Analiza taktyczna meczu: Śląsk Wrocław - Polonia Warszawa
Efekt nowej miotły w poczynaniach Polonii można stwierdzić tylko i wyłącznie na podstawie wyniku. Przyjezdni zagrali to, co prezentowali do tej pory- problemy z rozegraniem piłki w ataku i skuteczną i szczelną defensywę. Strzelona bramka wystarczyła na bezproduktywny w drugim meczu z rzędu Śląsk.Polonia zagrała tradycyjnym 4-5-1, sporym zaskoczeniem było wystawienie do ataku Gołębiewskiego. Śląsk również nie zaskoczył, wychodząc w 4-4-2, tym razem na defensywnej pomocy kontuzjowanego Łukasiewicza zastąpił Górski. Pod względem realizacji także trudno było liczyć na jakieś niespodzianki. Obie ekipy preferują rozegranie piłki skrzydłami, zaś grę kreuje środkowy pomocnik.
Zarówno Mila jak i Majewski wywiązywali się z tych funkcji słabo. Brakowało ryzykowniejszych odegrań, otwierających drogę do bramki. W Śląsku ten problem dziwi coraz bardziej, dwa mecze temu funkcjonowało to bez zarzutu. Mila był w stanie cofnąć się po piłkę nawet w okolice własnego pola karnego, by ją rozegrać, zaś jego koledzy ze skrzydeł dużo biegali, by urwać się skracającym pole gry bocznym defensorom lub defensywnym pomocnikom. Teraz o wymuszeniu podania przez braci Gancarczyków nie ma już mowy. Zamiast robić ruch do przodu lub do środka, sygnalizować pozycję, obaj czekają przyspawani do bocznych linii boiska i gdy piłka do nich dotrze tuż obok czeka już rywal. Odebranie podania w miejscu, zamiast w ruchu ma tę wadę, że wówczas minięcie rywala wymaga techniki przynamniej dobrej, zaś mimo wszystko repertuar zwodów Gancarczyków zbyt szeroki nie jest. Przy podaniach na pełnej prędkości mijanie przeciwnika jest dużo łatwiejsze. Niestety, takich podań ewidentnie brakuje.
Drugi problem Śląska leży w osobie defensywnego pomocnika. Trudno powiedzieć czy tak zaleca trener czy jest to inwencja wykonawcy, ale próby tworzenia akcji ofensywnych przez Łukasiewicza czy, tak jak w meczu z Odrą i Polonią, Górskiego można policzyć na palcach jednej ręki. Trudno odmówić poprawności w poczynaniach obronnych, ale defensywny pomocnik, wbrew nazwie pozycji, nie służy tylko do destrukcji. W momencie, kiedy Mila ma rozegrać piłkę sam, przy ustawieniu Polonii z pięcioma pomocnikami, jest nie dość, że osamotniony, to jeszcze ma liczne towarzystwo drużyny przeciwnej. Niewiele pomaga cofający się Łudziński, przez większość meczu pozostający poza polem gry. Nie wspominając już o Szewczuku. Skoro szanse na dogranie piłki do dwóch napastników są znikome, bo brakuje ludzi do rozegrania w środku to czy nie warto byłoby zrezygnować z jednego, kosztem wzmocnienia środka pola?
Co ostatnio było rzadkością - zawodziła również wrocławska defensywa. Wprawdzie kolejny dobry mecz zaliczył Wołczek, ale do momentu, kiedy drużyny grały w identycznym stanie liczebnym nie stanowiła ona dużej przeszkody. Bramka padła w kuriozalnych okolicznościach, śmiało poczynali sobie Trałka i Mynar. Na tego ostatniego sposobu ewidentnie nie znajdował Pawelec. Problem rozwiązał się wraz z czerwoną kartką dla Jodłowca. Polonia przeszła na ustawienie ultradefensywne, w miejsce Jodłowca cofnął się Kozioł, bliżej bramki zaczął grać Majewski, zaś cała ekipa nastawiła się głównie na destrukcję. Rozegranie ataku pozycyjnego Śląskowi nie szło, toteż rezultat się nie zmienił. Przykro było patrzeć jak gospodarze walą głową w mur. Chwilę przed końcem spotkania na bezradność swoich podopiecznych w ofensywie, tudzież kompletny brak ofensywy gości zareagował Ryszard Tarasiewicz. Za Fojuta wpuścił Sobocińskiego. Przyznam się szczerze, nie wiem, w czym to miało pomóc. Wprawdzie Sobociński i Sotirović schodzili trochę bardziej do tyłu, ale nadal było to za mało. Zwiększył się tylko tłok pod polem karnym, ale jedyne, co można było zrobić to wstrzeliwać piłki w pole karne i liczyć na fart. Tym bardziej, że zejście obrońcy wcale nie oznaczało większych możliwości rozegrania. Śląsk zagrał w końcówce zestawieniem, które liczbowo można określić mianem 3-3-4.
Polonia mimo wszystko wygrała zasłużenie. Na tle tej mało składnej kopaniny udało jej się strzelić bramkę, a następnie skutecznie dowieźć wynik do końca, mimo osłabienia. Gracze z Warszawy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, z najtrudniejszych przeciwników pozostał już tylko Lech na rozkładzie, zaś strata do podium nie jest duża. Śląskowi zaś, bez dużych zmian jakościowych w grze, pozostanie tylko walka o piąte miejsce z Bełchatowem.
Śląsk 0:1 (0:1) Polonia
Trałka (7, prawa noga, asysta Majewski)
Śląsk (4-4-2): Kaczmarek - Wołczek, Celeban, Fojut (86 Sobociński), Pawelec - M. Gancarczyk, Górski (67 Sotirović), Mila, J. Gancarczyk - Szewczuk, Łudziński.
Polonia (4-5-1): Przyrowski - Mynar, Jodłowiec, Dziewicki (46 Skrzyński), Lato- Trałka, Kozioł, Piątek, Majewski (82 Gajtkowski), Sokołowski - Gołębiewski (61 Lazarevski).
Jak padła bramka:
Długie, prostopadłe podanie (błękitna strzałka) od Mynarza na urywającego się Majewskiego (czerwone kółko, żółta strzałka).
Pawelec nie zdążył zablokować dośrodkowania, ale pomocnik Polonii nie trafia czysto w piłkę. W efekcie piłka toczy się wolno po polu karnym (żółta strzałka) przy biernej postawie obrońców (czerwone kółka). Za chwilę dotrze do pilnowanego jeszcze Gołebiewskiego, ale ten sprytnie przepuszcza ją do nieobstawionego Trałki, który uderza nie do obrony.