Analiza taktyczna meczu: GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław

Jeden punkt zdobyty przez Śląsk w trzech ostatnich meczach ligowych powodem do optymizmu być nie może. Uwzględnienie jednak faktu, że dwa z tych spotkań były rozgrywane z drużynami o potencjale kadrowym na pewno nie gorszym niż ten, którym dysponuje Ryszard Tarasiewicz, oraz progres w poczynaniach taktycznych wrocławian, sprawiają, że powodów do paniki nie ma.


 

Trener Śląska zdecydował się na zmianę ustawienia i desygnowanie swych podopiecznych w zestawieniu 4-5-1. Wiązało się to oczywiście z powrotem do składu po chorobie Dudka. Zmianę jakościową było dostrzec nietrudno, po raz pierwszy od, bez mała, dwustu minut poczynania ofensywne wrocławian zaczęły nabierać kolorytu, a piłka mijać defensywną część pomocy rywala. Nadal problem pozostaje ten sam - bracia Gancarczykowie grają za szeroko, a napastnik jest ustawiony za daleko i nie bierze udziału w rozgrywaniu akcji. W ten sposób łatwo wyeliminować trójkę zawodników drużyny z Oporowskiej. Boli to zwłaszcza w odniesieniu do skrzydeł, które napędzały wrocławską machinę. Koniecznością będzie przesuwanie Gancarczyków bliżej środka, by zwiększyć szansę otrzymania przez nich dokładnego podania. Wówczas blisko linii końcowych powinni nabiegać skrajni defensorzy. W innym przypadku o rozegranie ataku pozycyjnego będzie trudno.

Szkoda, że mimo braku Dudka trener Tarasiewicz nie grał wcześniej 4-5-1, gdy było widać, że 4-4-2 nie do końca się sprawdza. Można przypuszczać, że opiekun wrocławian po prostu dostosowywał taktykę pod wykonawców. Inna sprawa, że trudno teraz przewidzieć, czy w obliczu porażki w Bełchatowie Śląsk nie powróci do 4-4-2. Ale patrząc na różnicę jakościową w rozgrywaniu piłki - pozostaje mieć nadzieję, że tak się nie stanie.

Ciekawym manewrem była rotacja pozycji na skrzydłach, w końcówce Marek Gancarczyk przeszedł na lewą flankę boiska, jego miejsce zajął Szewczuk, zaś za lewoskrzydłowego Janusza Gancarczyka wszedł Biliński. Starszy z braci grał bliżej środka. Wprawdzie zrobiła się w ustawieniu lekka asymetria przez to, że skrajny defensor nie zawsze nadążał z uzupełnianiem skrzydła w ofensywie, ale i tak łatwiej było rozegrać piłkę na małej przestrzeni, czego efektem była bramka dla Śląska. Jeśli tak WKS zagra przeciwko Górnikowi, mecz powinien potoczyć się lepiej dla wrocławian.

Przy założeniu oczywiście, że obrońcy będą grać na poziomie, do którego przyzwyczaili kibiców. Tym razem byli do wielu piłek spóźnieni, niezbyt pewni w interwencjach i średnio się rozumiejący. Dużo zamieszania robił zwłaszcza trudny do upilnowania Ujek. Dziwi to tym bardziej, że naprzeciwko defensorów Śląska nich grali niejednokrotnie lepsi zawodnicy, a mimo to stawali na wysokości zadania. O ile skrzydła poczynały sobie przyzwoicie, tak środkowym obrońcom należą się niskie noty za to spotkanie. Wprawdzie o porażce zadecydowały indywidualne błędy Fojuta, ale brak agresywności w kryciu i błędy w ustawieniu mogły się skończyć utratą kolejnych bramek.

Bełchatów tymczasem grał to, do czego przyzwyczai ł- tradycyjne 4-5-1, długie piłki na Ujka, przyjmowane bądź strącane przez stojącego na szpicy napastnika. Taki właśnie scenariusz przyniósł gospodarzom bramkę numer dwa. Poza tym stosowano długie przetrzymywanie piłki w środku pola, głównie przez duet Rachwał - Gol. Ten ostatni poczyna sobie coraz śmielej, częściej decydując się na niekonwencjonalne zagrania i uruchamianie skrzydeł, co bardzo kulało u bełchatowian. Wprawdzie o zastępowaniu Gargłuły póki co nie może być mowy, ale nietrudno oprzeć się wrażeniu, że piłkarze o znacznie gorszej klasie dostawali szansę od Leo Beenhakkera.

Nie zmienia to faktu, że futbol bełchatowian jest nadal do bólu prosty i schematyczny, zaś cytaty z oficjalnej strony ekstraklasy, jakoby "gospodarze grali z polotem i olbrzymią fantazją", należy traktować jako egzotyczną, analityczną ciekawostkę. Różnica punktowa między drużynami nie jest duża i wcale nie jest powiedziane, że na koniec sezonu to Śląsk nie będzie spoglądać na Bełchatów z góry tabeli


Jak padały bramki

1:0 Popek (48, lewa noga, bez aysty)

Prosta historia sprytnego zawodnika z Bełchatowa wpychającego piłkę do siatki po serii niefortunnych interwencji otaczających go obrońców. W roli głównej Jarosław Fojut.


2:0 Nowak (53, prawa noga, Ujek)

Długa piłka na Ujka, ten wygrywa pojedynek główkowy z Celebanem (żółte kółko) i zgrywa na Nowaka (błękitne kółko, czerwona strzałka), byłby spalony, bo wszyscy obrońcy wyszli do przodu, ale został łamiący linię Fojut (białe kółko). Mimo niezbyt dobrego minięcia bramkarza przez Nowaka, były obrońca Boltonu nie zdążył zapobiec utracie bramki.



2:1 M. Gancarczyk (83, prawa noga, Mila)

Zejście do środka Gancarczyka (niebieska strzałka), prostopadła piłka Mili (czerwona strzałka), pomocnik Śląska wychodzi sam na sam z bramkarzem GKS-u nie marnuje sytuacji.



Foto: ekstraklasa.tv

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.