Gikiewicz: Wrociłem i robię swoje


Powrócił na ligowe boiska po 164 dniach i od razu trafił do bramki rywali. Łukasz Gikiewicz wszedł na boisko w 74. minucie, zmieniając Cristiana Diaza i już trzy minuty później zdobył gola, podwyższając wynik na 3:0. Długo nie grałeś, dzisiaj pierwszy twój mecz po kontuzji i od razu gol...
Tak pół żartem, pół serio można powiedzieć, że utrzymuję formę – dwa mecze i dwie bramki. Przed kontuzją strzeliłem i teraz również. Bardzo się cieszę, ale ten gol to zasługa chyba Łukasza Madeja, który kapitalnie mi podał. Ciężko pracowałem przez ostatnie pięć miesięcy i coś samemu sobie udowodniłem, ta rehabilitacja nie była łatwa.
Zgolisz teraz brodę?
Tak, tak, maszynka jest przygotowana w szatni i będzie golenie. Już koledzy mówili mi, że wyglądam jak… nie mogę powiedzieć. Wszyscy się zatem cieszą, że broda zniknie.
Pozycja lidera utrzymana, ale co najważniejsze wszystkie mecze z tymi najlepszymi wygrywacie.
Już trener przed meczem uczulał nas, że Polonia co roku stawiana jest w roli faworyta do mistrzostwa. My udowodniliśmy dzisiaj, że wygrana z Lechem nie była przypadkiem. Dzisiaj dołożyliśmy jeszcze jednego gola i wygraliśmy 4:0.
Gorszy mecz dziś zagrał Diaz, ty strzeliłeś gola…
Nie, Cristian zagrał dzisiaj dobre spotkanie. Ciężko grało się z Polonią. Nawet przy wyniku 2:0 te pierwsze 10 minut drugiej połowy goście mocno naciskali. Nie chcę oceniać napastników. Wracam na boisko i po prostu robię swoje.