Chłodnym okiem: Hity i kity
W sobotnim „hicie kolejki” nie rozczarował brak goli. Zirytował za to po prostu poziom. Niedokładnymi podaniami można by było obdzielić kilka spotkań. Mecz był nudny, by użyć wyświechtanego powiedzenia, jak flaki z olejem i nie godny, jakby na to nie patrzeć, dwóch czołowych drużyn Ekstraklasy. Bynajmniej gorzkie słowa to nie piana tocząca się z pyska przemądrzałego żurnalisty. Przyłóżmy ucho. Posłuchajmy, co ludzie mówią. Niżej podpisany to zrobił. I o meczu Śląsk – Legia nikt dobrze nie mówił.
Wyjątek od reguły to jednak nie był, gdyż meczów na solidnym polskim poziomie ligowym jakby mniej niż zwykle. Nudno było nie tylko we Wrocławiu, lecz także w Sosnowcu, Warszawie, Bełchatowie. Tam przynajmniej były bramki. Podobnie jak w Bytomiu, gdzie miejscowa Polonia po raz kolejny zasłużyła na dużego plusa. Ktoś mógłby mi zarzucić, że przecież w obecnych rozgrywkach zarówno Legia, jak i Śląsk tę drużynę pokonały, więc ani nie ma specjalnych powodów by ganić teamy z Warszawy i Wrocławia, ani zachwyty nad Bytomiem nie są uzasadnione. Nasza liga jest jednak nieprzewidywalna i rzadko kiedy zrozumiała. O tym też już pisałem. Więc i wykluczyć się nie da, że za tydzień Śląsk wbije pięć goli w Kielcach a Legia rozbije w pył gdańską Lechię.