Analiza taktyczna meczu: Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze
Pogodny czwartkowy wieczór futbolem na najwyższym poziomie niestety nas nie uraczył. Górnik w tym spotkaniu nie pokazał nic wielkiego i Śląsk może żałować, że po raz kolejny nie udało się zdobyć kompletu punktów. W ciągu pierwszych 25 minut gospodarze powinni wybić przyjezdnym ochotę to gry i prowadzić przynajmniej dwoma bramkami. W środku pola istniała wielka dziura, przez co Śląsk mógł grać to, co mu najlepiej wychodzi- szybkie, prostopadłe zagrania na rozpędzonych skrzydłowych. Mnóstwo miejsca na rozgrywanie miał Mila, ale niestety jego koledzy zamiast wykorzystać początkowy chaos, dostosowali się poziomem do oponentów, co skutkowało kopaniną z dużą ilością strat i niewymuszonych błędów.
Błąd w kryciu sprawił, że Śląsk został zmuszony do odrabiania strat. Mimo, że szyki defensywne Górnika uległy zacieśnieniu, dla szybko rozgrywających piłkę wrocławian nie było problemem ich sforsowaniem. Po kilku prostopadłych piłkach gracze z Zabrza pogubili się, czego efektem były dobre sytuacje strzeleckie, niewykorzystane przez Łudzińskiego. Samo wypracowywanie tych pozycji doskonale ilustrowało jak ważne jest włączanie się zawodników defensywnych do ataku. Przy postawie graczy Górnika, wchodzący zawodnicy pozostawali praktycznie niepilnowani, co widać na poniższych grafikach (żółta strzałka, ruch zawodnika bez piłki, błękitna - możliwości rozegrania). Tylko brak skuteczności powodował, że uzyskiwana w ten sposób przewaga pozostawała niewykorzystana.
Nadal jednak niestety zdarzają się sytuacje, w których skrzydła nie zdążają za akcją. Na szczęście gołym okiem widać, że te sytuacje są eliminowane. Dobrze w tego typu sytuacjach spisywał się Socha, grający znacznie aktywniej z przodu niż Wołczek. Jednak jeśli idzie o poczynania w defensywie daleko mu jeszcze do kolegi z podstawowego składu.
Reszta defensywy zagrała klasę lepiej niż w poprzednim spotkaniu, poza serią pomyłek towarzyszących stracie bramki (i to już od momentu dośrodkowania, gdzie na skrzydle pozostało mnóstwo wolnego miejsca), wrocławianie poczynali sobie bardzo pewnie, eliminując zagrożenie w bezpiecznej odległości od bramki Kaczmarka.
Cieszy to, że wreszcie ruch zawodnika wymusza podanie. Sytuacja, w której piłka wędruje do stojącego zawodnika, bądź to adresat ma odczytać intencje podającego jest dalece mniej efektywna. W pierwszej sytuacji zagrania tego typu mają mizerny wpływ na przemieszczanie się z piłką ku polu karnemu rywala, w drugiej zaś większość akcji kończy się niezrozumieniem i stratą. Teraz przed graczami Śląska stoi zadanie, aby grać tym systemem przez cały mecz, a nie przez ostatnie 25 minut drugiej połowy.
Skutki zmiany systemu na 4-5-1 są coraz bardziej widoczne, Śląsk gra wyraźnie lepiej i efektywniej. Większa liczba graczy w środku pola stwarza możliwość gry wrocławską specjalnością, co słabo funkcjonowało na początku tej rundy. Już jednak z Bełchatowem po przetarciach w Pucharze Ekstraklasy było widać znaczną poprawę w grze Śląska. Okazuje się, że możliwe jest skuteczne przeciwstawienie się tłokowi w centrum boiska i rozegranie prostopadłych piłek. Pewne deficyty (głownie chodzi o dokładność i wyrobienie schematów) nadal są widoczne, ale wreszcie ze spokojem można stwierdzić, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Być może dla wielu Kasperczak jest lepszym trenerem niż Tarasiewicz. Obecnie jednak wskazuje na to tylko historia, bo aktualne poczynania zabrzan nie bronią byłego szkoleniowca Wisły Kraków. Szkoleniowiec Górnika mógłby się wiele uczyć od swojego wrocławskiego vis-a-vis w zakresie umiejętności menadżerksich, bo ilekroć dostanie w swoje ręce te funkcje, kończy się to katastrofą. Przebudowywanie drużyny, która powoli się zgrywa, w momencie, gdy grozi jej spadek graniczy z szaleństwem. Podobne "wyczyny”, choć na mniejszą skalę, zdarzały mu się i w Wiśle - vide kultowe transfery typu Lantame Ouadja czy Temple Omeonu. Na tym tle Tarasiewicz radzi sobie znakomicie, rozwijając drużynę spokojnie i powoli, systematycznie wprowadzając do niej nowych graczy i unikając rewolucji. Ta siła spokoju prowadzi Śląsk do czołówki ekstraklasy. Pomysły Kasperczaka torują Górnikowi drogę do spadku.