Czarny tydzień

Najpierw w sobotę z Polonią Warszawa, następnie w środę z Ruchem Chorzów. 2 porażki u siebie w odstępie zaledwie 4 dni to wypadek ostatnio notowany w historii Śląska prawie 12 lat temu. Tylko raz wpadki na własnym stadionie dzieliły zaledwie 3 doby.
Łukasz Trałka oraz Marcin Zając zapewnili swoim zespołom zwycięstwa na stadionie przy ul. Oporowskiej. Od sukcesu „Czarnych Koszul” do triumfu „Niebieskich” upłynęło zaledwie niespełna 100 godzin. Taki czarny tydzień wrocławscy kibice przeżyli poprzednio we wrześniu 1997 r., kiedy to podopieczni Jerzego Kasalika ulegli w II lidze Górnikowi Konin (1:2), a zaledwie 3 dni później w Pucharze Polski klubowi o tej samej nazwie, ale z siedzibą w Zabrzu (0:1). Nigdy wcześniej WKS nie przegrał 2 meczów przed własną publicznością w przeciągu jedynie 72 godzin.


 

„Tradycja” przegrywania kolejnych gier w roli gospodarza jest jednak we wrocławskim klubie bardzo długa. Już pierwszy przypadek, kiedy terminarz nakazał „Wojskowym” zorganizować spotkania w następujących po sobie kolejkach, zakończył się dla nich fatalnie. Jesienią 1948 r. Pionier uległ Włókniarzowi Wałbrzych (4:5) i Bielawiance (1:2).
„Wyczyn” ten wrocławianie powtórzyli na szczeblu centralnym już w pierwszym dwumeczu u siebie. Wiosną 1951 r. nie sprostali Szombierkom Bytom (0:5) i Górnikowi Zabrze (0:2). Wkrótce jednak wrocławska twierdza została odbudowana i gościom coraz ciężej było o zwycięstwa.
Wyjątek stanowi rok 1962, gdy Śląsk przegrał na zakończenie sezonu z Pogonią Szczecin (1:3) oraz na rozpoczęcie następnego z Karpatami Krosno (0:1), ale te pojedynki dzieliła blisko dwumiesięczna przerwa letnia. Dopiero po awansie do ekstraklasy przyjezdnym udało się pod rząd zdobyć Wrocław. Na inaugurację wiosny 1965 r. wygrali tu zabrzanie w ćwierćfinale pucharu (3:1), a tydzień po nich już w lidze Szombierki (4:1).
Fatalny pod tym względem okazał się sezon 1968/69, w którym WKS po raz pierwszy opuścił ekstraklasę. W rundzie jesiennej na Stadionie Olimpijskim zwyciężali w odstępie tygodnia piłkarze Zagłębie Wałbrzych (1:0) i Wisły Kraków (3:2). Jeszcze gorzej było w rewanżach. W ciągu 2 tygodni Śląsk rozegrał 3 mecze na własnych śmieciach i wszystkie przegrał nie strzelając nawet gola! Naszymi pogromcami byli kolejno: Odra Opole (1:0), Ruch Chorzów (2:0) i Legia Warszawa (4:0).
Za czasów trenera Władysława I Żmudy jedynie na przełomie 2 sezonów udało się gościom dwukrotnie z rzędu zdobyć Wrocław. W obu przypadkach przyjezdni wygrywali 2:1, a byli to Pogoń Szczecin i Stal Mielec w 1974 r. Co ciekawe te mecze dzieliło zaledwie 10 dni, bo 3 serie spotkań kończących rozgrywki przełożono na okres po mistrzostwach świata.
Dopiero 14 lat później Śląsk znów przegrał 2 kolejne pojedynki, które rozgrywał jako gospodarz. Na zakończenie jesieni 1988 r. tymczasowy duet trenerski Werner Peterek i Ryszard Urbanek prowadzili wrocławską jedenastkę m. in. w spotkaniach z Widzewem Łódź (0:2) i pucharowym rewanżu ćwierćfinałów z Katowicami (1:2).
Wreszcie spadający po 20 latach z ekstraklasy WKS poległ na stadionie przy ul. Oporowskiej Widzewowi (1:3) i zabrzanom (0:2) w czerwcu 1993 r. Podobnie jak obecnie w przeciągu 4 dni. Warto zauważyć, że ten najsłynniejszy z Górników aż czterokrotnie uczestniczył w tych historiach. Oby ich było jak najmniej.
Filip Podolski

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.