GKS Bełchatów za mocny dla Śląska


Może to bełchatowskie powietrze tak wpłynęło na piłkarzy Śląska. Może zimna, deszczowa pogoda, która odebrała im ochotę do gry. A może to, że gracze GKS Bełchatów byli po prostu lepsi? Trudno wyrokować. Pewne jest tylko, że Śląsk po kiepskim meczu przegrał w Bełchatowie 0:2. GKS był zespołem lepszym od pierwszego gwizdka. Bełchatowianie mieli też tego farta, że szybko ułożyli mecz po swojej myśli. Już w 12.minucie Tomasz Wróbel ograł Amira Spahicia i wrzucił piłkę na głowę Macieja Korzyma. Ten nie zmarnował szansy i pokonał Ivo Vazgecia. Szybki cios nieco oszołomił Śląsk. A GKS był tego dnia nieźle dysponowany i nadal śmiało napierał na bramkę Śląska. Gdyby kilka razy przytomnością i odważnymi wyjściami na przedpole nie popisał się Vazgec, bełchatowianie mogli schodzić do szatni z jeszcze większym bagażem goli.
Wysokie obroty wrzucił zwłaszcza Wróbel. Pomocnik bełchatowian przez cały mecz kręcił i kiwał Spahicia, jak chciał. Bośniak tego spotkania na pewno nie zaliczy do udanych. Był to jego najsłabszy mecz w barwach Śląska.
Do końca pierwszej połowy wrocławianie szarpali, walczyli, ale ich akcjom brakowało wykończenia. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie Śląsk oddał tylko dwa strzały na bramkę Łukasza Sapeli. A gdyby Sebastian Mila tuż przed przerwą strzelał, zamiast podawać przed polem karnym, być może padłby gol. Ale teraz można tylko gdybać. Trzeba też przyznać, że mieli za mało argumentów. Słabo grał bowiem Janusz Gancarczyk, niezbyt pewny był Sebastian Dudek. Szansę gry od pierwszej minuty dostał Łukasz Madej. Ten starał się, szarpał, ale po godzinie gry zabrakło mu sił i przeważnie snuł się w pobliżu linii bocznej.
W drugiej połowie tylko w pierwszych minutach po zmianie stron Śląsk grał jako taki futbol. Wrocławianie grali ambitnie, próbowali przebić się przez defensywę GKS. Los jednak szybko podciął im skrzydła. W 55.minucie czerwoną kartkę obejrzał kapitan Śląska, Krzysztof Ulatowski. Popularny "Oko" bez pardonu sponiewierał Jakuba Tosika i sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Drugą żółtą w tym meczu i wściekły Ulatowski musiał zejść do szatni.
Ten cios wybił Śląsk z rytmu. Od tego momentu piłkarze Ryszarda Tarasiewicza pod bramką Łukasza Sapeli pojawiali się równie rzadko, jak chmury ze śniegiem na sierpniowym niebie. Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować dwie akcje. Łukasz Madej po podaniu Sebastiana Dudka minimalnie przestrzelił. Również ten drugi próbował zaskoczyć Sapelę i można powiedzieć, że nawet mu się to udało. Dudek w 70.minucie miał dość dobrą okazję do strzału i nawet posłał głową piłkę w stronę bramki GKS. Uderzył jednak prosto w ręce Sapeli.
GKS również nie miał wielu klarownych sytuacji do zdobycia gola. Jedną dobrą okazję na gola zamienił Jakub Tosik. W 68.minucie młody pomocnik GKS urwał się w polu karnym Jarosławowi Fojutowi i posłał piłkę do bramki. Futbolówka odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w siatce. Przy tym golu nie popisał się Vazgec. Bramkarz Śląska chyba nie za bardzo wiedział, po co wyszedł z bramki. I dośrodkowanie z rzutu rożnego, po którym Tosik wpisał się na listę strzelców, przeszło mu przez ręce.
Mając dwa gole przewagi, bełchatowianie już nie musieli się zbytnio wysilać. Śląsk grał w dziesiątkę, czasu na zdobycie choćby honorowego gola było coraz mniej. A i strzelać w Śląsku tego wieczora nie za bardzo było komu. W tej sytuacji trener Tarasiewicz dał pograć młodym: Kamilowi Bilińskiego i Dariuszowi Góralowi. Ten drugi zaliczył debiut w Ekstraklasie. Obaj jednak nie prochu nie wymyślili.
Była to czwarta w tym sezonie porażka Śląska. Wrocławianie powoli zapominają, jak smakuje zwycięstwo. Nie wygrali przecież od siedmiu meczów. Okazja na to, by jednak przypomnieć sobie ten smak, nadarzy się w przyszłą sobotę. Okazja wyjątkowa, bo na Oporowskiej zawita lokalny rywal, Zagłębie Lubin. Ten mecz będzie kluczowy. Porażka sprawi, że Śląsk raczej na pewno przezimuje przerwę między rundami w ogonie tabeli.
PGE GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław 2:0 (1:0)
Bramki: Korzym (12.), Tosik (69.)
GKS: Sapela - Lacić, Pietrasiak, Popek, Szyndrowski (64. Fonfara) - Małkowski, Rachwał, Tosik (83. Gol), Wróbel - Korzym (78. Nowak), Ujek.
Śląsk Wrocław: Vazgec - Socha, Fojut, Pawelec, Spahić - Madej, Mila, Dudek, Ulatowski, J. Gancarczyk (87. Góral) - Szewczuk (76. Biliński).
Żółte kartki: Ulatowski, Socha, Spahić - Szyndrowski.
Czerwona kartka: Ulatowski (55.- druga żółta kartka).
Widzów:2500.
Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom).
źródło: własne