''Bruk-Bet czeka wyzwanie'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Po efektownej wygranej 5:0 przy Reymonta, Śląsk w 13. kolejce ekstraklasy zagra na wyjeździe z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. O pucharowym awansie Słoników w Katowicach, rzutach karnych Piotra Wlazły i bramkarzach beniaminka rozmawiamy z Krzysztofem Pulakiem, dziennikarzem Przeglądu Sportowego i Onetu.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza przystąpi do meczu ze Śląskiem po wygranej w Pucharze Polski – w środowy wieczór przy Bukowej w Katowicach nie udało się jednak uniknąć dogrywki (2:1). Czy to może mieć znaczenie w rywalizacji z zespołem Jacka Magiery?
Uważam, że może. Tym bardziej, że trener Mariusz Lewandowski posłał do gry z beniaminkiem I ligi szkielet zespołu, który możemy oglądać na co dzień. Zmęczenie z pucharowego meczu może mieć jakiś wpływ na przebieg spotkania ze Śląskiem w sobotę. Natomiast wiemy, jak to jest w naszej lidze: czasami wystarczy dobre gospodarowanie siłami, by tej różnicy po prostu widać nie było. Zobaczymy jak sprosta temu wyzwaniu trener Bruk-Betu.
Decydującą bramkę w Katowicach z rzutu karnego zdobył Piotr Wlazło, ale skuteczność dopisała mu dopiero przy drugiej próbie w 117. minucie. Jego pierwszy strzał obronił bramkarz GKS, który jednak wyskoczył przed linię bramkową, co nie umknęło uwadze sędziów, a co ciekawe identyczna sytuacja kapitana Słoników spotkała już w tym sezonie w ligowym meczu z Górnikiem Zabrze (2:1). Podejdzie do ewentualnej jedenastki ze Śląskiem?
Myślę, że tak. Abstrahując od tych rzutów karnych, Wlazło jest przecież zdecydowanym liderem Bruk-Betu. To on najdłużej utrzymał wysoką formę na początku sezonu, kiedy wydawało się jeszcze, że gra Słoników może szybko zaskoczyć. W środowy wieczór przy Bukowej, gdy oglądało się reakcje kolegów w momencie zmarnowania tego pierwszego rzutu karnego, to było widać, że po prostu nie boją się o powtórkę. Do tego trener Mariusz Lewandowski dosyć jasno podzielił w swoim zespole role, kto jakim fragmentem gry się zajmuje, a Piotr Wlazło zapracował sobie na to zaufanie. Biorąc to pod uwagę, w kwestii obsady wykonawcy rzutów karnych zmiany bym się nie spodziewał.
Z kolei w ostatnim meczu ligowym z Rakowem (2:3) można było mieć wrażenie, że oglądamy Bruk-Bet w pigułce. Odważna, ciekawa gra, bramki, ale jednak znowu to rywal zgarnia komplet punktów, co z kolei prowadzi nas do pytania o przyszłość trenera Mariusza Lewandowskiego. Przed wrześniowym meczem Pucharu Polski we Wrocławiu (1:0 dla niecieczan) jego posada podobno była mocno zagrożona, a jak jest teraz?
Jest to trochę symbol tego, że jego drużyna jest w tym samym miejscu. Warto zauważyć, że w pierwszym meczu po październikowej przerwie na kadrę z Lechią (0:2) trener Lewandowski postawił na coś nowego – wyczekiwanie rywala, nie chciał walczyć posiadanie piłki, które miało być znakiem firmowym Bruk-Betu w ekstraklasie. Takie wycofanie nie zdało jednak wtedy egzaminu. Jeszcze po pierwszej połowie wydawało się co prawda, że całościowo może to jakoś zafunkcjonować, ale było to dość szczęśliwe. Lechia już przed przerwą stwarzała sobie sporo okazji. A w drugiej połowie dokończyła dzieła.
Z Rakowem było inaczej.
W poprzedniej kolejce Lewandowski wrócił do swoich poprzednich założeń dotyczących gry. I postawa Słoników była lepsza niż wcześniej. To jednak wciąż jest futbol, który końcowo momentami może okazywać się nieskuteczny. Muszę przyznać, że gdy pod koniec września rozmawialiśmy, że ten moment to egzamin dla właścicieli Bruk-Betu, tak został on zdany. Nie chcieli podjąć pochopnej decyzji i zdecydowali się dać trenerowi Lewandowskiemu szansę wyjścia z tej trudnej sytuacji, w której się znalazł zespół. Szkoleniowiec Słoni wrócił do tego, co na początku sezonu wydawało się głównymi założeniami. Teraz przed zespołem z Niecieczy mecz ze Śląskiem, później wyjazd do Płocka i przerwa na kadrę, a wiadomo, że ligowe zespoły często decydują się na zmiany szkoleniowców właśnie w tym momencie. Moje przeczucie jest jednak takie, że trener Lewandowski jeszcze ma pewien kredyt zaufania. Tym bardziej, gdyby przytrafiła mu się punktowa zdobycz w sobotnim spotkaniu.
W meczu Pucharu Polski ze Śląskiem na pierwszym planie był bramkarz Bruk-Betu Łukasz Budziłek, który dzięki swojej świetnej grze kilka dni później wskoczył do bramki również w ekstraklasie. Z Rakowem i GKS Katowice niespodziewanie znowu wystąpił jednak Tomasz Loska, kogo należy się spodziewać w sobotę?
To jest bardzo trudne pytanie. Zauważmy, że dla Budziłka wspomniany mecz na Stadionie Wrocław był wtedy pierwszym oficjalnym w obecnym sezonie, a trener Lewandowski postanowił w ten sposób zareagować dwojako. Z jednej strony chciał wprowadzić element rotacji, bo to jednak Puchar Polski, ale z drugiej był to również moment gorszych występów Tomasza Loski. W spotkaniu ze Śląskiem Budziłek zdecydowanie zdał test. Myślę, że dużego bólu głowy szkoleniowcowi Bruk-Betu dostarczyła jego postawa w konfrontacji z Lechią. Bramkarz niezbyt zawinił przy obu straconych golach, natomiast było kilka nerwowych momentów i mam wrażenie, że dlatego trener Lewandowski postawił na Loskę w poprzedniej kolejce. Przy otwartym stylu gry, jaki proponuje beniaminek, tak naprawdę czasami bardzo trudno jest krótko ocenić bramkarza. Zmiennik Budziłka w Częstochowie niby wpuścił trzy bramki...
Ale jednak obronił rzut karny Iviego Lopeza (nie poradził sobie dopiero z dobitką).
I zaprezentował się w miarę solidnie. Mariusz Lewandowski na konferencji prasowej po meczu z Rakowem był zirytowany, że jego zespół cały czas popełnia te same błędy, jak choćby gole tracone po stałych fragmentach gry. Ze Śląskiem spodziewałbym się Loski. Mam wrażenie, że wystawienie go w środowym meczu Pucharu Polski to nie była już kwestia samej rotacji dla zapewnienia rywalizacji, tylko po prostu były bramkarz Górnika Zabrze dziś cieszy się większym zaufaniem swojego szkoleniowca. Dla Bruk-Betu awans wywalczony w Katowicach to duża sprawa, 1/8 finału to wyrównanie rekordowego wyniku w historii pucharowych startów tego klubu. Trudno powiedzieć, by Loska w środę zawiódł, więc myślę, że na niego w sobotę w Niecieczy postawi trener Lewandowski.