Chłodnym okiem: „Nie” dla Urbana
Piłkarze z Warszawy pod kierunkiem skądinąd sympatycznego szkoleniowca sukcesu w lidze nie osiągną. To już drugi sezon, kiedy zawodnicy ze stolicy, choć są w czubie tabeli, to generalnie zawodzą. Zastanawiające jest, że grupa kilku ciekawych jak na polskie warunki piłkarzy, nie tworzy monolitu, a trener nie potrafi w ciągu dwóch lat na to zareagować. Podobnie jak dyrektor sportowy Trzeciak, który ściąga do klubu piłkarzy pokroju Descargi. W pamięci mam oczywiście Puchar Polski wywalczony przed rokiem w Bełchatowie. By jednak takie trofeum zdobyć, wystarczy rozegrać raptem kilka meczów na solidnym poziomie, a czasem liczyć na szczęśliwy los w konkursie rzutów karnych. By zdobyć mistrzostwo Polski, trzeba prezentować równą i stabilną formę przez cały rok, a kryzys, jeśli się taki zdarzy, szybko zażegnać. Legii takich małych kryzysików przytrafia się podczas sezonu zbyt wiele. Efektem jest zazwyczaj podium, gdyż potencjał w nogach piłkarzy drzemie niemały, ale nie na najwyższym stopniu.
Klubem, który po raz kolejny obnaży chimeryczność Legii i wybije z głowy warszawiaków marzenia o tytule, może być Śląsk Wrocław. Póki co, nasi piłkarze przedłużyli szanse Lecha na końcowy triumf i ponieśli zasłużoną porażkę. Jeśli jednak na Oporowską przyjedzie zespół w formie z meczów z ŁKS-em i Wisłą, szanse na sprawienie miłej niespodzianki będą bardzo prawdopodobne. Choć forma już nie ta, co jesienią, i potencjał jeszcze nie tak duży, jak w Warszawie, to akurat solidności piłkarzom Ryszarda Tarasiewicza odmówić nie można.