Co słychać u rywala?
fot.: Paweł Kot
Śląsk podbudowany zwycięstwem z liderem pojedzie kolejny raz powalczyć o dominację w regionie. Przed nami kolejne Derby Dolnego Śląska – tym razem niestety przy całkiem pustych trybunach.
Zagłębie Lubin po dwóch ostatnich zwycięstwach z rzędu - w lidze z Wisłą Kraków (2:1) i w Pucharze Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała (4:2 po dogrywce) nie zdołało wywieźć z Gliwic kompletu punktów. W poprzedniej serii gier lubinianie jedynie zremisowali (1:1) z oddalającym się od dna tabeli Piastem. Gospodarze, jako pierwsi objęli prowadzenie, ale już 4. minuty później wyrównującym trafieniem popisał się zawodnik gości Samuel Mraz i to by było na tyle, jeśli chodzi o emocje w niedzielnym starciu.
Podopieczni trenera Martina Seveli grają w tym sezonie w kratkę. W ekstraklasie pogubili punkty z beniaminkami między innymi po porażce z Podbeskidziem (1:2) i remisie ze Stalą Mielec (2:2). Mimo nierównej formy Miedziowi zajmują 6. lokatę w ligowej tabeli i po 12 kolejkach zgromadzili 19 oczek, tracąc do Śląska tylko 1 punkt.
Niewykluczone, że w piątkowym meczu w składzie gospodarzy pojawi się Filip Starzyński, który opuścił 3 ostatnie spotkania z powodu choroby. Pomocnik miałby stać się ponownie motorem napędowym ofensywy zespołu z Lubina, któremu brakuje zdecydowanego lidera w tej formacji. Najskuteczniejszymi strzelcami Zagłębia są obecnie obrońcy: Lorenco Simic (3 bramki), Lubomir Guldan, czy Sasa Balic (po 2 trafienia).
Ostatnie Derby Dolnego Śląska zostały rozegrane na początku marca tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa. Nie był to mecz szczęśliwy dla wrocławian. Podopieczni trenera Lavicki przegrali wówczas 1:3. Ostatni raz Śląsk wygrał w Lubinie ponad… 9 lat temu w sezonie 2011/2012, pokonując Miedziowych aż 5:1.