Analiza taktyczna meczu: Odra Wodzisław - Śląsk Wrocław

Kiedy piąta siła Ekstraklasy walczy z czternastą, faworyt może być tylko jeden. Tym bardziej, jeśli ostatnie kolejki wskazywały na to, że przepaść dzieląca obie drużyny jest jeszcze większa, niż wskazuje na to różnica w tabeli. Starcie na boisku pokazało jednak co innego.


 

Podopieczni Ryszarda Wieczorka (4-4-2, dwójka defensywnych pomocników, dwójka skrzydłowych) zagrali dużo dojrzalej i dokładniej niż w poprzednich spotkaniach. Szczelniej prezentowała się defensywa, ale na największe brawa zasłużył duet pomocników- Malinowski i Gierczak. Skutecznie udało im się wyeliminować z gry motor napędowy Śląska- Sebastiana Milę. Odcięci od jego podań napastnicy i skrzydłowi błąkali się przez większość spotkania bez celu i pomysłu na grę. Gdy tylko jasnowłosy pomocnik z Wrocławia znajdował się przy piłce, podwojone krycie uniemożliwiało mu rozegranie piłki w ataku.

To, co zaprezentowali środkowi Odry, to jeden z nielicznych jasnych punktów spotkania. Na plus można zaliczyć również odważniejsze wyjścia bocznych obrońców gospodarzy. Nie działało to w ogóle w poprzednich spotkaniach, teraz momentami wyglądało to przyzwoicie. Zdarzało się, ze skrzydłowi schodzili bardziej do środka, umożliwiając ofensywne rajdy skrajnych defensorów. Lepiej to wychodziło prawą stroną. Po przeciwległej flance Małkowskiego skutecznie blokował Wołczek (najlepszy gracz Śląska z pola), więc większa część ataków była kreowana przez duet Kłos- Woś. Słabo spisywał się odpowiadający za tę flankę Ćap, kiepsko czytający grę i spóźniony w swoich poczynaniach. Jeden z jego błędów zaowocował najgroźniejszą sytuacją w meczu. Czech nie zdążył za szarżującym Wosiem, który posłał piłkę w pole karne, zapoczątkowując komedię pomyłek. Błędy Łukasiewicza i Celebana naprawił jeszcze Kaczmarek, ale dzieła zniszczenia dokończył Górski popełniając faul w polu karnym.

Etatowego wykonawcę karnych z poprzedniej rundy (Szarego) zastąpił Woś. Współcześni gracze egzekwujący ten element gry, kombinują przy nim na tyle, że skuteczność wykonania wynosi może z 80 procent. To, co zrobił prawoskrzydłowy Odry powinno się umieszczać w podręcznikach w rozdziale . Płaski, słaby strzał w połowę drogi między słupkiem a środkiem bramki stwarza bramkarzowi 50 procent szans na obronę. Albo się rzuci we właściwą stronę, albo nie. Kaczmarek wyczuł i chwała mu za to.

Ryszard Tarasiewicz postawił na schemat, który doskonale sprawdził się z Polonia Bytom (4-4-2, diament w środku, z szerokimi skrzydłami). W zamyśle Mila miał grać prostopadłe piłki na środek lub skrzydła, zaś Łukasiewicz miał asekurować ich poczynania. Po zejściu Fojuta i przesunięciu tego ostatniego do obrony, ostatnią instancję pomocy miał stanowić Górski. Nie miał on jednak zbyt wiele pracy, gdyż gra w środku pola była najzwyczajniej martwa. Śląsk nie był w stanie nic zrobić, zaś defensywni pomocnicy Odry niespecjalnie kwapili się do forsowania wrocławskich szeregów. Ciężar gry spoczywał zatem na skrzydłach, nieliczne próby przedarcia kończyły się sukcesem, poza jednak jedną akcją Janusza Gancarczyka sztuka ta częściej udawała się Wodzisławianom.

Dziwiło, że na zupełną niemoc swoich podopiecznych w ofensywie nie zareagował trener Tarasiewicz. W ataku stało dwóch zawodników, kompletnie odciętych od jakichkolwiek podań. O ile jeszcze Łudziński podejmował (nieudane zresztą) próby cofania się po piłkę, tak Szewczuk był dla drużyny kompletnie bezużyteczny. Goście mieli niewiele do powiedzenia w środku pola, aż się prosiło, żeby w miejsce jednego z napastników wprowadzić dodatkowego zawodnika do środka, który nieco rozszerzyłby pole manewru przy rozgrywaniu akcji. Pomimo, że stworzenie składnych akcji przy rozsądnie się broniących piłkarzach Odry przekraczało możliwości graczy z Wrocławia, szkoleniowiec Śląska nie dokonał również żadnych zmian taktycznych.

Trenerowi Wieczorkowi należą się duże brawa. Umiejętnie wyeliminował najsilniejszą broń Śląska, zamykając drogę do ulubionego schematu rozegrania wrocławian. Wyłączając z gry trzy najważniejsze ogniwa, odciął od gry tak naprawdę połowę zespołu, bo i napastnicy znajdowali się poza grą. Tym większe słowa uznania dla trenera z Wodzisławia, że wydawało się, że obrona Odry jest w rozsypce, a jej rozmontowanie nie będzie stanowić dla szybkich graczy z Wrocławia problemu. Jednak umiejętne spowalnianie tempa gry w połączeniu z dobrym jej czytaniem i przesuwaniem strefy krycia, sprawiały, że gospodarze prezentowali się dojrzalej. Inna sprawa, że nawet w sytuacji, gdy defensywa przeciwnika gra poprawnie, klasowa drużyna powinna sobie z tym poradzić. Niestety pomysłu, co z tym fantem zrobić, nie miała.


Odra: Stachowiak – Kłos, Dudek, Dymkowski, Szary – Woś, Malinowski, Gierczak (53- Kwiek, 81- Markowski), Małkowski – Bagnicki (64- Machovec), Korzym.

Śląsk: Kaczmarek – Wołczek, Celeban, Fojut (22- Górski), Ćap – M. Gancarczyk, Łukasiewicz, Mila, J. Gancarczyk – Szewczuk, Łudziński (84- Sotirović).

Jak nie padła bramka (a powinna):

Widzimy sytuację na chwilę przed rzutem karnym - dwóch graczy walczy o piłkę (kółko błękitne), za akcją idzie Korzym (kółko czerwone). Trzej obrońcy Śląska (kółko żółte) ze spokojem i z półdystansu podziwiają, co z tego wyjdzie. Dopiero w momencie, gdy piłka ląduje w pobliżu Korzyma, startuje do niego Górski. Trochę za późno, ale w sam raz by spowodować rzut karny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.