Co słychać u zgód?

Trzy zaprzyjaźnione kluby rozpoczęły już rundę wiosenną, czas zatem na garść informacji ze zgodowych obozów.

Wisła Kraków: W sobotę na stadion przy ulicy Reymonta przybyła ekipa Polonii Warszawa. Stawką meczu było trzecie miejsce w tabeli, a było także słychać głosy, że jest to spotkanie o posadę trenera Skorży, na którego spadła fala krytyki po remisie w Bytomiu i oddaniu Clebera.


 

Obie drużyny wystąpiły w najsilniejszych składach, zapowiadało to ciekawą walkę wśród padającego deszczu ze śniegiem. W pierwszych minutach wizualną przewagę posiadali piłkarze Białej Gwiazdy, jednak brakowało im dogodnych sytuacji do zmiany rezultatu. Taki stan rzeczy miał miejsce aż do 26 minuty, gdy piłkę po dośrodkowaniu Zieńczuka sprytnym strzałem w długi słupek skierował do siatki Paweł Brożek. Czarne Koszule w zasadzie jedyną groźną akcję w pierwszej częśći spotkania przeprowadziły w 34 minucie, gdy po wrzutce Majewskiego piłkę uderzał głową Ivanovski, jednak pewnie chwycił ją Mariusz Pawełek. Druga połowa rozpoczęła się w spokojnym tempie po części za sprawą pogarszającego się stanu murawy. Poloniści doprowadzili jednak do wyrównania już w 55 minucie, gdy do niewybitej z pola karnego piłki dopadł Adrian Mierzejewski i strzałem przy słupku zmusił Pawełka do kapitulacji. W tej sytuacji trener Skorża zdecydował się wystawić do boju ofensywnie grającego Piotra Ćwielonga. W 67 minucie właśnie ten napastnik padł w polu karnym, jednak sędzia pozostał nie wzruszony. Chwilę później Ćwielong miał kolejną sytuację, jednak jego atomowy strzał wybił na róg Sebastian Przyrowski. Wiślacy szli za ciosem, w 73 minucie Ćwielong z Pawłem Brożkiem serią podań rozbili obronę Polonii, a ten drugi skierował piłkę do siatki. Czarne Koszule chciały za wszelką cenę wywieźć z Krakowa chociaż jeden punkt, jednak ich ataki na nic się nie zdały i Wisła zwyciężyła w tym arcyważnym pojedynku 2:1! Mecz oglądało 12 tysięcy widzów. Po tym spotkaniu Biała Gwiazda awansowała na 3 miejsce w tabeli ze stratą 5 punktów do Lecha. Paweł Brożek natomiast zaliczył trafienia numer 13. i 14. i samodzielnie lideruje klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Za tydzień Wisłę czeka wyprawa do Bełchatowa.

Wisła Kraków - Polonia Warszawa 2:1 (1:0)
Paweł Brożek '27, '73 - Mierzejewski '55


Lechia Gdańsk: Po meczu ze Śląskiem przyszedł w Gdańsku czas na kolejną konfrontację na własnym boisku, tym razem na Wybrzeże przyjechał chorzowski Ruch. Mecz ten był ważny dla obu klubów w kontekście utrzymania w lidze. Tłok w dolnej części tabeli jest bardzo duży i Lechia nie mogła sobie pozwolić na potknięcie na własnym boisku, Niebiescy natomiast znajdują się w dużym kryzysie i z pewnością wierzyli w przełamanie się właśnie w sobotni wieczór. Gdańszczanie od początku ''usiedli'' na Ruchu. Prowadzenie dla Biało-zielonych mógł uzyskać już w 5 minucie Maciej Kowalczyk, jednak padł w polu karnym, a sędzia nie zdecydował się na interwencję. potem kolejne sytuacje marnowali: Hubert Wołąkiewicz, ponownie Kowalczyk i Arkadiusz Mysona. Ruch nastawił się w tym pojedynku na kontrataki, szczególnie groźny udało się przeprowadzić w 26 minucie, jednak strzał Wojciecha Grzyba zablokował dobrze spisujący się tego dnia Paweł Kapsa. W polu karnym Lechii zawrzało ponownie tuż przed przerwą, gdy Krzysztof Nykiel stanął oko w oko z bramkarzem Lechii, jednak jego strzał zdecydowanie minął bramkę. Po zmianie połów obraz gry nie uległ zmianie, Gdańszczanie nadal śmiało atakowali bramkę Pilarza, co przyniosło efekty w 61 minucie, gdy po wrzutce z rzutu wolnego Marcina Kaczmarka, strzałem głową, piłkę do siatki posłał Krzysztof Bąk. Chwilę później mogło być już 2:0, jednak strzał Macieja Kowalczyka wybili obrońcy Niebieskich. Ustalić wynik udało się Biało-zielonym w 81 minucie, gdy po asyście ''Kowala'' piłkę do siatki skierował głową, nie kryjący po meczu wielkiej radości z pierwszego gola w Ekstraklasie, Jakub Kawa. Na meczu było obecnych około 10 tysięcy widzów. Po tym spotkaniu Lechia zajmuje 10 miejsce w tabeli z dorobkiem 22 punktów, takim samym jak Polonia Bytom i Ruch Chorzów. W następnej kolejce Gdańszczan czeka wyjazd na spotkanie z Cracovią, jedną ze słabszych ekip ligi.

Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 2:0 (0:0)
61'Bąk, 82' Kawa


Slezský FC Opava: Piłkarze z Opavy w minioną sobotę zainaugurowali rundę wioseną meczem w Hradcu Králové. Na spotkanie wybrała się dwustuosobowa liczba fanów SFC. Jako pierwsi zaatakowali goście, jednak strzał Zdenka Partyša poszybował wysoko nad bramką FC Hradec Králové. Gospodarze szansę na odpowiedź mieli w 6 minucie, gdy wykonywali rzut wolny z linii pola karnego po faulu Mezlíka. Piłka poszybowała jednak metr nad bramką Otakara Nováka. Kolejna groźna sytuacja w polu karnym Opavy miała miejsce w 14 minucie po dobrej centrze z rzutu rożnego, jednak Novák stał na posterunku. Po tych akcjach ponownie do głosu doszli Żółto-niebiescy. Najbliżej objęcia prowadzenia byli w 31 minucie, jednak sprowadzony zimą Pulkert nie wykorzystał doskonałego podania Barteski i piłka poszybowała wysoko nad bramką FC HK. Po zmianie stron nadal piłkarze SFC grali bardziej ofensywną piłkę i przeważali na boisku, jednak wciąż nie potrafili znaleźć drogi do bramki gospodarzy. Gra wyrównała się dopiero około 69 minucie, gdy rozpoczęła się seria zmarnowanych szans z obu stron boiska. Wynik nie uległ jednak zmianie i Slezsky FC wywiózł z Hradca Králové jeden punkt. Lokalna prasa określiła występ gospodarzy zdaniem ''Mdlý start. Bez výhry a pěkné hry'', tymbardziej szkoda, że Opavianie nie zdołali zwyciężyć i przybliżyć się do czołówki która już trochę uciekła jesienią. Mecz obserwowało 1 500 widzów, w tym wspomniane 200 fanów z Opavy. Po tym spotkaniu drużyna SFC zajmuje 7 miejsce w tabeli z dorobkiem 25 punktów i 10 punktami straty do lidera, Bohemians 1905 Praga. Za tydzień Slezský FC Opava czeka wyjazd na teren wicelidera, Vysočina Jihlava.

FC Hradec Králové - SFC Opava 0:0


W następny weekend startują także rozgrywki niższych lig, obie nasze zgody czekają bardzo ciekawe pojedynki.

Motor Lublin podejmie Stal Stalową Wolę (15 marca, godzina 12:00), jest to bardzo ważny pojedynek w kontekście walki o utrzymanie się w lidze, ponadto szykuje się najazd kibiców gości którzy bardzo się mobilizują na pojedynek z pobliskim rywalem.

Fani Miedzi Legnica natomiast robią pospolite ruszenie w swym mieście w związku z otwarciem po remoncie stadionu przy Orła Białego,a i rywal nie byle jaki, bo Zawisza Bydgoszcz. (14 marca, godzina 14:00)

Wszystkich fanów Śląska którzy nie wybierają się w weekend do Wodzisławia zachęcamy do odwiedzenia któregoś z zaprzyjaźnionych klubów!

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.