Cetnarski: Chcę spróbować czegoś nowego
Jeszcze do niedawna piłkarz Bełchatowa, a od poniedziałku już oficjalnie zawodnik Śląska Wrocław. O piłkarskich ambicjach, motywach przejścia do WKS-u i celach na najbliższy sezon opowiedział nowy nabytek Śląska, Mateusz Cetnarski. Kiedy podpiszesz kontrakt? Wszystko już dogadane?
Wszystko prawie dopięte. W poniedziałek zjawię się w klubie i jeszcze porozmawiam z prezesem, ale to pewnie nie potrwa długo. Potem złożę już podpis pod kontraktem.
Długo zastanawiałeś się nad przejściem do Śląska... Od wielu miesięcy jesteś przymierzany do zespołu. Co sprawiło, że w końcu zawitałeś do Wrocławia?
Pół roku temu Śląsk złożył pierwszą konkretną propozycję transferu. Wrocławianie pytali o transfer również rok temu, ale było to tylko zwykłe zapytanie. Wtedy Bełchatów nie wyraził na to zgody. Ostatniej zimy mój pracodawca przystał już na propozycję Śląska, a to, że nie trafiłem do tego zespołu było wyłącznie moją decyzją. Wracałem po kontuzji, z uwagi na naszą pozycję w tabeli i potencjał zespołu zdecydowałem, że chcę zostać i dokończyć sezon w Bełchatowie. Uważałem, że jeśli tak zrobię, to będzie jakiś wyraz szacunku z mojej strony dla tej drużyny, która jednak pozwoliła mi się rozwinąć, grałem tam cztery lata. Wielu kibiców może teraz myśleć: No tak! Cetnarski przyszedł, bo Śląsk zdobył wicemistrzostwo. Chciałem przenieść się już wcześniej z Bełchatowa, ale uważałem, że powinienem zostać z chłopakami do końca sezonu.
A może najważniejszym argumentem, który przekonał Cię do transferu była wizja gry w europejskich pucharach?
Jest wiele argumentów, które są po stronie Śląska – gra w europejskich pucharach, wicemistrzostwo Polski, trener Lenczyk, dobra drużyna, stadion, miasto, a przede wszystkim rozwój zespołu. Klub idzie do przodu. Uważam, że to, co miałem zrobić w Bełchatowie, już zrobiłem. Mam wrażenie, że przez ostatnie pół roku cofałem się, zamiast rozwijać. Wiem, że po przyjściu do Śląska pojawi się nowy bodziec, żeby osiągnąć w piłce coś nowego i poprawić swoje umiejętności.
Od jakiegoś czasu coraz głośniej mówiło się o przejściu Cetnarskiego do Śląska, ale miałeś trafić do Wrocławia razem z Dawidem Nowakiem. Wolał zostać czy kluby się nie dogadały?
Rozmawiałem o tym z Dawidem. Oferta z Wrocławia wpłynęła faktycznie za nas dwóch. Klub przystał na propozycję Śląska, ale Dawid po rozmowie z trenerem Pawłem Janasem postanowił zostać w Bełchatowie. Tak zadeklarował i to samo trener ogłosił na konferencji prasowej. Ja powiedziałem trenerowi Janasowi, że chcę spróbować czegoś nowego. Odparł, że bardzo chce, żebym został, ale jeśli chcę zostać, to on daje mi wolną rękę.
Podobno żaden piłkarz, który opuścił GKS Bełchatów, nie zrobił kariery w nowym klubie. Kibice pytają, czy tak samo będzie z Cetnarskim?
Zobaczymy. Nie mogę już dziś powiedzieć, czy zrobię w Śląsku wielką karierę. To pokaże najbliższy sezon czy sezony. Nie myślałem o tym, żeby zostać w Bełchatowie, bo żaden piłkarz odchodzący z tego klubu nie zrobił kariery w nowym zespole. Nie boję się tego. Chcę poczuć coś nowego, chcę się rozwijać i robić wszystko w tym kierunku, żeby udało się coś osiągnąć. Tylko ciężka praca i dalszy rozwój mogą mi na to pozwolić.
83 mecze w ekstraklasie i osiem strzelonych goli. Czy nie masz wrażenia, że te statystyki mogłyby być o wiele bardziej okazałe, gdyby nie kontuzje?
Na pewno przekroczyłbym setkę, gdyby nie kontuzje, ale nie patrzę na to z tej perspektywy. Biorę pod uwagę mecze, które faktycznie rozegrałem, w których pokazałem się z dobrej strony. Jeśli dokładniej spojrzeć w statystyki, to widać, że często za kadencji trenera Lenczyka czy za trenera Janasa byłem zawodnikiem wchodzącym z ławki. Musiałem to przeżyć. Grał Łukasz Garguła, który był ode mnie lepszy. Ja byłem młody i dopiero „wplatałem się” w tę drużynę. To było oczywiste, że zaliczałem występy po kilka minut. To była taka moja „przecierka” w ekstraklasie. Poważne granie zaczęło się za kadencji trenera Ulatowskiego. Te mecze zaliczam już do takich pełnych, gdzie mogłem pokazać swoje umiejętności.
Prawdopodobnie w Śląsku będziesz dzielił miejsce w środku pola z kapitanem Śląska, Sebastianem Milą. Czy na boisku nie będzie zbyt tłoczno dla dwóch rozgrywających środkowych pomocników?
To pytanie najlepiej zadać trenerowi Lenczykowi, nie chcę wkraczać w jego kompetencje. On zadecyduje, kto będzie grał. Pewnie zadecydują treningi i sparingi. Będę dawał z siebie wszystko i oczywiście postaram się pokazać z jak najlepszej strony. Czy będę grał ja, czy może ktoś inny, to zależy już od trenera.
Czy występowałeś kiedykolwiek na innej pozycji na boisku?
W meczach, kiedy debiutowałem w ekstraklasie za trenera Lenczyka, występowałem na lewej pomocy. Tak grał też Łukasz Garguła. Ja wchodziłem najczęściej za niego, a że trener ustawiał go na takiego fałszywego środkowego pomocnika z lewej strony, to ja starałem się grać tak samo jak on. Zdarzało się również, że występowałem jako defensywny czy ofensywny pomocnik za kadencji trenera Bartoszka...
We Wrocławiu na mecze między innymi z udziałem Cetnarskiego będzie przychodziło na pewno więcej kibiców niż w Bełchatowie.
Bełchatów jest małym miastem i z racji tego na mecze przychodziło mniej kibiców. Oczywiście uważam, że i tak, jak na sześćdziesięciotysięczne miasto, tych kibiców przychodziło bardzo niewielu. Kiedy graliśmy o najwyższe cele, stadion zapełniał się, ale ostatnio trybuny świecą pustkami. To mnie trochę dziwiło. 1000-1200 kibiców na meczach ekstraklasy... Jak na Bełchatów, to bardzo mało. Nie pomagało to piłkarzom i mówiliśmy o tym otwarcie. Dziękuję tej garstce wiernych kibiców, która przychodziła na nasz każdy mecz.
We Wrocławiu nie ma z tym problemu, a poza tym już niedługo jeszcze więcej fanów Śląska będzie mogło dopingować WKS, kiedy otwarty zostanie nowy stadion. Zdążyłeś go już odwiedzić?
Znam już nawet drogę na nowy stadion z Oporowskiej. Wiem, jak tam dotrzeć, sprawdziłem w internecie. Stadion jednak widziałem na razie tylko w kamerach w internecie. Robi wrażenie, na pewno każdy piłkarz chciałby grać na takim obiekcie.
Co z reprezentacją? Masz na koncie dwa występy w kadrze, ale nikt już tego nie pamięta, a Euro coraz bliżej...
Każdy marzy o występie na Euro. Jeśli któryś z polskich zawodników zagra sezon na bardzo wysokim poziomie, to selekcjoner na pewno go zauważy. Ten sezon będzie decydował o tym, kto wystąpi w polskiej reprezentacji na Euro lub kto ją choćby uzupełni, bo przecież trzon drużyny już jest.
Są jakieś szanse, że zobaczymy w najbliższym czasie Cetnarskiego w kadrze Franciszka Smudy? Selekcjoner zdaje się przymykać oko na zawodników Śląska Wrocław wyróżniających się swoją grą.
To koncepcja trenera Smudy, nie powinienem się do tego wtrącać. Wydaje mi się, że jeśli ktoś będzie grał na bardzo wysokim poziomie, to nawet jeśli będzie z WKS-u, trener go powoła.
Czy zajęcie drugiego miejsca przez Śląsk w ubiegłym sezonie było dla Ciebie niespodzianką?
Na pewno tak, patrząc przede wszystkim na tabelę po rundzie jesiennej. Udało mi się już jednak poznać trenera Oresta Lenczyka. Wiedziałem, jaki to człowiek, z jakim charakterem. Na koniec, jak to wszystko przemyślałem, to faktycznie zauważyłem wielką pracę trenera w klubie i świetne zgranie drużyny. Cały zespół wykonał dobrą robotę. Widać było, że chłopaki w trudnych momentach byli przede wszystkim drużyną.
Jak daleko według Ciebie wrocławska drużyna może zajść w Lidze Europy?
Póki co mamy szansę na pewno powalczyć z Dundee United. Skupmy się na tym rywalu. Myślę, że jest to przeciwnik w zasięgu naszej ręki. Zobaczymy oczywiście, jak będzie w lipcu.
Twoje cele na najbliższy sezon?
Wychodzę z założenia, że trzeba wysoko stawiać sobie poprzeczkę. Są szanse na powtórzenie sukcesu Śląska z ubiegłego sezonu, ale patrzmy na to spokojnie i wygrywajmy kolejne mecze. Zliczymy punkty na koniec i na pewno będziemy wysoko.
Rozmawiał: Patryk Reński
źródło: własne