Bociany na szczęście

Piłkarze Śląska uczestniczyli dziś w lekkim treningu na boisku jednego z B-klasowych klubów na Pomorzu. Po pucharowym meczu z Arką Gdynia nie ma poważniejszych kontuzji, a zawodników w nagrodę za awans do finału czeka wycieczka na Hel.


 

Wygrana wrocławian w dwumeczu półfinałowym Pucharu Ekstraklasy (3:0 i 0:1) z gdynianami rozpoczęła dyskusję na temat tego, gdzie powinien być zorganizowany decydujący mecz tych rozgrywek. We wrocławskiej ekipie wszyscy są przekonani, że tym miejscem powinien być stadion przy ul. Oporowskiej, a argumentami za taką decyzją mają być wspaniała publiczność i spodziewany komplet widzów na obiekcie spełniającym wszelkie wymagania.
Trener Ryszard Tarasiewicz urządził swoim podopiecznym przyjemne zajęcia i zabawy, takie jak siatkonoga. Graczom dopisywały dobre humory, również dlatego, że warunki do trenowania mieli idealne. Dobre trawiaste boisko położone było na skraju wsi, pod lasem, a wokół panowała cisza przerywana tylko przez śpiew ptaków. Pod koniec zajęć na bezchmurnym niebie pojawiły się 3 bociany, co Jarosław Szandrocho uznał za dobry omen przed sobotnim ligowym pojedynkiem z Arką. – 3 bociany to 3 punkty – zapewniał masażysta Śląska.
Powody do zadowolenia miał też Sebastian Mila, który szybko wraca do zdrowia. Choć w sobotę raczej nie zagra, to lekarz klubowy robi wszystko, aby go przygotować do kolejnych bojów przeciwko Lechowi Poznań i Odrze Wodzisław. Narzekać mógł jedynie Janusz Gancarczyk, który z powodu nadmiaru żółtych kartek będzie musiał pauzować.
Gospodarz obiektu życzył Śląskowi wygranej. Można było od niego wysłuchać sporo gorzkich słów na temat Arki, korupcji i włodarzy pomorskiego futbolu. A że sukces wrocławian w sobotnim spotkaniu przybliży gdynian do II ligi, taki wynik ucieszyłby kibiców nie tylko we Wrocławiu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.