób gości. Różnica w xG wynosiła 1,28 do 0,22.

Co ciekawe, Śląsk już wtedy zanotował 24 wejścia do strefy ataku, czyli nawet więcej niż Wisła, która miała ich 20. Ponownie dochodzimy więc do tego samego problemu. Wrocławianie potrafili przesunąć grę wyżej, ale rzadko byli w stanie wykonać następny krok.

Po przerwie obraz rozegrania zmienił się bardzo wyraźnie. Posiadanie Śląska wzrosło z 43 do 49%, liczba podań ze 182 do 224, a celnych z 143 do 183. W pierwszej połowie Wisła wykonała o 54 podania więcej, w drugiej różnica stopniała do zaledwie sześciu.

To już nie był zespół tak łatwo spychany bez piłki.

Nie oznacza to jednak, że Wisła przestała tworzyć sytuacje. Gospodarze ponownie oddali 13 strzałów i wypracowali 1,23 xG. Śląsk poprawił swoje wartości tylko do trzech prób i 0,53 xG. Różnica polegała na tym, że tym razem jedna z nielicznych wartościowych akcji została wykorzystana.

Wojskowi nie zdominowali więc drugiej połowy. Zaczęli natomiast funkcjonować na tyle dobrze, by naprawdę zagrozić Wiśle i wrócić do meczu. To istotne rozróżnienie.

Każdy gol miał swoją historię

Pierwsza bramka była konsekwencją tego, z czym Śląsk mierzył się od początku. Wisła potrafiła płynnie przejść z rozegrania do pola karnego. Julius Ertlthaler uruchomił Kacpra Dudę, a ten stworzył sytuację Angelowi Rodado. Hiszpan zaatakował przestrzeń przed bramką i na piątym metrze wyprzedził Jehora Macenkę.

Załączona sekwencja akcji dobrze pokazuje jej mechanizm. Wisła przeniosła piłkę z głębi boiska na bok, a następnie dostarczyła ją w strefę, w której Rodado potrzebował już tylko wygrać z obrońcą. To nie był gol z przypadkowego odbicia, tylko efekt sprawnego przejścia przez kolejne fazy akcji.

Wyrównanie Śląska było pod tym względem najciekawszą akcją Wojskowych. Diagram pokazuje kilkupodaniowe rozegranie, po którym Marc Llinares uruchomił Enissa Shabaniego, a ten dograł do wbiegającego Adama Ciućki. 18-latek znalazł się około sześciu metrów od bramki i wykorzystał sytuację.

Tutaj liczby nabierają szczególnego znaczenia. Próba Ciućki miała wartość 0,47 xG, czyli odpowiadała za blisko 63% całego xG Śląska w tym meczu. Jedna sytuacja była warta więcej niż wszystkie pozostałe próby Wojskowych razem wzięte.

Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie z gospodarzami. Tylko Rodado zakończył mecz z wyższym łącznym xG, wynoszącym 0,93. Alan Uryga miał 0,42, Kacper Duda 0,35, a Elie Youan 0,36. Ciućka potrzebował więc jednego strzału, aby wygenerować drugą najwyższą wartość xG spośród wszystkich zawodników spotkania.

Ostatnia bramka była natomiast opowieścią o szczegółach, które w końcówce mają ogromną wagę. Po przewinieniu Luki Marjanaca Wisła otrzymała rzut wolny. Dośrodkowanie odbiło się od głowy Llinaresa, po czym do piłki doszedł Uryga i skierował ją do bramki.

Sam strzał miał tylko 0,11 xG, ale już 0,79 xGOT, czyli oczekiwanych goli po uwzględnieniu miejsca, w które została skierowana piłka. Z relatywnie trudnej sytuacji Uryga stworzył uderzenie bardzo wymagające dla bramkarza. Dla Śląska najważniejsze pozostaje jednak to, że po raz kolejny w decydującym momencie nie udało się zakończyć obrony stałego fragmentu pierwszym kontaktem.

Niemczycki i defensywa mieli ręce pełne roboty

Karol Niemczycki miał cztery skuteczne interwencje. Współczynnik powstrzymanych goli wyniósł -0,06, co przy dwóch straconych bramkach i 1,94 xGOT Wisły oznacza występ mniej więcej odpowiadający jakości uderzeń gospodarzy. Nie dokonał czegoś ponadprzeciętnego, ale też trudno wskazywać bramkarza jako przyczynę porażki.

Znacznie gorzej wyglądało rozegranie. Celnych było tylko 15 z 29 podań Niemczyckiego, czyli 52%. Dla porównania Marcel Łubik wykonał 36 dokładnych z 44 zagrań. Oczywiście kontekst obu bramkarzy był zupełnie inny, Śląsk częściej znajdował się pod presją, ale właśnie ta różnica dobrze pokazuje, kto miał większy komfort przy rozpoczynaniu akcji.

Alex Timossi Andersson zanotował przez godzinę 32 kontakty z piłką i 15 celnych podań na 20 prób. Najciekawiej wyglądają jednak jego liczby defensywne: pięć działań, w tym trzy przechwyty, blok i wybicie. Potrafił więc czytać tor podań rywala. Gorzej było w bezpośrednich starciach. Przegrał wszystkie trzy pojedynki, co przy przewadze Wisły właśnie w tym elemencie miało znaczenie.

Jehor Macenko był jednym z najbardziej zapracowanych zawodników Śląska. Zanotował 12 działań defensywnych, w tym aż osiem wybić, blok i przechwyt. Do tego bardzo dobrze operował piłką, 48 z 53 podań dotarło do partnerów. Jednocześnie wygrał tylko trzy z ośmiu pojedynków, a przy pierwszej bramce Rodado zdołał znaleźć się przed nim. Dużo dobrych interwencji, ale jedna przegrana rywalizacja w najgorszym możliwym miejscu.

Lamine Ba miał statystycznie największy udział w bronieniu własnej bramki. Aż 16 działań defensywnych było najwyższym wynikiem spośród wszystkich zawodników spotkania. Do tego osiem wybić, dwa zablokowane strzały i trzy przechwyty. Ba wygrał cztery z pięciu pojedynków.

Jeszcze mocniej wygląda jego rozegranie. Celne były 44 z 47 podań, czyli 94%. Żaden podstawowy zawodnik obu zespołów nie miał wyższej skuteczności. Grujcic zakończył spotkanie z 93%, a Macenko z 91%. Ba potrafił więc jednocześnie wykonywać ogromną pracę pod własną bramką i zachowywać spokój z piłką.

Mariusz Malec miał najwięcej kontaktów z piłką spośród zawodników Śląska - 72. Wykonał 53 celne podania na 62 próby i zanotował pięć działań defensywnych, z czego cztery stanowiły wybicia. Problem pojawiał się przy pojedynkach. Wygrał tylko jeden z trzech. Jego występ był mniej widowiskowy niż Ba czy Macenki, ale duża liczba kontaktów pokazuje, jak często uczestniczył w pierwszej fazie rozegrania.

Jan Jurcec zakończył spotkanie z 53 kontaktami i 17 celnymi podaniami na 22 próby. W obronie zanotował sześć działań, w tym blok oraz dwa przechwyty, a połowę z ośmiu pojedynków rozstrzygnął na swoją korzyść. Wywalczył również przewinienie, po którym Giger zobaczył żółtą kartkę.

Jednocześnie aż 17 razy tracił posiadanie, najwięcej w Śląsku ex aequo z Linettym. Jego mapa aktywności pokazuje wiele działań przy linii bocznej, ale częsta obecność przy piłce nie została przełożona na kluczowe podanie czy strzał.

Środek pola nie narzucił swoich warunków

Karol Linetty miał 59 kontaktów z piłką i wykonał 33 celne podania na 42 próby. Zanotował jedno kluczowe zagranie, dwa przechwyty i łącznie pięć działań defensywnych. Dużo słabiej prezentują się pojedynki, sześć wygranych na 17 oraz 17 utrat posiadania.

To właśnie w kreacji szczególnie widoczna była różnica między drugimi liniami. Linetty i Yriarte zanotowali po jednym kluczowym podaniu. Po stronie Wisły Kacper Duda miał cztery, Julius Ertlthaler pięć, a Rodado kolejne cztery. Nie chodzi więc wyłącznie o liczbę wymienianych podań. Gospodarze znacznie częściej wykonywali zagranie otwierające kolejny etap ataku.

Jorge Yriarte prezentował się stabilniej w samym operowaniu piłką. Trafiło do partnerów 36 z jego 42 podań, co dało 86% skuteczności. Wygrał siedem z 14 pojedynków, zanotował kluczowe podanie i tylko 10 razy stracił posiadanie. Oddał również jeden strzał, ale z miejsca o bardzo małym prawdopodobieństwie zdobycia bramki - 0,02 xG.

Co ciekawe, indywidualnie jego liczby nie odstawały mocno od Jamesa Igbekeme. Pomocnik Wisły trafił z 36 z 43 podań i wygrał sześć z 12 pojedynków. Różnica polegała na tym, jak funkcjonowały całe formacje wokół nich.

Dorian Markowski był jednym z najmniej widocznych podstawowych zawodników Śląska. Przez 60 minut miał 25 kontaktów z piłką, wykonał 15 celnych podań na 18 prób, ale nie zanotował ani strzału, ani kluczowego zagrania. Wygrał tylko jeden z czterech pojedynków.

Nie popełniał wielu błędów z piłką, jednak jego wpływ na ofensywę był zbyt mały. Symboliczne jest to, że zastępujący go Ciućka miał później jeszcze mniej kontaktów, bo tylko 13, a mimo to jednym ruchem w pole karne zmienił wynik.

Aktywność była, konkretnego zagrożenia zabrakło

Ieltsin Camoes miał najbardziej wartościową sytuację Śląska przed golem Ciućki. Oddał celny strzał o wartości 0,19 xG, a po uwzględnieniu jakości uderzenia jego xGOT wyniosło aż 0,69. Łubik obronił tę próbę.

Camoes zakończył mecz z 36 kontaktami i tylko 15 celnymi podaniami na 22 próby. Z drugiej strony wygrał osiem z 13 pojedynków, najwięcej spośród zawodników Śląska. Walczył więc z defensorami Wisły i potrafił utrzymywać się przy piłce w kontakcie fizycznym, ale jego współpraca z partnerami nie dawała wystarczająco wielu sytuacji.

Malaly Dembele miał 25 kontaktów, osiem celnych podań na 10 oraz jedno kluczowe zagranie. Oddał dwa strzały, ale ich łączna wartość wyniosła tylko 0,07 xG. Mapa prób jeszcze mocniej pokazuje problem, były to uderzenia bardzo niskiej jakości.

Najgorzej wyglądały pojedynki. Dembele wygrał tylko jeden z dziewięciu i 12 razy tracił posiadanie.

Porównanie z Rodado jest brutalne, ale dobrze pokazuje różnicę w możliwościach obu ataków tego wieczoru. Napastnik Wisły oddał sześć strzałów o łącznej wartości 0,93 xG. Dembele, dwa za 0,07. Nie chodziło wyłącznie o skuteczność napastników. Śląsk po prostu zdecydowanie rzadziej dostarczał im piłkę w miejsca, z których można realnie zdobywać bramki.

Rezerwowi dali impuls, końcówka wyglądała już inaczej

Marc Llinares po wejściu na murawę miał 35 kontaktów z piłką i wykonał 14 celnych podań na 17 prób. Nie zanotował kluczowego podania w statystykach, ale to właśnie jego zagranie uruchomiło Shabaniego w akcji zakończonej golem Ciućki. Był więc autorem podania poprzedzającego asystę.

Jednocześnie wygrał tylko dwa z ośmiu pojedynków i osiem razy stracił posiadanie. Jego udział w najważniejszych momentach spotkania był niezwykły, uczestniczył w rozegraniu bramki Śląska, a przy zwycięskim golu Wisły piłka najpierw odbiła się właśnie od jego głowy. Nie był to prosty indywidualny błąd, ale trudno o lepszy przykład tego, jak cienka była granica między punktem a porażką.

Adam Ciućka potrzebował 13 kontaktów z piłką, aby zostać najbardziej efektywnym ofensywnie zawodnikiem Śląska. Wykonał pięć celnych podań na dziewięć, wygrał jeden z dwóch pojedynków i oddał tylko jeden strzał.

Ale był to strzał o wartości 0,47 xG i zakończył się golem.

Żaden zawodnik Śląska nie stworzył w tym spotkaniu większej wartości strzeleckiej. Co więcej, pojedyncza sytuacja Ciućki była warta więcej niż łączne xG wszystkich pozostałych Wrocławian, którzy uzbierali 0,28.

Eniss Shabani miał tylko 14 kontaktów z piłką i cztery celne podania na siedem prób. Wygrał jeden z czterech pojedynków i pięć razy stracił posiadanie. Gdyby patrzeć wyłącznie na ogólną płynność jego gry, nie byłby to imponujący występ.

Jedno z tych podań było jednak kluczowe i zakończyło się asystą przy bramce Ciućki. Shabani pokazał, że czasem jedna decyzja między liniami jest warta więcej niż kilkanaście bezpiecznych kontaktów.

Przemysław Banaszak pojawił się na boisku na ostatnie minuty i miał zaledwie pięć kontaktów. Trafiły dwa z jego czterech podań, wygrał jeden z dwóch pojedynków i nie oddał strzału. Próba oceny tak krótkiego występu byłaby przesadą, nie dostał wystarczająco dużo czasu ani piłek, aby faktycznie wejść w mecz.

Luka Marjanac również pojawił się bardzo późno. Miał tylko dwa kontakty i oba jego podania były celne, ale przegrał dwa pojedynki. Niestety dla Śląska najważniejszym wydarzeniem jego krótkiego występu było przewinienie w doliczonym czasie. To właśnie po tym rzucie wolnym Wisła zdobyła zwycięską bramkę.

Nie oznacza to, że odpowiedzialność można zrzucić na jednego zmiennika. Faul stworzył gospodarzom ostatnią możliwość, ale później Śląsk wciąż miał okazję obronić dośrodkowanie.

Plusy i minusy

  • Plus: reakcja po przerwie. Śląsk zwiększył posiadanie z 43 do 49%, liczbę podań ze 182 do 224 i praktycznie zrównał się z Wisłą pod względem rozegrania. To nie była dominacja, ale wyraźna poprawa.

  • Plus: wpływ zmian. Llinares rozpoczął akcję bramkową, Shabani zanotował asystę, a Ciućka zdobył gola. Trzy wprowadzone wcześniej postacie bezpośrednio uczestniczyły w wyrównaniu.

  • Plus: Ba i duża część pracy obronnej. 16 działań defensywnych Mauretańczyka, osiem wybić Macenki oraz cztery interwencje Niemczyckiego długo utrzymywały Śląsk w grze.

  • Minus: ogromna różnica w polu karnym. 48 wejść do strefy ataku nie wygląda źle przy 52 Wisły. Osiem kontaktów w szesnastce wobec 33 rywala pokazuje jednak, gdzie kończyły się akcje Wojskowych.

  • Minus: pojedynki. 39% wygranych starć to za mało przy zespole, który przez większość meczu musi bronić. Dembele wygrał 1/9, Llinares 2/8, Andersson 0/3, a Linetty 6/17.

  • Minus: ostatnia akcja. Śląsk przetrwał 26 strzałów, doprowadził do remisu i znajdował się kilkadziesiąt sekund od punktu. Faul, dośrodkowanie, pierwszy kontakt Llinaresa i brak skutecznej reakcji na Urygę sprawiły jednak, że cała praca nie przyniosła zdobyczy.

Śląsk otarł się o remis, lecz meczu nie kontrolował

Najłatwiej byłoby opisać ten mecz jako kolejny dramat Śląska w końcówce. Byłoby to jednak tylko pół prawdy.

Wojskowi rzeczywiście znajdowali się bardzo blisko remisu. Po słabej pierwszej połowie poprawili rozegranie, wykorzystali wejście zmienników i stworzyli akcję wystarczającą do zdobycia bramki. Sposób, w jaki odpowiedzieli po przerwie, jest jednym z niewielu elementów tego wieczoru, na których można coś budować.

Jednocześnie wynik 1:2 nie powinien zasłaniać proporcji całego spotkania. Wisła oddała ponad pięć razy więcej strzałów, czterokrotnie częściej dotykała piłki w polu karnym Śląska, wypracowała ponad trzykrotnie wyższe xG i wygrała zdecydowaną większość pojedynków.

Śląsk nie został zdominowany pod względem przebiegniętych kilometrów czy samej liczby wejść w strefę ataku. Został pokonany tam, gdzie w piłce wartość rośnie najbardziej, w pojedynkach, w polu karnym i przy ostatnim podaniu.

Dlatego punkt w Krakowie był naprawdę blisko. Kontrola nad meczem, znacznie dalej.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.