Analiza taktyczna meczu: Śląsk - Legia
Rozdający karty w walce o tytuł Śląsk remisując na Oporowskiej, pozbawił nadziei Legię. Zgodnie z Twierdzeniem Smudy, jakoby tytuł miał zależeć od postawy wrocławian, za tydzień piłkarze ze stolicy Dolnego Śląska, mogą pozbawić go Wisły. Tyle, że Lech w tak zwanym międzyczasie sam sobie przeszkodził i piłkarzom z Krakowa wystarcza remis. W meczu Śląska z Legią było widać jak bardzo różnią się filozofie gry trenerów Urbana i Tarasiewicza. Legia grała dużo wolniej, spokojnie rozgrywając piłkę, Śląsk zaś tradycyjnie decydował się na szarpane akcje skrzydłami. Widać niestety, że pod kątem organizacji gry trzeba będzie jeszcze włożyć we wrocławian sporo pracy. System Legii 4-1-4-1 zostawiał im dużo miejsca po bokach, ale w przypadku, gdy rywale zagrają dwójką defensywnych pomocników (a to zrobi np. Wisła), wolnej przestrzeni nie zostanie zbyt wiele. A innych wariantów rozegrania nadal brakuje...
Sytuację ratuje Szewczuk. Można było mięć do niego pretensje o brak skuteczności w pierwszych meczach rundy, ale po przesunięciu na skrzydło błyszczy. I to do tego stopnia, że obecnie to chyba najlepszy boczny pomocnik Śląska, dobrze wychodzący na pozycję i sprytnie łamiący akcję do środka bez zbędnego holowania piłki. Na pewno na chwilę obecna prezentuje się lepiej niż Janusz Gancarczyk.
Głównym problemem Śląska jest obecnie to, że atak pozycyjny praktycznie nie ma miejsca. Do połowy boiska piłkę udaje się jeszcze rozegrać. Później szuka się wariantu zastępczego. Piłka na skrzydło i mijanie albo wstrzelenie na napastnika to najczęstszy sposób rozegrania akcji. Fakt, przynosi to efekty, całkiem niezłe zresztą, ale uzależnia wynik od indywidualnych poczynań poszczególnych graczy. "Skrzydłowy" styl gry wymaga dużych umiejętności technicznych. Na miejsce w górnej połówce ligi wystarczają. Samymi rajdami po linii się ligi jednak nie wygra, o osiągnięciu czegokolwiek w pucharach nie wspominając. Celem Śląska na przyszły sezon musi być znacząca poprawa w organizacji gry ofensywnej.
Widać to było bardzo w konfrontacji z Legią. Gdyby przyjezdni grali na równym poziomie, prawdopodobnie nie oddaliby prowadzenia. Były momenty, kiedy warszawiacy zamykali Śląsk na jego połowie, przejmując piłkę w środku pola, bo nie za bardzo był pomysł, co z nią zrobić. Gra wrocławian zaczęła się kleić dopiero, gdy wyszło kilka szybkich akcji, z których jedna przyniosła wyrównującą bramkę. Tym niemniej jednak przez większość spotkania było widać istotną różnicę w potencjałach obu ekip.
Poza rozwijaniem organizacji gry (niestety, od kilku spotkań stoi to w miejscu) będą zatem konieczne również roszady personalne. Duże problemy widać na szpicy, gdzie formy szuka Sotirović, trudno też powiedzieć, co się dzieje na prawej obronie. Całą rundę dobrze grał Wołczek, teraz próbowany jest Socha, dla którego Ekstraklasa to jednak nadal za wysokie progi. Młody obrońca poprawnie włącza się do ofensywy, ale znacznie gorzej jest przy ustawianiu się w obronie i przy odbiorach. Tym niemniej, jeśli trener Tarasiewicz dostrzega w nim potencjał, dobrze, że ogrywa go w meczach na wysokim poziomie.
Teraz na Śląsk czeka Wisła. Drużyna na pewno dużo lepiej od Śląska poukładana, co było widać nawet na Oporowskiej, gdy grali w podwójnym osłabieniu. W dodatku krakowianom wystarcza do pełni szczęścia remis. Wszystko wskazuje, że w najgorszym dla Wisły wypadku padnie taki właśnie wynik, ale w piłce znacznie większe cuda się zdarzały.