Co słychać u zgód?




Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych czytelników postanowiliśmy ruszyć z nowym działem i umieszczać cotygodniowo raport z meczów zaprzyjaźnionych klubów. W zeszły weekend w rozgrywkach ekstraklasy Lechia Gdańsk zmierzyła się z Polonią Warszawa, a Wisła Kraków z Arką Gdynia. W pierwszej lidze Motor Lublin grał na wyjeździe z Kmitą Zabierzów. Legnicka Miedź w rozgrywkach 2 ligi grupy zachodniej podejmowała zdegradowane Zagłębie Sosnowiec, natomiast Slezský FC Opava zmierzył się w drugiej lidze czeskiej ze stołeczną Duklą. 
Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 0:0
Piątkowe spotkanie w Gdańsku cieszyło się dużym zainteresowaniem nie tylko kibiców, których przybyło aż 10 tysięcy, ale i samego selekcjonera Reprezentacji Polski, Leo Beenhakkera, który obejrzał mecz osobiście, szukając kandydatów do kadry. Pojedynek lepiej rozpoczął się dla gości którzy z minuty na minutę coraz śmielej atakowali bramkę Mateusza Bąka. Doprowadziło to do sytuacji w której biało-zieloni musieli uciekać się do taktycznych fauli, co zaowocowało kolejnymi nerwowymi sytuacjami pod bramką Lechii wynikającymi z rzutów wolnych. Najbliżej zdobycia bramki był Igor Kozioł, jednak jego strzał głową wybił z linii bramkowej kapitan Lechii, Karol Piątek. Po pewnym czasie jednak Gdańszczanie otrząsneli się i sami zaczeli wyprowadzać groźne akcje. Lechia mogła wyjść na prowadzenie po dwójkowej akcji Andrzeja Rybskiego i Pawła Buzali, jednak sędzia dopatrzył się spalonego przy bramce zdobytej przez tego drugiego. Przed przerwą ładnym strzałem technicznym z rzutu wolnego popisał się Karol Piątek, jednak na posterunku stał Sebastian Przyrowski. Druga połowa spotkania nie obfitowała już w emocje, głównie za sprawą bardzo dokładnej gry w defensywie zawodników Lechii. Groźnie było tylko raz, gdy piłkę wzdłuż linii bramkowej zagrał Piotr Piechniak, jednak na posterunku po raz kolejny stał... Karol Piątek, drugi raz w tym meczu wyręczając swojego bramkarza. Pojedynek dwóch trenerów Zielińskich na remis. Oprócz wspomnianych 10 tysięcy kibiców Lechii mecz obserwowało również 50 fanów z Warszawy. Po tym remisie Gdańszczanie zajmują 10 miejsce w tabeli ze stratą 8 punktów do lidera. Już za 4 dni Lechię czeka wyjazd do Gdyni na derby Trójmiasta, fani biało-zielonych otrzymali na ten mecz 300 wejściówek.

Wisła Kraków - Arka Gdynia 4:0 (2:0)
Spotkanie to było z całą pewnością dla Krakowian ważne z bardzo wielu względów: chęć zmazania plamy po wysokiej porażce przed włąsną publicznością z Lechem Poznań, podbudowanie się psychiczne przed meczem rewanżowym z Tottenhamem, a także szansa na poprawienie swojego miejsca w tabeli i odskoczenie od Arki na 3 punkty. Wszsytkie te zadania podziałały bardzo mobilizująco na piłkarzy Białej Gwiazdy, którzy zupełnie nie dali pograć gościom z nad morza. Wisła uzyskała prowadzenie już w 9 minucie meczu. Po precyzyjnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Tomasa Jirsaka piłkę w bramce głową umieścił Arkadiusz Głowacki. Jako ciekawostkę można nadmienić fakt, że dla kapitana Wisły była to dopiero 5 bramka w karierze, mimo, iż w ekstraklasie występuje już od 13 sezonów! Podwyższenie prowadzenia nastąpiło już 9 minut później, po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Jirsak. Młody Czech był w tym meczu nie do zatrzymania na prawej stronie, zagrał dokładną piłkę do Juniora Diaza, mimo, iż nieczysto uderzył on głową, to do piłki dopadł Paweł Brożek i pewnym strzałem umieścił ją w bramce. Wiślacy mieli jeszcze wiele okazji do podwyższenia, jednak zabrakło im precyzji, wręcz przeciwnie wyglądała gra Arki, która nie oddała ani jednego celnego strzału. W drugiej połowie gra się uspokoiła, jednak dalej przebieg meczu kontrolowali gospodarze. W 70 minucie po dwójkowej akcji duetu Brożej - Baszczyński i strzale tego pierwszego było już 3:0. Wynik ustalił w doliczonym czasie gry Junior Diaz popisując się pięknym strzałem z rzutu wolnego. Spotkanie obserwowało 10 tysięcy miejscowych fanów, kibice gości z powodu problemów organizacyjnych nie przyjechali na ten mecz. Po tym spotkaniu Wisła zrównała się punktami z liderującą Legią Warszawa, w następnej kolejce Krakowian czeka wizyta u outsidera tabeli, Górnika Zabrze.

Kmita Zabierzów - Motor Lublin 0:1
Zawodnicy Motoru zapowiadali przed tym meczem walkę o 3 punkty, jednak zdawali sobie sprawę, że będzie to ciężkie zadanie, Kmita nie stracił bramki od trzech meczów i Lublinianie spodziewali się ciężkiej przeprawy przez defensywę podrakowskiej drużyny. Pierwsza połowa nie była porywającym widowiskiem, bardzo groźnie pod bramką Przemysława Mierzwy zrobiło się w 38 minucie, gdy minął się on z piłką dośrodkowaną przez Makucha, jednak Motor uratował, wybijając piłkę na róg, Artur Bożyk. W odpowiedzi na silny strzał z dystansu zdecydował się Popławski, jednak piłka minęła nieznacznie słupek bramki Kmity. Druga połowa należała do Motoru. Mimo dobrej postawy w spotkaniu, Różalski jednak w końcu skapitulował. Stało się to w 54 minucie, gdy Iwanicki zagrał bardzo dobrą piłkę do Wawrzyńczoka, a ten bez zawahania umieścił ją strzałem tuż przy słupku w siatce gospodarzy. Od tego momentu Motor uspokoił grę i kontrolował wydarzenia na boisku, dodatkowo gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę, gdyż jeden z zawodników Kmity doznał kontuzji, a trener Moskal już wcześniej wykorzystał limit zmian. Wśród około 200 widzów którzy pojawili się na stadionie w Zabierzowie, aż 1/4 stanowili fani Motoru, którzy wspierali swą drużynę w sile 54 fanów. Lublinianie, którzy zgromadzili do tej pory 15 punktów, zajmują 12 miejsce w tabeli i tracą do liderującego Zagłębia 10 oczek.

Miedź Legnica - Zagłębie Sosnowiec 0:0
Na meczu tym stawiła się liczna delegacja fanów z Wrocławia, którzy mogli zobaczyć na boisku kilku byłych zawodników Śląska, w drużynie Miedzi wystąpili: Michał Struzik, Michał Ilków-Gołąb oraz Paweł Woźniak, natomiast w drużynie gości zagrał Adrian Pajączkowski. W pierwszej połowie gra toczyła się głównie w środku boiska, walki nie brakowało, jednak piłkarze obu drużyn nie stworzyli dogodnych sytuacji bramkowych. Po zmianie stron piłkarze Miedzi zaczeli przeważać, dobrą trójkową akcją popisali się Garuch, Ilków-Gołąb i Orłowski, jendak ten ostatni uderzył z około 10 metrów zbyt lekko, by zaskoczyć Macieja Gostomskiego. Gospodarze próbowali również strzałów z dystansu, jednak Ilków-Gołąb minimalnie przestrzelił. Na meczu pojawiło się 1200 misjcowych fanów, których postawę chwalił trener Miedzi, Jarosław Perdyc, jednocześnie narzekając na skuteczność swoich podopiecznych. Podczas meczu trawła akcja zbierania podpisów pod petycją do władz miasta o ratowanie Miedzianki. Niestety Legniczanie nadal okupują dolne rejony tabeli, aktualnie plasując się na 16 miejscu, z dorobkiem 11 punktów, co daje 15 oczek strarty do Gawina Królewska Wola. W następnej kolejce Miedź czeka wyjazd do Torunia.

Dukla Praha - SFC Opava 2:0 (2:0)
Początek sezonu dla braci z Czech nie jest niestety udany. Slezský FC, który miał być kandydatem do awansu, zajmuje po 9 kolejkach dopiero 12 miejsce w tabeli z dorobkiem 10 punktów, tracąc do lidera FC Zenit Čáslav 9 oczek. Mecz z Duklą nie zaczął się dobrze dla gości, praska drużyna cały czas atakowała. Zwieńczeniem dobrej gry gospodarzy była bramka z 19 minuty, gdy Kolomaznik wpuścił w uliczkę Zelenka, a ten bez zawahania umieścił piłkę w siatce. Gospodarze niestety szli za ciosem i nie dawali zawodnikom Opavy przedostać się w okolice pola karnego. Druga bramka padła w 30 minucie, gdy Gedon stojąc na granicy pola karnego otrzymał długie podanie od Kolomaznika i strzałem z pierwszej piłki podwyższył na 2:0. Zawodnicy SFC rzucili się jeszcze do ataku w drugiej połowie, jednak ich akcje nie przyniosły rezultatu i mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy. Na trybunach w Pradze zasiadło około 450 fanów. W zeszłym tygodniu przyszło również Opavianom zmierzyć się w Pucharze Czech z pierwszoligowym Slovanem Liberec, po zaciętej walce w regulaminowym czasie gry padł wynik 2:2, w karnych jednak lepsi okazali się goście, zwyciężając w stosunku 5:3 i to oni awansowali do 4 rundy. W następnej kolejce ligowej do Opavy przyjeżdża lider, FC Zenit Čáslav i miejmy nadzieję, że piłkarze SFC przełamią się i tym zwycięstwem zaczną marsz w górę tabeli.