Co krok, to w złym kierunku. Obrona Śląska zawodzi w każdym wariancie
fot.: Mateusz Porzucek
Sobota, 23 kwietnia 2022 roku, przegrana 0:4 z ostatnim w tabeli Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Ten mecz zapisze się w historii Śląska ponuro, ale i symbolicznie. Oto bowiem w jednym spotkaniu wyeksponowane zostały absolutnie wszystkie choroby toczące WKS w tym sezonie. Od biernej, bezkoncepcyjnej ofensywy, po defensywę, wobec której użycie słowa „koszmarna” wydaje się coraz większym niedopowiedzeniem. W jej kontekście trudno tak naprawdę wymyślić coś mądrego, bo obrońcy Śląska zawodzili już praktycznie w każdym zestawieniu, a Piotr Tworek ma piekielnie trudny orzech do zgryzienia. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Zacznijmy od sprawdzenia listy obecności z wczorajszego meczu. Kolejna na przestrzeni ostatnich tygodni fatalna postawa na początku spotkania? Była. Błędy w ustawieniu? Były. Koszmarne błędy indywidualne? Były. Kompletna dezorientacja przy stałych fragmentach gry? Nie zabrakło. Kiepskie wychodzenie spod pressingu, nawet niekoniecznie mocno intensywnego? Też było. Do tego standardowego zestawu tym razem dorzucić trzeba jeszcze kretyńsko złapaną czerwoną kartkę, tragiczny występ bramkarza, a niewiele pod koniec pierwszej połowy zabrakło, by pojawił się i sprokurowany rzut karny.
Jeżeli ktokolwiek obserwujący w tym sezonie Śląsk Wrocław, miał taką masochistyczną myśl „a co gdyby wszystkie ich grzechy obronne wrzucić do jednego meczu?”, dostał odpowiedź w starciu z Bruk-Betem. Ktoś mógłby tu powiedzieć, że to przecież nic nowego, WKS oberwał czteropakiem już po raz czwarty w tym sezonie. Nawet BBT już im wcześniej taki wcisnęło. Ale tu na niekorzyść działa kilka innych czynników. Po pierwsze, to był mecz domowy, a poprzednie przypadki to się chociaż na wyjazdach zdarzyły. Po drugie, był istotniejszy niż te poprzednie. Śląsk walczy o utrzymanie, każdy punkt jest na wagę złota, przez dla piłkarzy wszystkie mecze są jak finały. Tymczasem wrocławianie grali, jakby to był jakiś sparing na początku zimowych przygotowań. No a po trzecie rywal. Bruk-Bet Termalica, która nie wygrała poprzednich 6 spotkań, będąca już jedną nogą w I lidze. Z całym szacunkiem, ale jeśli nie u siebie z takim rywalem, to z kim i gdzie?
HISTORYCZNY ŁOMOT
Wszystkie te okoliczności sprawiają, że ten mecz można śmiało okrzyknąć najgorszym odkąd wybudowano stadion przy al. Śląskiej 1. Zapewne nawet Oporowska wielu takich nie pamięta. Owszem na przestrzeni ostatniej choćby dekady, Śląskowi zdarzały się bardzo wysokie porażki. W sezonie 2016/17, we Wrocławiu 4 gole strzelały Legia Warszawa i Jagiellonia Białystok. Ale te drużyny skończyły tamten sezon na dwóch pierwszych miejscach w tabeli, więc uznajmy, że poziom szoku był niższy.
Jak już wspomniałem, WKS po raz czwarty w tym sezonie stracił 4 gole w jednym meczu. To tylko kolejny symbol degrengolady i piłkarskiej zgnilizny w ich defensywie. Dość powiedzieć, że wcześniej tyle pojedynków z utraconymi tak wieloma bramkami rozegrali przez ponad 3 lata. Dokładnie 23 października 2017 roku Śląsk przegrał w Płocku z Wisłą 1:4. Od tamtej pory aż po pamiętne lanie w Beer Shevie, „czteropak” dostali jeszcze tylko 3 razy (raz od Legii Warszawa i 2 razy od Zagłębia Lubin).
Takich statystycznych dowodów na potworny regres w defensywie jest rzecz jasna więcej. Za nami 30 spotkań, a WKS stracił już aż 45 goli. W poprzednim w dokładnie tylu meczach, było ich zaledwie 32. Kampania 2019/20? To 33 utracone bramki po 30 pojedynkach. Nawet w sezonie 2018/19, gdy Śląsk też do końca bił się o utrzymanie, też po stronie strat bramkowych widniała liczba 45, tyle że po 37 meczach. Wracając zaś do trwających rozgrywek, smutnie ciekawe rzeczy można znaleźć przy okazji samej Bruk-Bet Termaliki. W całej swojej historii gier w ekstraklasie, tylko dwa razy udało im się zdobyć więcej niż 3 gole w meczu. Oba ze Śląskiem w tym sezonie. Dodatkowo rzecz jasna to 4:0, było ich najwyższym zwycięstwem w ekstraklasowej historii.
BUDOWANIE BEZ FUNDAMENTÓW
Za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest oczywiście cały zespół, łącznie ze sztabem szkoleniowym. Poprawienie gry w obronie było podstawowym zadaniem Piotra Tworka, gdy zastępował on Jacka Magierę, ale jak widać, progresu nie ma wcale. Tylko że szczerze mówiąc, ja na jego miejscu sam nie bardzo wiedziałbym co mam zrobić. No bo tak realnie oceniając, nie ma w tym sezonie w kadrze Śląska stopera, który nie zawaliłby co najmniej jednego meczu. Każda formacja, a zwłaszcza obronna, potrzebuje lidera. Kogoś od kogo można zacząć ją budować, komu będzie można zaufać. To teraz jakie mamy opcje?
Wojciech Golla – być może największy regres w całej drużynie, choć kandydatur jest sporo. Ten samobój przeciwko Niecieczy to taki jego sezon w pigułce. Jeden wielki klops.
Łukasz Bejger – to nie on był najgorszym obrońcą Śląska przeciwko Bruk-Betowi, ale to najmilsze co pod jego adresem dało się powiedzieć. Potencjał on niewątpliwie ma. Liczę że WKS jeszcze go solidnie spienięży. Ale w tym sezonie płaci frycowe za wciąż nieduże doświadczenie. To nie jest lider na teraz.
Diogo Verdasca – uważam że on nawet w dobrej formie, byłby przeciętniakiem w skali ekstraklasy. Leczyć nim defensywę Śląska, to tak jakby na złamanie otwarte przykleić plasterek. Poważny kandydat do wywalenia go ze Śląska po sezonie, a nie do bycia liderem
Mark Tamas – jeżeli już kogoś typować, to on jest najbliżej, ale to co zrobił z Bruk-Betem kładzie się cieniem na jego reputację. Dwie idiotyczne żółte kartki i ostateczny strzał w łeb swojej drużynie. Ostatni bastion, który do tej pory nie schrzanił kompletnie aż tak dużo, upadł.
Konrad Poprawa – rok temu o tej porze rozważał ofertę od Legii, a dzisiaj znów kopie w pogrążonych w równie wielkim kryzysie rezerwach WKS-u
Szymon Lewkot – nie.
Daniel Gretarsson – dalej kontuzjowany, więc odpada.
Kwestia postawy indywidualnej tych zawodników to oczywiście jedno, ale aspekt zestawienia tej defensywy to drugie. Jak się okazuje, w tym sezonie biorąc pod uwagę mecze ligowe, Śląsk Wrocław zaczynał mecze z obroną zestawioną na aż 13 (!) różnych sposobów. Szczególnie szalał Jacek Magiera na początku rozgrywek, gdy w każdym z pierwszych sześciu spotkań, mieliśmy sześć różnych zestawień linii defensywy. To też bez wątpienia jest jedna z przyczyn dlaczego wygląda to obecnie tak źle.
Defensywa jest formacją najbardziej wrażliwą na liczne zmiany. Rzadziej od stoperów z reguły zmienia się tylko bramkarzy, bo na tej pozycji potrzebna jest przede wszystkim współpraca. Lepiej przełknąć czasami kilka błędów, na rzecz przyszłego lepszego zgrania, niż ciągle mieszać. Chociaż oczywiście wszystko do pewnego stopnia. Jeżeli ktoś jest ewidentnie bez formy, niezależnie kogo ma obok, powinien zasiąść na ławce.
CZY TO PRZEZNACZENIE DA SIĘ OSZUKAĆ?
Dlatego też niezwykle trudną zagadką jest, co tak właściwie może tutaj wymyślić Piotr Tworek. Szkoleniowiec w trzech meczach z rzędu postawił na tercet Bejger-Golla-Tamas i skończyło się jak się skończyło. Ale mimo to, lepszych dublerów dla nich nie ma, więc jeżeli zostawić trójkę z tyłu, to taką. Tylko no właśnie, czy trzeba zostawiać ustawienie na 3 zawodników z tyłu? Sam trener Tworek mówił na konferencji po meczu z Bruk-Betem, że są gotowi rozważyć grę na 2 napastników, Erika Exposito oraz Fabiana Piaseckiego. To z kolei oznaczałoby konieczność gry klasycznymi skrzydłowymi. Natomiast to wymusiłoby powrót do ustawienia na 4 z tyłu. Jak mogłoby to wyglądać personalnie?
Niewykluczone, iż trener Tworek mógłby spróbować wystawienia Łukasza Bejgera na pozycji prawego obrońcy. Wszakże młody defensor przychodził do WKS-u z młodzieżówek Manchesteru United, gdzie nawet częściej grał na boku niż w centrum. Patryk Janasik z przodu nie daje nic, a z tyłu zdaje się być jeszcze bardziej rozklekotany od Bejgera. Toteż w poszukiwaniu większego bezpieczeństwa w tyłach, jest to opcja do rozważenia.
Tyle że coś takiego sprawiłoby, że o ile ktoś nie wpadłby na bardzo zły pomysł powrotu Verdaski, na środku musieliby zagrać Golla oraz Tamas. Tymczasem wydaje się, że osobą która po meczu z niecieczanami powinna stracić miejsce w składzie, jest Wojciech Golla. Owszem to Tamas otrzymał dwie kretyńskie kartki, ale w przypadku Węgra jeszcze można mówić o wpadce. Koszmarny występ Golli był w jego wypadku po prostu kolejnym do „kolekcji”.
Możliwości jest zatem kilka: Janasik-Golla-Tamas-Garcia, Bejger-Golla-Tamas-Garcia, Janasik-Bejger-Tamas-Garcia, pozostawienie identycznej trójki jak wcześniej. Tylko czy jakakolwiek z nich wygląda lepiej od pozostałych? Ano niestety nie za bardzo. Najważniejszym zadaniem przed wyjazdem do Białegostoku dla Piotra Tworka będzie pozbieranie ich mentalnie, bo po takim łomocie to jest kwestia kluczowa. Formy piłkarskiej w tydzień nie zbudujesz, ale dobre nastawienie psychiczne już w pewnym stopniu można. Na co się zdecyduje personalnie, to się okaże, ale lepiej dla wrocławian by wypaliło. Tylko dzięki nieudolności rywali Śląsk nie wylądował jeszcze w strefie spadkowej (swoją drogą to nieprawdopodobne, że zespół który na ostatnie 18 spotkań wygrał 2, w niej nie jest). Ale marginesu błędu już nie ma. Ani w defensywie, ani w żadnej innej formacji.