Droga na skróty nie istnieje (FELIETON)
fot.: Paweł Kot
Runda jesienna, po dobrze zapowiadającym się lecie, okazała się historią rozczarowania, goryczy i frustracji. Jeżeli przed tym sezonem zakładano, że kadra jest szeroka i gwarantująca odpowiednią jakość do gry, to krótko mówiąc, było zupełnie inaczej i kolejne tygodnie to tylko potwierdzają.
Nie zmienia to jednak faktu, że to po prostu kolejny zbiór doświadczeń i wiedzy dla osób prowadzących klub. Z uśmiechem pełnym ironii podchodzę do wypowiedzi, które określają obecnych decydentów jako nieznających się na swojej pracy, a już takie głosy się pojawiają. Niektórzy chyba zapomnieli, w jakiej sytuacji przejmowali Śląsk. W niedawnym tekście o Janie Urbanie moja puenta o wejściu w nowy etap spotkała się z zaskoczeniem, więc czas na małą podróż w czasie.
VACKI, RIEDERY I INNE BAJERY
Ostatnie okienko transferowe przed zmianą warty oznaczało transfery m.in. Jakuba Koseckiego, Marcina Robaka czy Bobana Jovicia. Oczywiście, część transferów była udana, część mniej, ale ostatecznie kadra zbudowana wtedy jeszcze przez Adama Matyska nie była perspektywiczna oraz zdolna do postawienia kroku w górę tabeli, wyrwania się z przeciętności. Natomiast pierwszy - zimowy - ruch nowego dyrektora sportowego nie był porywający, ale okazał się ważnym uzupełnieniem na resztę sezonu - był to Mateusz Cholewiak.
Jak się później okazało, był on przykładem strategii transferowej realizowanej przez nowe władze Śląska. WKS stał się jednym z czołowych zespołów, co chodzi o selekcję piłkarzy z I i II ligi. Z tego poziomu rozgrywkowego sprowadzeni zostali choćby Jakub Łabojko, Mateusz Radecki czy Damian Gąska. Z Legii latem dołączył Łukasz Broź, a zimą Mateusz Hołownia oraz Krzysztof Mączyński.
Mniej korzystne okazały się transfery zagraniczne, gdzie Lubambo Musonda czy Farshad Ahmadzadeh nigdy nie spełnili oczekiwań, a także ciążyli jeszcze gracze pozostawieni w spadku, co skończyło się walką o utrzymanie, szczęśliwie zakończoną już pod wodzą Vitezslava Lavicki.
KROK W GÓRĘ TABELI
Kolejne okienko to sprowadzenie przede wszystkim Przemysława Płachety, który pozwolił zabezpieczyć pozycję młodzieżowca w zespole, a z czasem przynieść duży zysk z transferu. To było chyba najlepsze okienko w wykonaniu obecnych władz, z I ligi wtedy dołączył także Patryk Janasik, a z zagranicy byli to choćby Dino Stiglec, Israel Puerto czy Erik Exposito. Te transfery w długim terminie były bardzo ważne dla wrocławian, a podparte były kolejnymi zimowymi ruchami, jak pozyskanie Marka Tamasa czy Guillermo Cotugno.
Przy tym wszystkim nie można przemilczeć wpadek i rozczarowań, jakimi były umowy dla Diego Zivulicia, Filipa Markovicia czy Macieja Wilusza. Te jednak nie powinny podważać pozytywnej oceny, jaka się należy za dotychczasową pracę. Niemożliwym jest mieć 100% udanych ruchów na rynku transferowym. Tak czy inaczej zarządzający Śląskiem przejmowali drużynę miotającą się w przeciętności, bez strategii i pomysłu, bez potencjału sprzedażowego - ogółem bez przyszłości. Przemiana nie była łatwa, ale stopniowo realizowana pozwoliła ugruntować pozycję w górnej części i zmienić profil klubu.
STEP BY STEP
Dziś Śląsk stał się klubem ponownie interesującym, atrakcyjnym miejscem do pracy i do gry. Z ligowej piwnicy, w której przeciętni ligowcy mogli przeczekać na lepsze oferty, ewoluował w drużynę z ambicjami i oczekiwaniami. Te czasem nie zostaną spełnione, ale mam nadzieję, że zdanie malkontentów nie będzie wpływało na przyjętą strategię. Teraz mieliśmy lato transferów zagranicznych, które nadal mogą wypalić, za rok pewnie znów będziemy świadkami poszukiwania piłkarzy w Polsce. Taki system obserwujemy już od 4 lat i za wiele nie powinno się zmieniać.
Tak czy inaczej, tylko w bajce mogła się wydarzyć historia, gdzie Śląsk po awansie od pucharów robi awans, walczy o kolejne sukcesy na krajowym podwórku. Ligowa rzeczywistość jest szara, przesycona brutalnym realizmem, w który wpisane jest złe oszacowanie potencjału, czasem słabszy wynik niż oczekiwania. Taki okres trzeba przetrwać z zaufaniem, że osoby, które dźwignęły ten klub mają pomysł na kolejne kroki wzwyż. Stopniowy wzrost cały czas ma miejsce i niezależnie od wyniku na koniec jesieni nie warto bić na alarm.