Analiza taktyczna meczu: Śląsk Wrocław - Polonia Bytom

Odprawiane przez Sebastiana Milę przed meczem egzorcyzmy, polegające na opryskiwaniu własnego pola karnego środkiem szarańczobójczym przyniosły skutek odwrotny. Przez pierwsze dwadzieścia minut gracze z Wrocławia mieli duże problemy ze złapaniem właściwego rytmu gry, pojawiały się błędy w ustawieniu defensywy, dodatkowo niezbyt pewnie bronił Wojciech Kaczmarek. Polonia nie wykorzystała jednak swoich szans (najlepszą miał Grzegorz Podstawek po doskonałym podaniu Rafała Grzyba), a gdy poczynania Śląska zaczęły nabierać kolorytu, jej gracze nie byli w stanie skutecznie powstrzymać szarżujących gospodarzy.


 

Gdyby Śląsk grał przez cały sezon tak jak w drugiej połowie meczu z Polonią, prawdopodobnie byłby na czele tabeli z kilkupunktową przewagą nad resztą stawki. Wrocławianie doskonale wykorzystują wszystkie swoje atuty, pod względem jakości poczynań ofensywnych w ekstraklasie lepszy jest tylko Lech. Rozprowadzanie akcji przypomina grę Wisły z czasów Henryka Kasperczaka, z przyjemnością ogląda się szybkie akcje skrzydłami w stylu Kamila Kosowskiego i Kalu Uche czy prostopadłe piłki ala Mirosław Szymkowiak.

Trener Ryszard Tarasiewicz zdecydował się na zmianę ustawienia względem spotkania z Lechią, tym razem wyjściowe było 4-4-2, ze skrzydłowymi szeroko rozproszonymi, w środku Łukasiewicz bardziej cofnięty, asekurujący poczynania Mili. Znakomicie zagrali właśnie Mila i M. Gancarczyk, mieli swój udział przy wszystkich bramkach. Nieco słabiej na tym tle wypadł Antoni Łukasiewicz, choć należy go docenić za bardzo dobre ustawianie się w destrukcji. Gorzej w poczynaniach ofensywnych, brakowało precyzji i pomysłu na rozegranie piłki, ale póki przed nim gra Mila, nie są to deficyty aż tak widoczne.

Pochwalić można również cały blok defensywny, na czele z Jarosławem Fojutem. Poza jednym błędem, kiedy zza pleców wybiegł mu na czystą pozycję Podstawek, nowy nabytek Śląska prezentował najwyższą klasę. Świetny przegląd pola, duży spokój w poczynaniach oraz umiejętność zainicjowania szybkiej akcji ofensywnej- te atuty powinny niebawem zaowocować powołaniem do kadry narodowej. Tej prawdziwej, a nie objazdowego cyrku toczącego zażarte boje z ligową reprezentacją Bośni i Hercegowiny.

Słabiej za to zaprezentował się młodszy z braci Gancarczyków, mało kreatywny na skrzydle, rzadko próbujący urywania się pilnującym go oponentom. Zawiódł zaś Tomasz Szewczuk, trudno wystawić dobrą ocenę napastnikowi, który w nie wykorzystał kilku dogodnych sytuacji, zaś przy tej ilości akcji podbramkowych, które miał Śląsk, stanowczo za rzadko szukał możliwości znalezienia się pod grą. Poza tym w starciu z silniejszymi rywalami warto będzie poświęcić jedno miejsce w ataku na rzecz zagęszczenia środka pola i przejscie na 4-5-1.

Piłkarze Polonii (tradycyjne 4-4-2, skrzydłowi szeroko, środkowi w linii) zaś powinni o tym meczu jak najszybciej zapomnieć. Śląsk wchodził w ich obronę jak w nóż w ciepłe masło. Zawodził zarówno środek jak i lewa strona defensywy, na ewentualne rozgrzeszenie może liczyć co najwyżej Peter Hriczko, który mimo bramki samobójczej (trudno mówić o jego winie, szczegóły poniżej) rozegrał dość przyzwoite spotkanie, skutecznie powstrzymując napór po swojej flance boiska, dobrze blokując J. Gancarczyka. Gorzej było już z ofensywą, obrońcy z Bytomia rzadko przesuwali się do przodu, by stworzyć przewagę. Efektem były samodzielne próby przedarcia się skrzydłowych, które tylko raz (Jacek Trzeciak po ładnym podaniu Grzyba, dogrywający do Michała Zielińskiego) przyniosły efekt w postaci strzału.

Równie druzgocąco wypada ocena poczynań graczy z Górnego Śląska w środku pomocy. Jerzy Brzęczek dość nieoczekiwanie pojawił się w składzie i bardzo rozczarował sympatyków Polonii. Gracz, który rok temu był motorem napędowym ekipy z Zabrza tym razem w statystyce podań do przodu wypadał katastrofalnie, gdy zaś przyszło powstrzymywać ofensywne zapędy Mili niejednokrotnie okazywał się bezradny. Błąd popełnił trener Motyka nie próbując wariantu z Bażikiem. Jednak dwóch architektów poczynań ofensywnych na jedną pomoc nie zrekompensuje w niej braku człowieka od czarnej roboty. Zwłaszcza w sytuacji gdy drużyna przeciwna szybko przerzuca piłkę miedzy formacjami, tworzy to dużą wolną przestrzeń między pomocą a defensywą, co Śląsk wykorzystał do cna.

Następna kolejka graczom z Wrocławia przynosi wyjazd do Wodzisławia, gdzie z formą taką jak po 30 minucie sobotniego spotkania są w stanie, mimo nieobliczalności Odry, pokusić się o trzy punkty. Polonia Bytom, jeśli zagra na swoim dotychczasowym, nie mającym wiele wspólnego z opisanym powyżej poziomie, powalczy o tę samą zdobycz u siebie z Ruchem.


Śląsk (4-4-2): Kaczmarek – Wołczek, Celeban, Fojut, Pawelec – M. Gancarczyk, Łukasiewicz, Mila, J. Gancarczyk (92 Ulatowski) – Szewczuk (88 Sobociński), Łudziński.

Polonia (4-4-2): Pesković – Hricko, Killar, Broniewicz, Klepczyński – Trzeciak (59 Jaromin), Grzyb, Brzęczek (77 Bażik), Radzewicz – Podstawek, Zieliński (59 Jugović).

Jak padały bramki:

1:0 Hriczko (33, sam, M. Gancarczyk)

Szarża prawą stroną Gancarczyka, perfekcyjne podanie na dobieg do Mili (strzałka błękitna). Hriczko był dobrze ustawiony, znajdował się między dogrywającym a adresatem podania (czerwone kółko), jednak podanie było tak dobre, że jedyną możliwością sięgnięcia go był wślizg. Gdyby trafił i skierował piłkę poza bramkę, należałyby się oklaski niemniejsze niż asystentowi, tak pozostaje mu tylko spokój sumienia, bo gdyby nie on, na liste strzelców wpisałby się Mila





2:0 Łudziński (57, ln, M. Gancarczyk)
Obrońcy Polonii zastawiają pułapkę ofsajdową (czerwona linia, do środka przemieszcza się znajdujący się na dole Klepczyński) w która docelowo ma wpaść Łudziński (poza kadrem u góry). Mila wybiera jednak inne rozwiązanie i zagrywa (błękitna strzałka) do wybiegającego na wolne pole Gancarczyka (żółta strzałka). Ten zupełnie nieniepokojony wpada w pole karne i odgrywa na drugi metr przed bramką do finalizującego akcję Łudzińskiego.





3:0 Łudziński (65, ln, M. Gancarczyk)
Kilkudziesięciometrowy przerzut Mili na skrzydło do Gancarczyka, ten mija Klepczyńskiego, przerzucając piłkę nad nim, po czym wbiega w szesnastkę. Trudno powiedzieć co robią obrońcy (żółte kółka), bo krycie na trzymetrowy radar (żółte strzałki) w polu karnym to rzecz rzadko spotykana w profesjonalnym futbolu. Gancarczyk wybiera odegranie do Łudzińskiego (błękitna strzałka), który bez kłopotu pokonuje Peskovicia



źródło zdjęć: ekstraklasa.tv

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.