Bez bramek przy Oporowskiej


Śląsk Wrocław podzielił się punktami z warszawską Legią. Mecz walki na stadionie przy ul. Oporowskiej zakończył się remisem 0:0. Śląsk zaczął mecz od mocnego uderzenia. Już w 8.minucie wrocławianie mogli objąć prowadzenie. Po akcji Janusza Gancarczyka, Dickson Choto w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny. Chwilę później strzał Piotra Celebana po wrzutce z kornera o milimetry minął bramkę strzeżoną przez Jana Muchę. Po tej serii szans Śląsk utrzymał dobre tempo gry. Legia nie stawiała przy tym większego oporu. Legioniści nie mieli pomysłu na to, jak oszukać dobrze zorganizowany zespół Śląska. A gdy już piłkarze Jana Urbana strzelali na bramkę wrocławian, robili to nieudolnie. Tak jak Miroslav Radović, który w 23 minucie posłał piłkę w okolice budynku klubowego.
W miarę upływu czasu Legia radziła już sobie lepiej z rozochoconymi piłkarzami Śląska. Walka przeniosła się do środkowej strefy boiska, na murawę wkradł się lekki chaos,a tempo gry spadło. Sporo było niedokładnych podań i, co tu dużo mówić, bicia głową w mur obronny rywala. Taki obraz gry utrzymał się do końca tej części meczu. Jeszcze Krzysztof Ulatowski posłał potężną bombę w okienko bramki Legii, ale Mucha był na posterunku i sparował piłkę na róg. Gdyby „Oko” trafił, mielibyśmy bramkę kolejki. A tak, kibicom pozostał tylko jęknąć z zawodu.
Na drugą połowę Śląsk wyszedł rozkojarzony. Wykorzystali to legioniści, którzy narzucili tempo gry. Piłkarze Jana Urbana nie potrafili jednak zamienić przewagi na gola. Najlepszą okazję miał Maciej Rybus. W 70. minucie pomocnik Legii minął kilku graczy Śląska niczym narciarz tyczki i wpadł w pole karne. Rybus musiał jednak za bardzo ucieszyć się z serii udanych zwodów, bo strzelił niedokładnie, obok bramki.
Do końcowego gwizdka sędziego oba zespoły szukały jeszcze swojej szansy na gola. Bardziej napierała Legia, która rzadko opuszczała połowę Śląska. Wrocławianie próbowali zaś szukać miejsca do kontrataku. Raz szarpnął Kamil Biliński, który na 15 metrze kiwnął obrońcami Legii i wpadł w pole karne. Nie miał jednak komu podać i po wielkiej szansie na gola zostało jeszcze większe rozczarowanie.
To był typowy mecz walki. Można było liczyć, że Legia zmusi Śląsk do większego wysiłku. To sprawiłoby, że mecz byłby bardziej godny zapamiętania. Niestety, oba zespoły nie wyszły poza ligową szarzyznę. Brakowało dokładności i pomysłu na to, jak wkraść się w obronę rywala. W tym kontekście najważniejsze, że Śląsk może dopisać do swojego dorobku kolejny punkt.
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:0
Śląsk: Kaczmarek – Wołczek, Celeban, Spahić, Pawelec – M. Gancarczyk, Łukasiewicz, Dudek, Ulatowski, J. Gancarczyk (71. Mila)– Szewczuk (86. Biliński).
Legia: Mucha – Szala, Inaki Astiz, Choto, Kiełbowicz - Giza, Iwański, Radović, Borysiuk (90. Smoliński), Rybus – Mięciel (46. Chinyama).
Żółte kartki: M.Gancarczyk, Wołczek (Śląsk).
Sędzia: Mirosław Górecki (Katowice).
Widzów: 7000