Chłodnym okiem: Szkoleniowcy na tapecie

Trochę szkoda. Najbardziej emocjonujący od wielu lat sezon piłkarski zakończył się. Po ostatniej kolejce polały się na stadionach w Polsce łzy szczęścia i rozpaczy. Jedni w skupieniu i samotności przeżywali porażki, inni próbowali wyładować złość w mało cywilizowany sposób, a jeszcze inni pofolgowali sobie świętując sukcesy. Kibice z Wrocławia mogą być usatysfakcjonowani, bo piłkarze Śląska wrócili do elity i współtworzyli ciekawą w tym roku ligę. Statystami nie byli, gdyż zajęli wysoką, szóstą lokatę i zewsząd zbierali same pochwały. Wielka w tym zasługa trenera Ryszarda Tarasiewicza, który należy do największych wygranych tego sezonu. Nie brakuje jednak innych szkoleniowców, którzy mogliby dołączyć do zaszczytnego grona nie tyle szczęśliwców, co fachowców w swojej profesji. Na przeciwległym biegunie znajdują się ci, którym ten miniony już sezon raczej zszargał nazwiska.


 

Miejsce na piedestale należy się przede wszystkim Maciejowi Skorży, który obronił z Wisłą tytuł mistrzowski i utarł nosa tym, którzy już dawno widzieli na tronie poznańskiego Lecha. Szkoleniowiec krakowian poradził sobie mimo braku wzmocnień, kontuzji Pawła Brożka i lawiny krytyki, jaka spadła na niego po nieudanej rundzie jesiennej. Na pochwały zasługują także ci, którzy na ławkach trenerskich pojawili się w charakterze strażaków. Waldemar Fornalik przejął od Bogusława Pietrzaka kompletnie rozbitą drużynę chorzowskiego Ruchu, którą w ekspresowym tempie przywrócił do ładu. Efekty znamy: bezproblemowe utrzymanie i awans do finału Pucharu Polski. Warto wspomnieć, że kilka lat temu duet Skorża-Fornalik prowadził wroniecką Amicę. Z przymrużeniem oka można napisać, że gdyby właściciele tego klubu pozostawili obu na swych stanowiskach, to z pewnością w Poznaniu cieszono by się dziś z mistrzostwa. Brawa należą się także Tomaszowi Kafarskiemu. Jego Lechia najpierw dzielnie stawiła opór Lechowi i Wiśle, a później zapewniła sobie utrzymanie. W szatni w Gliwicach, gdzie zielono-biali wygrali z Piastem, odbywała się feta nie mniejsza niż w Krakowie.

Nie będzie zaskoczeniem, jeśli największym przegranym uznamy Henryka Kasperczaka. Kredyt zaufania, jakim obdarzono go w Zabrzu okazał się zbyt wielki i Górnik po raz drugi w historii opuści grono najlepszych. Kasperczak, który świętował niejeden tytuł, dziś przeżywa gorycz degradacji. Dosyć podobną drogę przebył Czesław Michniewicz, który odpowiada za kiepskie wyniki Arki, a wcześniej święcił sukcesy w Lubinie. Dziś w Gdyni „sprząta” po nim Marek Chojnacki, a opowieści o tym, jakoby miał być „polskim Mourinho” należy włożyć między bajki. Po raz kolejny zawiódł Jacek Zieliński, który nie zbudował ani wielkiej Legii, ani Korony, i potęgi gdańskiej Lechii też już nie zbuduje. Na koniec odkurzymy trochę zapomnianego Stefana Majewskiego. Marcin Bojarski, były piłkarz Cracovii, stwierdził, że spadek Pasów to efekt jego prawie dwuletniej pracy w tym klubie. Nawet jeśli przez obecnego zawodnika Piasta przemawia antypatia do popularnego Doktora, to chyba ziarno prawdy w tym jednak jest.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.