EURO: Plusy i minusy meczu Polska - Słowacja
fot.: Marcin Polański
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po wczorajszym spotkaniu Polska - Słowacja na EURO 2020? Zapraszamy na specjalną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu biało-czerwonych.
PLUS MECZU
Pierwszy kwadrans po przerwie
Mając świadomość końcowego rezultatu, to już gorzkie pocieszenie, wejście Polaków w druga połowę poniedziałkowego meczu mogło jednak stanowić powód do satysfakcji. Po zupełnie nieudanej pierwszej połowie, zawodnicy Paulo Sousy na drugą odsłonę wyszli ze zdecydowanie lepszym nastawieniem i już po trzydziestu sekundach doprowadzili do wyrównania. Co ważne, biało-czerwoni po bramce Karola Linettego nie zamierzali odpuszczać i szukali kolejnych szans, sam zawodnik Torino po chwili mógł już zresztą cieszyć się z dubletu. Istniała nadzieja, że udany kwadrans przerodzi się w udaną całą drugą połowę, podobne plany zniweczył jednak w Sankt Petersburgu Grzegorz Krychowiak.
MINUSY MECZU
Grzegorz Krychowiak
Dziś już można się tylko gorzko uśmiechnąć na wspomnienie znakomitych w jego wykonaniu mistrzostw Europy 2016, które zaowocowały wartym prawie 30 milionów euro transferem z Sevilli do PSG. Krychowiak w poniedziałek zamiast doświadczenia i rutyny w środku pola, fundował swoim kolegom nerwówkę, a przede wszystkim złe decyzje, które ostatecznie po godzinie gry przyniosły opłakane skutki. Zawodnik Łokomotiwu Moskwa w zupełnie nieodpowiedzialny sposób zarobił dwie żółte kartki po faulach w środku pola, osłabił swój zespół, a gdy niedługo po jego zejściu na tablicy zaświecił się wynik 1:2, gołym okiem było widać, że z Polaków zeszło powietrze.
Robert Lewandowski
Gdyby nie umiejętne zgranie piłki na strzał rezerwowego Karola Świderskiego w samej końcówce, można by się było nie zorientować, że kapitan reprezentacji Polski w tym meczu w ogóle był na boisku. Pytanie o to, czy EURO 2020 będzie wielką imprezą na której Lewandowski wreszcie odpali stanowiło jedną z największych zagadek turnieju (między innymi nad tym zastanawialiśmy się w redakcyjnym gronie TUTAJ). Słowacy mieli swój plan na pierwszy mecz turnieju, a jednym z jego głównych założeń, czego nie ukrywali w pomeczowych wypowiedziach, była neutralizacja Lewandowskiego. Patent do podesłania przez Pekarika i Dudę kolegom-rywalom Bayernu z Bundesligi, bo wychodziło im to z dużą łatwością.
WYDARZENIE MECZU
I znowu to samo…
Kolejny turniej, na który jechaliśmy z wielkimi oczekiwaniami, kolejny raz dobiegł dla nas końca praktycznie tuż po tym, jak się zaczął. Oczywiście, można wmawiać samemu sobie, że w sobotniej konfrontacji z Hiszpanią w Sewilli wcale nie musi skończyć się wielkim nieszczęściem, konia z rzędem temu, kto jednak tak naprawdę w to wierzy. Poniedziałkowa porażka boli tym bardziej, że Słowacja nie powinna być rywalem nie do ugryzienia, a nawet pomimo dwóch kwadransów w liczebnym osłabieniu, mogliśmy być zdecydowanie groźniejsi dla bramki Martina Dubravki. Prezes PZPN Zbigniew Boniek w styczniu postawił wszystko na jedną kartę zatrudniając Paulo Sousę w miejsce Jerzego Brzęczka, dziś niedużym ryzykiem jest jednak ocena, że zwyczajnie przeszarżował.