Analiza taktyczna meczu: Wisła - Śląsk
Jeden punkt zdobyty w trzech meczach z czołową trójką pokazuje, że przed Śląskiem droga na szczyt tabeli jest jeszcze daleka. W kończącym sezon pojedynku w Krakowie, mistrz Polski zaprezentował futbol znacznie lepszy od wrocławian. Tym niemniej trenerowi Tarasiewiczowi i jego podopiecznym należą się duże słowa uznania. Szóste miejsce w debiutanckim sezonie to duży sukces piłkarzy z Oporowskiej. Spotkanie przy Reymonta mogło się zacząć dla Śląska wspaniale. Po kilku minutach gry uderzona z dystansu przez Janusza Gancarczyka futbolówka zatrzymała się dopiero na poprzeczce strzeżonej przez Pawełka bramki. Była to jednak najgroźniejsza sytuacja w pierwszej połowie stworzona przez przyjezdnych. Diaz i Sobolewski skutecznie wyeliminowali z gry Dudka i zdominowali grę w środku pola. Śląskowi nie wychodziły również akcje skrzydłami, udało się tylko kilka prób przedarcia flankami (głównie dzięki dobrze włączającemu się do ofensywy Sosze), ale trzeba powiedzieć jasno, że w ofensywie wrocławianie praktycznie nie istnieli. Po raz kolejny nie sprawdził się wariant z Szewczukiem na desancie (czemu nie zagrał na skrzydle?), napastnik grał daleko od piłki, nie szukając sobie okazji, zaś wskutek dobrej gry Wisły w środku pola, nie docierały do niego podania partnerów.
Wisła również szukała szans grając skrzydłami. Słabo spisywał się Łobodziński, toteż większość akcji toczyła się lewą stroną boiska. Tą flanką atakował nie tylko Zieńczuk, ale i schodzący z ataku Brożek i Małecki (wyjątkowo na tej pozycji). Nogi pełne roboty miał Socha, który zagrał przeciętnie. Nie można odmówić mu dobrej techniki i skuteczności przy samym odbiorze, ale w sytuacjach go poprzedzających sobie nie poradził. Fakt, kilkukrotnie udało mu się przerwać ataki Wiślaków, ale w paru przypadkach popełniał duże błędy w ustawieniu, tudzież odpuszczał krycie. Młodemu zawodnikowi brakowało również asekuracji, w momencie gdy miał wsparcie jednego ze stoperów i defensywnego pomocnika, to trio wystarczało, by powstrzymać krakowian. Dobre zawody rozegrał za to Górski (chyba najlepszy we wrocławskiej ekipie), pokazując, co dla obrońcy znaczy spokój i doświadczenie.
Kiedy Biliński zmieniał Łukasiewicza, stało się wielce prawdopodobne, że Śląsk bramki w tym meczu nie strzeli. W ten sposób zabito resztki gry w środku pola w wykonaniu wrocławian, dwaj zaś napastnicy znaleźli się całkowicie poza grą. Jedyna groźna akcja to wysiłek duetu M. Gancarczyk - Dudek i strzał w słupek w wykonaniu tego ostatniego. Generalnie jednak 4-4-2 grane przez Śląsk zupełnie nie zdaje egzaminu, co było widać na początku rundy. Lepiej wypada 4-5-1, tym niemniej wyeliminowanie z gry skrzydeł (przy J. Gancarczyku przy samej linii nie jest to trudne) rozbija zagrożenie ze strony Śląska. W przyszły sezon trzeba wejść z szerszym repertuarem rozegrań futbolówki.
Ciekawą rotację zastosował w składzie Macej Skorża, Małecki zaczynał grę na ataku, by skończyć na skrzydle, zaś jego miejsce zajął dynamiczny Ćwielong. Były zawodnik Ruchu rozruszał niemrawą już w pewnym momencie grę Wisły, kreując kilka groźnych okazji. Co ciekawe, w końcówce Biała Gwiazda grała bez klasycznego napastnika, przechodząc na 4-6-0, gdzie schodzący skrzydłowi stawali się atakującymi. Nie zadziałało to wprawdzie zbyt dobrze (trudno żeby działało, skoro to chyba pierwszy taki przypadek w historii klubu), ale nie miało to znaczenia, wynik był bezpieczny, a Skorża chciał zapewnić owację na stojąco Brożkowi i Zieńczukowi
I na koniec akapit na specjalne życzenie Czytelników. Pojawiły się ostatnio pewne zarzuty, jakobym nie posiadał dostatecznie dobrego wzroku i wystarczających kompetencji, by dostrzec rzekomą znakomitość poczynań Tadeusza Sochy. Przed meczem należało założyć, że zawodnik, który gra zdaniem niektórych świetną piłkę nie będzie miał problemów z zatrzymaniem mało dynamicznego piłkarza, jakim jest Zieńczuk. Początkowo wiele wskazywało, że mu się uda, zanotował ładne przechwyty, po profesorsku zatrzymał próby przedarcia się Małeckiego i Zieńczuka, włączając się przy tym bardzo dobrze (o czym było wyżej) do ofensywy, nie unikając gry, często będąc przy piłce. Później jednak dyspozycja młodego zawodnika Śląska znacznie się pogorszyła. Trudno powiedzieć, co zrobił przy pierwszej bramce, gdy skrzydłowy Wisły mijał go w swoim tradycyjnym stylu (zwodem na brak zwodu), drugą połowę winy za tego gola ponoszą defensywni pomocnicy, którzy nie wpadli na to, żeby podążyć za Sobolewskim w pole karne. Przy drugim golu winę Sosze przypisze już tylko w 1/4 (skoro Zieńczuk zszedł ze skrzydła to powinien zejść za nim), reszta spada na Celebana, który wybił najgorzej jak mógł i ponownie na pomoc, która nie asekurowała obszaru przed polem karnym. Genaralna zasada w grze wrocławskiego bocznego obrońcy wygląda w ten sposób, że świetnie radzi sobie w starciach blisko linii bocznej, gdy jednak pojawia się konieczność zejścia w głąb pola pojawiają się duże problemy z ustawieniem i z decyzjami. Socha skończył w tym roku dopiero 21 lat, toteż nie ma się specjalnie co dziwić, że brak mu doświadczenia, ogrania i umiejętności sprawnego reagowania na boisku. Tym niemniej jak na swój wiek gra całkiem przyzwoicie, już teraz będąc dobrym wariantem na drużyny, które rzadziej grają skrzydłami. Wówczas można wykorzystać jego potencjał ofensywny, na wystawianie go w ważnych meczach z drużynami z silnymi skrzydłami jednak za wcześnie. Jeśli idzie o defensywę dużo pewniejszy jest Wołczek. Przed Sochą do wykonania duża praca, by zrealizować drzemiący w nim potencjał
Sezon dobiegł końca, nie ma wątpliwości, że wygrała drużyna z perspektywy rozgrywek najlepsza. Pod względem organizacji gry od Wisły nie odstawał tylko Lech. Mimo, że mecz w Krakowie niezupełnie to pokazał, pod tym względem Śląsk jest w czołówce grupy pościgowej. Trener Tarasiewicz dobrze poskładał elementy, które miał do dyspozycji. Jedyne, co można zarzucić to zbyt długie trwanie przy 4-4-2 na początku rundy rewanżowej. Jednak 10 miesięcy temu, szóstą lokatę w ekstraklasie każdy wziąłby we Wrocławiu w ciemno.
W obu drużynach nastał czas zmian. W Wiśle szykuje się mała rewolucja kadrowa. Na pewno zabraknie Baszczyńskiego i Zieńczuka, dojdzie zaś Garguła, jednak w obliczu walki o Ligę Mistrzów to za mało. W kontekście obrony tytułu również. O ruchach transferowych w Śląsku póki co cicho (poza nieśmiałymi głosami o Kelemenie i Bronowickim). Tymczasem bez wzmocnień trudno będzie choćby powtórzyć tegoroczny wynik. Przed Ryszardem Tarasiewiczem zaś zadanie uniezależnienie Śląska od skrzydeł. Zadanie trudne, ale skoro opiekun wrocławian dokonał aż tyle, nie powinno ono go przerosnąć.