Bułgarzy krytykują, Śląsk ripostuje

Portal sportni.bg cytuje wypowiedzi Nikolaja Gigowa, prezesa Lokomotiwu, który bardzo krytycznie wypowiada się o organizacji meczu we Wrocławiu. - Przez 2-3 dni musieliśmy absolutnie sami organizować sobie cały pobyt w Polsce, bez jakiejkolwiek pomocy gospodarzy. Coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Musiałem nawet sam zamówić sobie taksówkę na odprawę techniczną. Zaproponowali nam też, byśmy przyjechali taryfą na oficjalną kolację. To oburzające! – mówił biznesmen, który w stronę wrocławian kieruje także inne zarzuty, m.in. o zarzucanie Bułgarom manipulowania zmianą gospodarza pierwszego meczu. - Wszystkie te opowieści sprawiły, że przebrała się miarka. Graliśmy trochę więcej w pucharach i wiemy, jak się działa. Czego nie można powiedzieć o Śląsku. Wystarczy porównać z Metalurgiem Skopje. Tam komunikacja była na bardzo wysokim poziomie i nie mieliśmy podobnych problemów. Muszę jednak dodać, że nie było ataków ze strony polskich mediów – powiedział Gigow. Co na to wszystko klub z Oporowskiej? - Zarzuty dotyczące manipulacji przy zmianie gospodarza pierwszego meczu są kompletną fantazją. Przyjęliśmy decyzję UEFA ze zrozumieniem i bez słowa sprzeciwu, bo doskonale znamy przepisy regulujące te kwestie. Mówiąc szczerze, nie dziwią mnie słowa Bułgarów – nie dlatego, że są prawdziwe, ale dlatego, że współpraca z Lokomotiwem od początku była szalenie trudna i po prostu spodziewałem się takiego ataku z ich strony – mówi Michał Mazur, rzecznik prasowy klubu, który obszernie odpowiada na zarzuty prezesa Lokomotiwu i przedstawia stanowisko Śląska.


 

- Po tym, jak zachowywali się Bułgarzy podczas organizacji przyjazdu do Wrocławia oraz samego pobytu w naszym mieście, naprawdę trudno uwierzyć, że mają jakiekolwiek doświadczenie w grze w pucharach. Wystarczy zacząć od tego, że nie pojawili się na losowaniu w Szwajcarii, gdzie tradycyjnie załatwia się większość kwestii organizacyjnych. Przez kilka dni nie mogliśmy porozumieć się z nimi w podstawowych sprawach, nie odpowiadali na nasze maile i zapytania dotyczące ich wizyty w Polsce. O terminie przylotu i godzinie rozpoczęcia oficjalnego treningu poinformowali nas dobę po terminie wyznaczonym przez UEFA, co mocno skomplikowało nam własne przygotowania do czwartkowego meczu – komentuje Mazur.

- Drużynę i oficjeli Lokomotiwu traktowaliśmy dokładnie tak samo jak naszych poprzednich rywali ze Szkocji – z tą różnicą, że przedstawiciele Dundee United byli zachwyceni naszą gościnnością i poziomem współpracy, a Bułgarzy wręcz przeciwnie. Może dlatego, że ekipa Lokomotiwu od początku była bardzo roszczeniowa, a ich wymagania wykraczały daleko poza przyjęte normy. Na dodatek Bułgarzy ani myśleli dostosowywać się do naszego stadionowego regulaminu. Nie chcieli na przykład zrozumieć, że po stadionie można poruszać się tylko na podstawie odpowiednich przepustek – tłumaczy rzecznik WKS-u.

- Być może ich niezadowolenie i problemy wynikają z faktu, że w ekipie Lokomotiwu zaledwie jedna osoba posługiwała się językiem angielskim, co – przyznaję – bardzo utrudniało komunikację, mimo wynajęcia przez Śląsk Wrocław tłumacza języka bułgarskiego. Od opinii właściciela Lokomotiowu, zapewne wypowiedzianej w emocjach po tym, jak nie został wpuszczony przez ochroniarza do strefy nieprzeznaczonej dla niego, bardziej biorę sobie do serca słowa zawodnika bułgarskiej drużyny Wasiła Welewa, który na pomeczowej konferencji stwierdził, że jest pod wrażeniem organizacji tego wydarzenia przez stronę polską – kończy Mazur.

źródło: sportni.bg/ własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.