Chłodnym okiem: Gdzie trzech się bije...

Pamiętam jak przed meczem Śląska z Bełchatowem Jan Tomaszewski na łamach jednej z gazet typował zwycięstwo ekipy Tarasiewicza. Były bramkarz miał stwierdzić, że wrocławianie obnażą braki swych rywali oraz udowodnią, że trener Ulatowski jest nagi i nie potrafi połączyć funkcji asystenta Beenhakkera z pracą w klubie. Przyszłość napisała inny scenariusz.


 

Na niecały miesiąc przed zakończeniem rozgrywek bełchatowianie zaczaili się za czołową trójką i, choć Ulatowski tonuje nastroje, wydają się być gotowi do ataku. A jeszcze na początku rundy, po dwóch porażkach z rzędu, mieli być tym, kim dziś jest Śląsk, czyli zespołem grającym „o pietruszkę”. Tymczasem seria sześciu zwycięstw z rzędu, przy potknięciach kontrkandydatów do tytułu, sprawiły, że GKS postara się o niespodziankę. Parafrazując znane przysłowie: gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta.

A owi trzej potentaci bić się będą z wrocławskim Śląskiem. Kibice zielono-biało-czerwonych mają nadzieję, że ich klub, zabierając punkty we Wrocławiu Lechowi i Legii, wspomoże zaprzyjaźnioną Wisłę. Po pierwsze jednak – nie wierzę, że chłopcy Tarasiewicza pojadą pod Wawel na wycieczkę i podłożą się krakowianom. Po drugie – punkty, które hipotetycznie potracą we Wrocławiu potentaci mogą okazać się tak samo zbawienne dla Wisły, jak i dla Dawida Nowaka i spółki.

Rzut oka na terminarz. Bełchatów trzy z czterech meczów zagra na wyjeździe, lecz poza Polonią Warszawa i bliską utrzymania Jagiellonią będą to pojedynki z zespołami z dołu tabeli. Sęk w tym, że Cracovia i Arka, mające nóż na gardle, grają o życie. A wiemy, że w naszej lidze walką i determinacją mecze można wygrywać. Jak więc będzie? Można tylko gdybać, jak ja w niniejszym tekście. Pewne jest tylko jedno: będzie ciekawie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.