Euforia i zaduma
Po informacji o tym, że kibice rozmawiali ze Zbigniewem Drzymała i osiągnięto nić porozumienia, w pierwszej chwili można poczuć wielką radość. Jeśli biznesmen uwzględni postulaty kibiców odnoszące się do kontynuacji historii klubu i rezygnacji ze startu w Pucharze UEFA, oznaczać będzie to, że wreszcie Drzymała dostrzegł, że nie można lekceważyć głosu części fanów i choć wydawało się to niemożliwe, to jest gotów na ustępstwa i kompromis, tak by zadowolić większość. Czy operacja „fuzja” zakończy się takim happy endem? Zależy jak do tego stanowiska odniesie się Prezydent Dutkiewicz, Rada Miasta i inne siły polityczne.
Po chwili euforii przychodzi jednak moment zadumy i refleksji… Można zadać sobie pytanie: Po co właściwie Śląskowi potrzebny jest Drzymała? Pytanie dość kontrowersyjne, ale czy nie warto się nad tym głębiej zastanowić? Nadal nie znamy szczegółów planowanej fuzji, a sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Jednak w związku z planowanym połączeniem przewija się kilka aspektów, o których warto mówić.
1. Po co płacić za ośrodek w Grodzisku Wielkopolskim? Czy nie lepiej budować odpowiednie zaplecze we Wrocławiu?
2. Po co Śląskowi tabun zawodników Dyskobolii (bez tych najlepszych, którzy odejdą jeśli WKS nie będzie grać w pucharach)? Czy nie lepiej uzupełnić skład 5-6 zawodnikami, którzy w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny zasililiby drużynę, przy okazji unikając całego zamieszania związanego ze zmianą otoczenia i aklimatyzacją?
3. Czy nie szkoda rezygnować z trenera Ryszarda Tarasiewicza, który jest ikoną Śląska i osiągnął z tym zespołem sukces, a z zawodników potrafi wykrzesać maksimum?
4. Dlaczego miasto ma de facto zapłacić Drzymale za wejście do Śląska 20 milionów złotych? Za takie pieniądze można sprowadzić solidnych zawodników i zbudować spory budżet.
Oczywiście nie wiadomo, czy plany fuzji obejmują te elementy, ale skoro nikt nie informuje o oficjalnych zamiarach, trzeba opierać się na przeróżnych przeciekach.
Nie można jednak nie dostrzegać pozytywów, na czele z profesjonalizmem organizacyjnym, który gwarantuje biznesmen, a także to, ze przy poszukiwaniu nowych sponsorów byłby on gwarantem solidności. I choć z jednej strony ośrodek w Grodzisku jest tutaj niejako kamieniem u nogi, to każdy przyzna, że jeśli byłby on umiarkowanie wykorzystywany przez drużynę (a nie prawie zawsze), byłoby to z pożytkiem. Takich warunków do treningu i odnowy biologicznej we Wrocławiu nie ma, ale miasto powinno zagwarantować, że wkrótce takie będą! Podobnie wygląda także sprawa z grodziskimi piłkarzami, którzy gwarantują solidny poziom, ale czy szybko wszyscy zdołają odnaleźć się w nowej sytuacji?
Wracając do kontrowersyjnych pytań, na koniec warto się zastanowić: Czy nie lepszym sposobem spożytkowania tych milionów złotych (wynikających z tego, że Groclin jest obecnie dużo wyżej wyceniany od Śląska), o których się mówi, byłoby gdyby miasto przeznaczyło środki na wzmocnienie obecnej drużyny, która budowana byłaby w sposób ewolucyjny przez trenera Tarasiewicza, jednocześnie poszukując sponsorów i inwestorów klubu (o co dużo łatwiej w ekstraklasie), a na potrzeby zespołu zbudowane byłoby odpowiednie zaplecze we Wrocławiu?