Finał pod znakiem karnych?

Finał Pucharu Ekstraklasy będzie pod pewnym względem pojedynkiem dwóch wyjątkowych drużyn. Zarówno piłkarze Śląska, jak i Odry Wodzisław wsławili się w obecnym sezonie niską skutecznością w strzałach z rzutów karnych. A przecież, gdyby mecz zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym, to o zwycięstwie zadecydują rzuty karne.
W przypadku wrocławian wszystko zaczęło się jeszcze w rundzie jesiennej. W inauguracyjnym spotkaniu z Lechią Gdańsk do rzutu karnego, po faulu na Januszu Gancarczyku, podszedł Vuk Sotirović. Strzał serbskiego napastnika trafił jednak w poprzeczkę, a chwilę po tym zdarzeniu gdańszczanie strzelili wyrównującą bramkę. Sotirović od tego czasu deklaruje, że z jedenastek się wyleczył. Kolejne mecze nie zapowiadały jednak wiosennej katastrofy. We wrześniowym spotkaniu Pucharu Ekstraklasy Cracovia - Śląsk dającą zwycięstwo jedenastkę wykorzystał Tomasz Szewczuk. Miesiąc później w Białymstoku z pokonaniem Piotra Lecha problemów nie miał również Sebastian Mila. Udanie rundę zakończył Sebastian Dudek, wykorzystując karnego zarówno w meczu z ŁKS-em, jak i Ruchem. Kryzys zaczął się dopiero wiosną.


 

W spotkaniu z Polonią Bytom, już przy prowadzeniu 3:0, sędzia wskazał na wapno po faulu na Januszu Gancarczyku. Do piłki podszedł Sebastian Mila, jednak jego strzał minął słupek bramki gości. Sprawa była jednak bagatelizowana ze względu na wynik, mimo to Roger póki co w tym sezonie nie podszedł do rzutu karnego. W następnym spotkaniu we Wrocławiu z warszawską Polonią przy stanie 0:1 do karnego podszedł Przemysław Łudziński, jednak podobnie jak Sebastian Mila, nie trafił w bramkę. Jako ciekawostkę można podać, że oba strzały były wykonywane w stronę bramki, za którą znajduje się sektor dla kibiców zespołu gości. Dziewięć dni później Śląsk pojechał do Chorzowa na spotkanie z Ruchem w ramach ćwierćfinału Pucharu Ekstraklasy. W 85 minucie szansę na podwyższenie wyniku oraz zdobycie swej 50 bramki w barwach WKS-u dostał Krzysztof Ulatowski. Jednak po jego słabym strzale piłkę złapał bramkarz Niebieskich. Po meczu Oko deklarował, że gdyby na boisku był Sebastian Dudek, to on by strzelał karnego. Wśród kibiców panowało już pewne poirytowanie, gdyż niecodziennie zdarza się zmarnować trzy karne z rzędu. Szansę na pokazanie, że faktycznie nie ma problemu z jedenastkami Sebastian Dudek dostał podczas spotkania w Gdyni. Był to dramatyczny moment dla fanów Śląska, pamiętających ostatnie wyczyny swoich zawodników, jednak Dudi strzelił pewnie i tym samym przerwał niechlubną wiosenną serię.

Należy jednak pamiętać, że w razie remisu o tym kto zdobędzie puchar zadecyduje seria rzutów karnych, do której potrzeba przynajmniej pięciu egzekutorów. Czy do piłki podeszliby niedawni pechowcy, czy też może inni zawodnicy?

Na szczęście Odra ma podobne problemy. Mimo, iż w spotkaniu czwartej kolejki z Ruchem Chorzów, Sławomir Szary pewnie egzekwował rzut karny, to później nie było już tak różowo. W listopadowym meczu na własnym terenie z Arką Gdynia ten sam zawodnik pomylił się, przez co padł rezultat 0:0. Po raz kolejny sędzia wskazał na wapno w spotkaniu ze... Śląskiem. Do piłki w 81 minucie podszedł kapitan drużyny Jan Woś, jednak jego intencje wyczuł Wojtek Kaczmarek. Odra po raz kolejny straciła niemal pewne 3 punkty. Podobna sytuacja miała miejsce w meczu z Polonią Warszawa, przy stanie 1:1 w 90 minucie pomylił się Maciej Małkowski. Nieco lepiej wodzisławianom szło strzelanie rzutów karnych w PE, a konkretnie w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym w Gliwicach. Najpierw Jacek Kowalczyk zdobył z 11 metrów bramkę, a że mecz zakończył się wynikiem 2:2, tak samo jak pierwsze spotkanie, to o awansie do półfinału zadecydowała seria rzutów karnych, wygrana przez gości 4:2. Do piłki podchodzili kolejno: Kowalczyk, Dudek, Małkowski i Szary.
Przewagą Śląska jest z całą pewnością komfort psychiczny związany z niedawnym przerwaniem pechowej serii oraz Wojciech Kaczmarek, który obronił karnego na stadionie w Wodzisławiu. Na Odrze natomiast nadal ciąży klątwa, która lubi paraliżować głowy i nogi zawodników w decydujących momentach ligowych meczów na własnym stadionie. Z drugiej strony jest to mecz Pucharu Ekstraklasy, a w tymże pucharze piłkarze Odry w jednym ćwierćfinale aż pięciokrotnie strzelali bezbłędnie.
Jak będzie w finale i czy konieczne będzie egzekwowanie rzutów karnych? Przekonamy się już w najbliższą środę w Wodzisławiu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.