Chłodnym okiem: Czerwona latarnia przy Oporowskiej

Wrocławscy kibice żyli w piątek, co oczywiste, meczem podopiecznych trenera Tarasiewicza z Bełchatowem. Wcześniej jednak miała miejsce konfrontacja istotna zarówno dla całej ligi, jak i dla sympatyków Śląska. Oto bowiem, w Derbach Górnego Śląska, Piast Gliwice podejmował Górnik Zabrze. I wygrał, co sprawia, że chłopcy Kasperczaka przyjadą w Wielki Czwartek do Wrocławia jako „czerwona latarnia” ligi. Widmo spadku, tym razem już tak na poważnie, zajrzało w oczy klubowi z Roosvelta. Kolejek do końca rozgrywek coraz mniej i zabrzanie będą się chcieli odblokować w naszej Twierdzy. Górnik, mający nóż na gardle, kontra Śląsk, który walczy o...no właśnie, czy już tylko o obronę szóstego miejsca? Nie stać Ekstraklasy na stratę klubów z potencjałem, dlatego porażkę Górnika przyjąłem z lekkim niepokojem. We Wrocławiu i Gdańsku lada dzień pojawią się potężni inwestorzy (u nas właściwie już się pojawił) i wydawało się, że Ekstraklasa zrobi kolejny krok naprzód. Tymczasem, zgodnie z zasadą „coś za coś”, polska liga może stracić ząb trzonowy, w postaci klubu z Roosvelta. Trudno zlekceważyć zalety obecności Górnika w elicie, takie jak: tradycja, jedna z najliczniejszych publik w kraju, trener z najwyższej półki (sama obecność Kasperczaka dodaje lidze prestiżu). A w perspektywie, dzięki pieniądzom firmy Allianz: silna sportowo drużyna i nowoczesny stadion. Pierwszoligowa banicja, choćby miała potrwać nawet tylko rok, zahamowałaby niewątpliwie rozwój Górnika, a tym samym odbiłaby się na sile i atrakcyjności ligi.
Ci, którzy chcą silnej Ekstraklasy, powinni mieć nadzieję, że zabrzanie wezmą się w garść i uratują przyszłość, wyrażając to nieco patetycznie (sympatycy Odry, Cracovii czy Piasta będą odmiennego zdania, co zrozumiałe). Oby Górnik się utrzymał, w związku z powyższym wyrażam jednak dwa życzenia: po pierwsze – niech nie stanie się to kosztem gdańskiej Lechii, po drugie – niech swój zwycięski marsz rozpoczną dopiero po świętach.