Co wy robicie, wrocławską twierdzę niszczycie
Piosenka która znalazła się w tytule tego tekstu została zaśpiewana spontanicznie z trybun wiosną 2008 roku, gdy Śląsk, walczący o awans, przegrał swój pierwszy mecz we Wrocławiu z Kmitą Zabierzów 1:3, a w kolejnym ze Zniczem Pruszków przegrywał 0:3. Co to ma do teraźniejszości? Pozwoliłem sobie nietypowo, bo w systemie wiosna - jesień, zestawić ostatnie 10 lat występów Śląska w związku z tegoroczną, nie najlepszą, nie da się ukryć, postawą naszych piłkarzy na własnym stadionie. W tekście tym podsumuję mecze WKS-u na własnym stadionie w ciągu jednego roku kalendarzowego. Wiosną 2001 roku Śląsk bohatersko bronił się przed spadkiem z ekstraklasy. Czy było to utrzymanie czyste, czy też wspomagane finansowo, nie nam rozstrzygać, historie na ten temat po Wrocławiu krążą jednak do dzisiaj. Śląsk generalnie nie wygrywał u siebie, jednak miał szczęście do czołówki ligi. Jedyne zwycięstwo tej wiosny na Oporowskiej odniósł nad Pogonią Szczecin, która ukończyła sezon na 2 miejscu w tabeli, ponadto zremisował z przyszłym mistrzem - Wisłą i trzecią Legią. Jesień była już dużo lepsza, rozpoczęty sezon 2001/2002 był eksperymentalny ze względu na wprowadzenie podziału na grupy. w pierwszej rundzie Śląsk odniósł na Oporowskiej cztery zwycięstwa, w tym z Legią, późniejszym mistrzem Polski, jednak również cztery razy przegrał, po dogrywce z Legią w Pucharze Polski, Stomilem Olsztyn, Amicą Wronki oraz słynne 0:4 z Pogonią Szczecin. W 2001 roku Śląsk na własnym stadionie rozegrał 18 meczów, 5 razy wygrał (1 raz wiosną, 4 jesienią) , 6 zremisował (4 i 2) i 7 razy przegrał (3 i 4).
Śląsk ostatecznie nie zakwalifikował się do grupy mistrzowskiej i wiosną 2002 roku musiał zmagać się o utrzymanie, celu tego jak wiemy nie osiągnął, żegnając się na kilka lat z ekstraklasą. Walka w grupie spadkowej były katastrofą dla kibiców we Wrocławiu, przy Oporowskiej zobaczyli tylko jedno zwycięstwo ze Stomilem Olsztyn oraz wyszarpnięty w doliczonym czasie remis z KSZO. Oprócz tego Śląsk u siebie przegrywał już wszystko jak leci. Jesienią WKS rozpoczął zmagania w drugiej lidze, pierwsze mecze jeszcze nie zapowiadały katastrofy jaką się ten sezon zakończył. Śląsk aż pięć razy wygrał przy Oporowskiej, tylko raz remisując i zaliczając trzy porażki, w tym dwie dotkliwe, bo derbowe, z Górnikiem Polkowice i Polarem Wrocław. Były to dwa ostatnie mecze rundy na własnym stadionie, co można było odczytywać jako zapowiedź katastrofy. W 2002 roku Śląsk na własnym stadionie rozegrał 15 meczów, wygrywając 6 razy (1 i 5), 2 razy remisując (1 i 1) oraz 7 razy przegrywając (4 i 3).
Wiosną 2003 roku za sprawą pewnego taktyka, a także jego nieporadnych piłkarzy Śląsk zaczął lecieć w dół tabeli. Symbolem upadku WKS-u jest chyba mecz z Arką przegrany 0:5. Potem była jeszcze we Wrocławiu na przykład wysoka wygrana ze Stomilem 4:1, jednak Śląsk przegrał ostatnie 6 meczów żegnając się z centralnym szczeblem rozgrywek. Przy Oporowskiej tryumfowały kolejno: ŁKS, Tłoki Gorzyce i Ceramika Opoczno. W międzyczasie dokonał tego także Polar Wrocław, jednak meczu tego nie wliczam do statystyki, gdyż nominalnie Śląsk był gościem. Jesień już w trzeciej lidze była zupełnie inna, Śląsk był u siebie niepokonany, przyjazd do Wrocławia dla niemalże każdej ekipy wiązał się z porażką, punkt udało się wywieźć zaledwie Polonii Bytom i Promieniowi Żary. W 2003 roku Śląsk grał na własnym stadionie 15 razy. 8 razy wygrał (3 i 5), 3 razy zremisował (1 i 2) oraz 4 razy przegrał (4 i 0).
Jesienią 2004 roku Twierdza Wrocław pozostawała niezdobyta. Jedynym szczęśliwcem w lidze który wywiózł remis z Wrocławia była Walka Makoszowy. Niestety słabsza postawa na wyjazdach nie pozwoliła Śląskowi wygrać ligi, przez co musiał zmierzyć się w barażu z Arką, a mecz ten zakończył się remisem 0:0 i porażką w dwumeczu, przed Śląskiem był kolejny sezon w III lidze. Cel był jeden - awans. Przekładało się to oczywiście na wyniki na własnym boisku. Nikt nie miał prawa narzucić tutaj Śląskowi swojego stylu gry, aż zdarzył się szok dla kibiców nieprzyzwyczajonych do oglądania wrocławian na kolanach. Śląsk przegrał 1:2 z TOR-em Dobrzeń Wielki. Po tym meczu z posadą musiał pożegnać się trener Grzegorz Kowalski i nadeszła era Tarasiewicza. Kilka kolejek wcześniej Śląsk zremisował jeszcze z Ruchem Radzionków. W ostatniej dekadzie był to najlepszy rok dla WKS-u na własnym obiekcie, niestety była to tylko trzecia liga, więc ciężko robić z tego sukces. W 2004 roku Śląsk grał na własnym stadionie 17 razy. Wygrał 13 (7+6), zremisował 3 (1+2) i tylko raz przegrał jesienią 2004 roku.
W 2005 roku jesienią Śląsk nie zachwycał, zdarzały mu się liczne remisy (aż trzy przy Oporowskiej), jednak co najważniejsze nie przegrywał i mógł na koniec sezonu cieszyć się z awansu do drugiej ligi, humorystycznie komentowanego przez starszych kibiców, że za ich czasów to "druga liga - Śląsk Wrocław" śpiewali rywale, żeby obrazić Wojskowych. Jedyna porażka we Wrocławiu to walkower za wbiegnięcie rozradowanych kibiców w meczu z Polonią Słubice. Po awansie przyjazd do Wrocławia też raczej nie należał do najprzyjemniejszych dla rywali. Zwycięstwo przy Oporowskiej odniósł tylko Radomiak Radom. Przed meczem kontuzji doznał Radosław Janukiewicz, etatowy wówczas bramkarz Śląska. Dla niespodziewanie debiutującego Hryńczuka nie był to najlepszy mecz, ponadto nie pomagali mu obrońcy, a także świetnie dysponowany Osipowicz. Napastnik Radomiaka strzelił tego dnia trzy gole, a mecz zakończył się wynikiem 1:3. W 2005 roku Śląsk rozegrał na własnym stadionie 15 meczów. Wygrał 8 (3 i 5), zremisował 5 (3 i 2) a przegrał dwa razy (1 (walkower) i 1).
2006 rok nie był łatwy dla klubu. Przyszły przeróżne problemy organizacyjne, Śląsk musiał przenieść się na Olimpijski za którym piłkarze nie przepadają, a ponadto po meczu z Widzewem musiał grać przy pustych trybunach. W takich właśnie okolicznościach WKS uległ Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie 0:3. Drugą porażką we Wrocławiu był mecz z Górnikiem Polkowice, już przy Oporowskiej, który definitywnie przekreślił szanse Śląska na awans do ekstraklasy, do barażu zabrakło punktu, który Śląsk "stracił" dostając walkowera za występ nieuprawnionego Bugaja w Sosnowcu. Po tym sezonie z klubu odszedł trener Tarasiewicz z praktycznie całym sztabem. Początek kolejnego sezonu Śląsk znowu musiał grać na Olimpijskim, gdzie zremisował z ŁKS-em Łomża. Niedługo potem, już na Oporowskiej przyszła pierwsza i jedyna porażka na własnym boisku, w meczu rozgrywanym bez publiczności Śląsk uległ Zagłębiu Sosnowiec 0:1. W 2006 roku Śląsk grał u siebie 17 meczów, wygrał 9 (5 i 4), zremisował 5 (2 i 3), przegrał 3 (2 i 1).
W 2007 roku Śląsk znowu był niepokonany we Wrocławiu w lidze! Wiosną z Wrocławia punkty wywiozła tylko Polonia Warszawa, gdy Śląsk grał 88 minut w 10 po czerwonej kartce Janukiewicza oraz Jagiellonia Białystok. Sezon ten, w którym Śląsk prowadzili najpierw Lubos Kubik, a następnie Jan Żurek jest generalnie oceniany negatywnie we Wrocławiu, jednak nie da się ukryć, że na własnym boisku Śląsk nie był chłopcem do bicia, a nawet wręcz przeciwnie, bolączką WKS-u było przegrywanie niemalże wszystkich meczów na wyjeździe, co w połączeniu z apetytami na awans i zapowiedziami działaczy i trenerów dało obraz katastrofy. Jesienią sezonu 2007/2008 powraca Tarasiewicz, w klub wchodzi miasto i zaczyna się ciśnienie na awans. Śląsk nie przegrywa u siebie w lidze, jedyna porażka to Puchar Polski z Wisłą, gdzie WKS uległ w karnych bo bohaterskim boju i remisie 2:2. Do tego dochodzi spektakularna wygrana z Motorem 10:1. W 2007 roku Śląsk grał u siebie 19 razy, zwyciężył 13 (7 i 6), zremisował 6 (2 i 3), przegrał jeden raz w PP z Wisłą.
Mimo dobrego początku sezonu w przerwie coś się zaczęło psuć. Atmosfera wokół klubu siadła po pomyśle miasta, aby dokonać fuzji z Groclinem. Runda zaczęła się fatalnie, Śląsk przegrywa w słabym stylu u siebie z Kmitą, następnie w Katowicach i przy Oporowskiej ze Zniczem. Podczas tego ostatniego spotkania piłkarze słuchają gorzkich słów z trybun, między innymi przytoczonej w tytule piosenki. Upomnienie od fanów zadziałało, Śląsk zaczął wygrywać, przy Oporowskiej, remisując tylko pechowo z Odrą Opole i pokazał, że zasługuje na sportowy awans, a nie fuzję. Wrocław znowu ma ekstraklasę. W najwyższej klasie rozgrywkowej Śląsk okazał się rewelacją rozgrywek, wszyscy chwalili drużynę Tarasiewicza, a jej katem przy Oporowskiej okazał się dwukrotnie... niepozorny Piast Gliwice, raz w lidze i raz w Pucharze Ekstraklasy. Śląsk w 2008 roku rozegrał u siebie 20 spotkań, z czego wygrał 14 (6 i 8), zremisował 3 (1 i 2), a przegrał 4 (2 i 2).
2009 rok można uznać za ostatni istnienia Twierdzy Wrocław. Wiosną sezonu 2008/2009 Śląsk przegrał co prawda trzy razy, ale jeden z meczów, z Ruchem w PE, został zweryfikowany jako walkower na korzyść Śląska. Wygrać się udało Polonii Warszawa 1:0, w meczu w którym Łudziński nie strzelił karnego, oraz Lechowi Poznań będącemu wówczas u szczytu formy. Jesień sezonu 2009/2010 nie zapowiadała kryzysu który miał nadejść wkrótce. Na własnym stadionie Śląsk uległ tylko jednej z najsilniejszych ekip ligi, Wiśle Kraków. W 2009 roku WKS u siebie rozegrał 16 meczów, wygrał 9 razy (5 i 4), zremisował 4 (2 i 2), przegrał 3 (2 i 1).
Śląsk mający ciągle opinię solidnego, ekstraklasowego zespołu zaczął w 2010 roku pikować w dół, sezon 2009/2010 zakończył się walką o utrzymanie. Nie można też mówić, by jakikolwiek klub przyjeżdżając na Oporowską musiał się bronić bez myślenia o zwycięstwie. Wiosną Śląsk przy Oporowskiej wygrał tylko jedno spotkanie z Arką. W trakcie tego meczu poleciało wiele gorzkich słów z trybun w stronę piłkarzy, niektórzy z nich się obrazili po tym spotkaniu, jednak dodatkowy motywator zadziałał, Śląsk wygrał jeden, jedyny raz w 2010 roku. Nie można powiedzieć, że Śląsk przegrywał u siebie z chłopcami do bicia ligi, bo uległ Lechowi, Jagiellonii i Lechii, jednak kibice przychodzą, żeby oglądać swoją drużynę w roli zwycięzców, a nie na tarczy, toteż zaledwie remisującą. Jesienią była kontynuacja marazmu. Śląsk nie wygrał ani razu, zremisował tylko z Jagiellonią i Polonią Warszawa po bramce w ostatniej minucie. W międzyczasie odszedł trener Tarasiewicz, a przyszedł Orest Lenczyk który szuka nowych rozwiązań, które miejmy nadzieję niedługo zadziałają i uda mu się wraz z piłkarzami odbudować Twierdzę Wrocław. Pamiętajmy, że przed nami ciężkie zadanie, czyli wypełnienie nowego stadionu przy alei Śląskiej, a tymczasem, póki co, zaczyna powracać problem z zapełnieniem niewielkiego stadionu przy Oporowskiej. Ewentualny spadek na pewno zadania nie ułatwi, a przecież wszystkim nam na sercach leży dobro naszego Śląska. Przed nami mecz z Zagłębiem, piłkarze są świadomi, że muszą ten mecz wygrać, w przeciwnym wypadku usłyszą z całą pewnością nie za przyjemne uwagi pod swoim adresem z trybun. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, i już w sobotę Śląsk się przełamie, jednak w przeciwnym wypadku niech piłkarze się nie obrażają, a wezmą w garść i udowodnią wszystkim, że są warci dopingu i przychodzenia na mecze, bo lepiej jest usłyszeć trochę gorzkich słów w trakcie sezonu, niż na jego koniec słuchać pieśni "Nie płacz o Śląsku mój z żalu co serce rwie..."
W 2010 roku Śląsk grał we Wrocławiu 11 razy, wygrał jeden raz, zremisował czterokrotnie (2 i 2), przegrał 6 razy (3 i 3)...