EURO: Najlepszy dzień w historii turnieju? (DZIEŃ NA EURO)

EURO: Najlepszy dzień w historii turnieju? (DZIEŃ NA EURO)

fot.: UEFA

90 minut odtworzone wzorcowo. Dwa scenariusze, które przebiegały podobnie, ale zakończyły się zupełnie inaczej. W jednym wicemistrz świata odpada z faworytem pomimo fantastycznego pościgu i walki. W drugim mistrzowie świata odpadają po karnych z reprezentacją, która przełamuje swoje fatum. To był dzień z gatunku tych, o których się wnukom przy kominku opowiada.



 

29 czerwca

1/8 finału

Chorwacja 3:5 Hiszpania

Pedri 20' (OG), Orsić 85', Pasalić 92' - Sarabia 38', Azpiliqueta 57', Torres 76', Morata 100', Oyarzabal 103'

Kto mógł się spodziewać, że tak wyjątkowe spotkanie czeka kibiców na Parken. Ale przecież patrząc wstecz, to właśnie na tym obiekcie miały miejsce tak emocjonalne monenty. W 1/8 finału wypełniony do granic stadion ugościł fanów futbolu na najwyższym poziomie. Choć początek był odbiegający od klasyki, bo Pedri z Unai Simónem odtworzyli akcję duetu Boruc-Żewłakow z Belfastu i wyprowadzili Vatreni na prowadzenie, to dalsza faza meczu należała do drużyny z półwyspu Iberyjskiego. Jeszcze przed przerwą wyrównanie dał Sarabia, a na początku drugiej połowy świetnie dośrodkowanie zamknął Azpilicueta i strzałem głową pokonał Livakovicia. Gdy w 76 minucie Ferran Torres podwyższył prowadzenie na 3:1, można było się spodziewać, że to już koniec. Ale Chorwaci pokazali "słynny" bałkański charakter i też trzeba oddać honor selekcjonerowi Daliciowi. To wprowadzeni przez niego Orsić i Pasalić zamknęli akcje, które tuż przed końcem regulaminowego czasu gry dały remis i dogrywkę.

W dodatkowych 30 minutach wydawało się, że Chorwacja będzie walczyła o pełną pulę, ale Hiszpanie wykorzystali tworzące się przestrzenie i tak, jak Alvaro Morata strzelił na 4:3, tak stało się jasne, że Ogniści muszą już zaryzykować wszystkim, co mają. A to była woda na młyn dla drużyny Luisa Enrique. Kolejne kontry wyprowadzali raz za razem i tylko ich nieskuteczność jest winna temu, że bramka Oyarzabala była ostatnią tego popołudnia na Parken.

Francja 3:3 (RK: 4:5) Szwajcaria

Benzema 57', 59', Pogba 75' - Seferović 15' 81', Gavranović 90'

Faworyt był tylko jeden w tym pojedynku. Mistrzowie świata celowali w identyczny sukces na Starym Kontynencie, a regularnie rozczarowująca Szwajcaria miała być tylko kolejnym krokiem w drodze do celu. Jakże mylny był to ogląd. Szybko strzelona bramka po wrzutce ze skrzydła była tylko motorem napędzającym świetnie funkcjonujących dziś Helwetów. Choć to Les Bleus chcieli kontrolować tempo gry, to drużyna selekcjonera Petkovicia wyprowadzała kolejne groźneakcje. I to oni byli bliżej podwyższenia prowadzenia, gdy argentyński sędzia podyktował rzut karny. Jednak Ricardo Rodriguez został zatrzymany w świetnym stylu przez Hugo Llorisa i chwilę później swój potencjał pokazała machina ofensywna Didiera Deschampsa. Najpierw świetnym przyjęciem i wykończeniem popisał się Karim Benzema, by po dwóch minutach głową do bramki skierować piłkę odbitą przez Sommera po strzale Griezmanna. Kwadrans przed końcem spotkania Paul Pogba nawiązał do czasów, gdy jego gwiazda dopiero rozbłysła w Juventusie, kiedy to popisywał się strzałami z dystansu. Fenomenalnie przymierzył z dystansu, Sommer był bez szans. I analogicznie, jak w meczu rozgrywanym o 18, przeciwnicy skazywani na porażkę walczyli do końca i do prowadzili do remisu. Znów swoją wyższość w pojedynkach powietrznych udowodnił Seferović, który wlał nadzieję w serca Szwajcarów. Tuż przed końcem spotkania zwodem i strzałem sprzed pola karnego zaskoczył wszystkich Gavranović, niczym Robert Pich z Podbeskidziem, dał remis i dogrywkę.

Na tym etapie było widoczne ogromne zmęczenie piłkarzy obu drużyn. Brakowało dokładności w rozegraniu, w oczy rzucał się zupełny brak pressingu oraz rozgrywane niejednokrotnie w tempie spacerowym akcje. I choć były pojedyncze sytuacje, to ostatecznie 30 minut dogrywki upłynęło bez bramek i o wszystkim zadecydowały rzuty karne. Te otwierała reprezentacja Szwajcarii i była bezbłędna. Do piątej serii wszyscy wykorzystali swoje jedenastki, choć raz Hugo Lloris był bardzo blisko powtórzenia wyczynu z początku drugiej połowy. Jednak zabrało jego dobrej interwencji oraz chłodnej głowy Kyliana M'Bappe. Uderzył na dobrej wysokości dla Sommera, a ten dobrze wyczuł kierunek i swoją paradą na linii wprowadził niespodziewanie dla wszystkich Szwajcarię do ćwierćfinałów.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.