Dwugłos trenerski

Prezentujemy dwugłos trenerów po meczu Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów.


 

Waldemar Fornalik (trener Ruchu Chorzów): Przyjmujemy dzisiejszy wynik z pokorą. Punkt zdobyty ze Śląskiego na jego stadionie to dobry wynik. Moim zdaniem, byliśmy odrobinę bliżej wygranej niż Śląsk. Mogę być zadowolony z solidnego meczu. Chcieliśmy to spotkanie wygrać, mieliśmy dobre okazje na zdobycie i gola i szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy. Tak to jest - raz zawodnicy zapewniają zwycięstwo, a raz nie. Ale moi piłkarze zagrali dziś mądrze, pokazali dobrą piłkę i jestem z nich zadowolony.

Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska Wrocław): Dzisiaj pokazaliśmy charakter i to było widać na boisku. Z Ruchem rzuciliśmy na szalę wszystko, co mieliśmy jeśli chodzi o motorykę. Teraz musimy pomyśleć, jak szybko zregenerować siły, bo przecież mamy też w nogach 120 minut w meczu z Dolcanem. Ruch zagrał dziś dobre, a może nawet bardzo dobre zawody. To przecież zespół z czuba tabeli. Chcieliśmy ograniczyć ataki chorzowian i można powiedzieć, że to nam się udało. Mieliśmy swoje okazje na strzelenie gola, Ruch też, ale nikomu nie udało się sforsować obrony rywala. Wielkie słowa uznania dla moich piłkarzy.

Pytania do Tarasiewicza od dziennikarzy:
Tadeusz Socha zagrał dziś dobry mecz. Często brał udział w akcjach ofensywnych. Czy przed meczem kazał mu Pan tak aktywnie pracować na połowie rywala?
Zawsze boczny obrońca, jeżeli ma możliwość, powinien prowadzić grę. Dzisiaj były okazje, Amir Spahić i Tadeusz Socha podłączali się do akcji ofensywnych. To nie była zmiana taktyki. Przed meczem kazałem bocznym pomocnikom schodzić do środka, dzięki czemu i Socha, i Spahić mieli miejsce na to, by zaatakować przy na flankach.
Jak Pan oceni występ Bartosza Kaśnikowskiego?
Nie chcę oceniać jego postawy. Powiem tak: znam jego walory i cieszę się, bo mam w składzie kolejnego utalentowanego zawodnika.
Czy taką taktykę, jak w dzisiejszym meczu, będzie Pan stosował też, gdy wróci do gry Janusz Gancarczyk?
To zależy. Gdy miałem do dyspozycji Gancarczyków, wtedy przeciwnik ustawiał się pod nas, grał szeroko. Zresztą, taktyka do tylko połowa sukcesu. Solą piłki są pojedynki jeden na jeden i musimy wygrywać ich więcej. Bo w polskiej Ekstraklasie nie ma co liczyć na to, że rozklepie się przeciwnika w 6-7 podań. Gdy rywal się broni, wtedy trzeba radzić sobie w sytuacjach jeden na jeden.
Kiedy wróci do gry Krzysztof Wołczek?
Na pewno nie na kolejny mecz z Wisłą.
Jak Pan ocenia postawę Sebastiana Mili?
„Milowy” zagrał na tyle, na ile mógł. Zaliczył cały mecz z Dolcanem, a dziś wytrwał prawie do końcowego gwizdka. Na pewno nie jest to tyle, co oczekujemy, ale optymizmem napawa to, że forma Sebastiana rośnie. Z kolei Łukasz Madej odstaje motorycznie. Najbliższe trzy tygodnie będą dla niego decydujące.
Przed Śląskiem seria bardzo trudnych spotkań. Sądzi Pan, że po nich okaże się, o co będziecie grać w dalszej części sezonu?
Nie sądzę. Nie zakładaliśmy, że będziemy walczyć o puchary, że jesteśmy jednym z faworytów w tej walce. To nie jest minimalizm, czy asekuracja z mojej strony. Poza tym liga jest tak wyrównana, że 2-3 zwycięstwa z rzędu mogą zupełnie zmienić sytuację w tabeli.
Nie boi się Pan, że kolejne mecze zakończą się serią remisów i to źle wpłynie na zawodników?
Wolę osobiście mieć mniej punktów i być regularnym. Co to za zespół, który ma na 10 meczów 5 zwycięstw i 5 porażek? To nie świadczy dobrze o zespole. To by świadczyło o całkowitej partyzantce i dezorganizacji drużyny. Świadomość zespołu, że nie przegrywa kolejnego meczu, dobrze wpływa na ich pewność siebie. A takie odbijanie się od zwycięstwa do klapsa w postaci porażki – to nie jest piłka nożna.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.