Bo walczy się do końca. Korona - Śląsk 1:1

Ten mecz będzie długo śnił się po nocach kibicom Śląska i kieleckiej Korony. Było w nim wszystko, co fani piłki lubią najbardziej - bramki, dramatyczne zwroty akcji i walka do ostatniego gwizdka. Śląsk zremisował z Koroną 1:1.

O pierwszej połowie tego spotkania trudno napisać choć słowo pochwały dla Śląska. Gracze z Wrocławia byli na boisku, ale wolę walki i plan taktyczny najwidoczniej zostawili w szatni. Popełniali sporo błędów, grali niedokładnie. Zdarzało im się nawet coś, na co zwykle Śląsk sobie nie pozwala, czyli proste błędy w przyjęciu piłki.


 

To, jak słabo zagrał Śląsk w pierwszej części meczu, potwierdziły statystyki. Wrocławianie do przerwy oddali tylko jeden strzał na bramkę Radosława Cierzniaka. Uderzenie Sebastiana Dudka pewnie wyłapał kielecki golkiper.

Co innego Korona. Piłkarze Marka Motyki od pierwszej minuty "wskoczyli" Śląskowi na plecy. Wojciech Kaczmarek miał pełne ręce roboty. Korona raz za razem testowała jego czujność. W 8. minucie niewiele brakowało, by bramkarz Śląska odprowadził piłkę wzrokiem do siatki, gdy w pełnym tłoku w polu karnym wypuścił piłkę z rąk. Napastnicy Korony tym razem okazali się gościnni i nie chcieli robić gościom z Wrocławia przykrej niespodzianki na początku meczu.

Później bombardowanie trwało. Niewiele do szczęścia zabrakło Kononowi i Mijajloviciowi, który dwa razy posłał na bramkę nie strzał, ale wręcz pocisk. Te próby siały zamęt we wrocławskich szeregach, ale Śląsk wytrzymał napór kielczan. Do przerwy więc kibice na stadionie w Kielcach goli nie zobaczyli.

Po zmianie stron Śląsk zaczął choć trochę grać w piłkę. Wrocławianie grali mniej więcej to, co powinni. Nie tracili głupio piłek, nie miotali się po boisku jak rozpędzone kule bilardowe. A Korona spuściła z tonu. Gracze Marka Motyki w pierwszej połowie zostawili płuca na boisku. W drugiej połowie musieli grać już nieco wolniej i mniej agresywnie. Na tym też Śląsk skorzystał.

Bramki jednak nie padały. A od 60.minuty zaczął się dramat Śląska w trzech aktach. Najpierw Marek Gancarczyk doznał kontuzji kolana po starciu z Mijajloviciem i zniesiono go z boiska. Dziesięć minut później czerwoną kartkę obejrzał Piotr Celeban. Sędzia Małek uznał, że stoper Śląska faulował wychodzącego na czystą pozycję Ediego. Ta decyzja sędziego była odważna. Celeban szarpał się z napastnikiem Korony, ale puścił go i dopiero po chwili sprytny Edi padł na murawę.

I wreszcie akt ostatni, najbardziej bolesny. Była 78.minuta, gdy prawym skrzydłem szarpnął Sobolewski, który minął Amira Spahicia i dośrodkował w pole karne. Kaczmarkowi ktoś pewnie szepnął z trybun "Piłka parzy", bo wypuścił futbolówkę z rąk. Ta trafiła do Ediego, który pewnie plułby sobie w twarz do końca życia, gdyby nie strzelił gola. Posłał ją do siatki Śląska bez problemów.

Trzy akty, dramat gotowy. Czyżby? Niekoniecznie. Śląsk się nie poddał. I wyrównał, do tego po akcji utkanej w koronkowym stylu. W 89. minucie sygnał do ataku dał Spahić. Bośniak odważnie zapuścił się z piłką na połowę rywala i wypatrzył niekrytego Szewczuka. Ten dośrodkował w pole karne, gdzie na na piłkę czaił się szczwany lis, Vuk Sotirović. Debiutujący w tym sezonie Serb strzelił trochę od niechcenia, trochę przypadkowo, ale trafił w okienko bramki Korony.

W tym momencie na ławce rezerwowych Śląska wybuchł szał radości. Korona jeszcze atakowała i chciała się odgryźć, ale przypominało to bardziej na próbę wywołania tornada przez dmuchanie w niebo. Po emocjonującym meczu, Śląsk i Korona podzieliły się punktami.

Korona Kielce - Śląsk Wrocław 1:1 (0:0)
Bramki: Edi (78.) - Sotirović (89.).

Korona: Cierzniak - Kuzera (68. Edson), Hernani, Markiewicz, Mijajlović - Łatka, Vuković, P. Sobolewski - Edi Andradina (82. Gajtkowski), Konon (55. Kiełb).

Śląsk: Kaczmarek - Socha, Celeban, Spahić, Pawelec - M.Gancarczyk (64. Sotirović), Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek (90. Fojut), J.Gancarczyk (81. Mila) - Szewczuk.
Żółte kartki: Vuković - Pawelec, Mila, Socha, Sotirović, J.Gancarczyk.
Czerwona kartka: Celeban (72. - za faul na Edim).

Sędzia: Robert Małek (Zabrze).

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.