Hetel: Da się połączyć styl z wynikami (WYWIAD)

19.11.2024 (17:00) | Adam Mokrzycki

fot.: Paweł Kot

Mam odwagę, aby w obecnej sytuacji przygotować zespół do ładnego grania w piłkę nożną, które będzie gwarantowało zwycięstwa – mówi Michał Hetel, który został tymczasowym trenerem Śląska Wrocław. Przed 31-latkiem debiut w Ekstraklasie, a my już teraz zapraszamy na obszerny wywiad z nowym szkoleniowcem WKS-u.



 

Po pierwsze, chciałbym panu pogratulować awansu do pierwszej drużyny Śląska. Krążyło sporo niepochlebnych recenzji o panu jako szefie skautingu i wiele osób komentowało, że nie osiągnie pan dobrych wyników z rezerwami WKS-u. Tymczasem efekty pracy w drugim zespole doprowadziły pana na ławkę trenerską zespołu ekstraklasowego. Odczuwa pan z tego powodu podwójną satysfakcję?

Dziękuję za gratulacje. Czy czuję podwójną satysfakcję? Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Oczywiście opinie mogą być różne i każdy może mieć swoje zdanie na temat mojej pracy. Uważałem i uważam, że wykonałem sporo dobrej roboty i myślę, że są na to fakty i argumenty w postaci zawodników, którzy tutaj grali, ale oczywiście każdy może mieć swoją opinię, więc nawet nie zastanawiałem się w ten sposób. Po prostu się cieszę. Jesteśmy teraz w trudnym momencie, ale wszyscy razem staramy się pomóc.

Ostatnio trenerzy w podobnym do pana wieku otrzymali okazję zaistnienia w Ekstraklasie i wykorzystali ją w najlepszy możliwy sposób. Mam na myśli Adriana Siemieńca z Jagiellonii Białystok i Dawida Kroczka z Cracovii. Ma pan nadzieję na napisanie równie owocnej historii?

Powiem szczerze, że nie zastanawiałem się nad tym. Tak naprawdę teraz myślę tylko o meczu z Jagiellonią, a jeszcze bardziej o naszym zespole, aby wspólnie przygotować go do punktowania, zdobywania bramek, co przyniesie nam owocne efekty. Nie wybiegam daleko w przyszłość, myślę tylko o tym, co wszyscy musimy razem zrobić, żeby pomóc drużynie.

Jak wyglądał proces pańskiego przejścia do pierwszej drużyny wrocławian? Kiedy otrzymał pan zapytanie, czy podejmie się pan misji w pierwszym zespole, czy długo się pan zastanawiał nad podjęciem decyzji, ile trwały negocjacje z ustalaniem szczegółów i czy postawiono przed panem jakieś warunki?

Sygnał był po przegranym meczu z Górnikiem Zabrze 0:1. Bez zawahania podjąłem się tej misji. Nikt nie chciał, aby zespół znalazł się w takim miejscu, w jakim jest, ale teraz musimy mu pomóc.

Brał pan udział w procesie decyzyjnym, którzy z członków dotychczasowego sztabu pozostaną, a którzy odejdą?

To była dyskusja, ale naturalne dla mnie i wydawałoby się dla rządzących było to, że osoby z drugiego zespołu przejdą razem ze mną. Członkowie sztabu, którzy są związani z Wrocławiem, zostali w pierwszej drużynie, bo po pierwsze mają odpowiednią jakość, a po drugie Śląsk jest dla nich ważny.

Wraz z trenerem Marcinem Dymkowskim otrzymał pan informację, jak długo będziecie państwo pracować w nowej roli? Prezes Patryk Załęczny przekazał, że jest to funkcja tymczasowa do końca rundy czy może będzie ona krótsza lub dłuższa w przypadku dobrych rezultatów?

Nie rozmawialiśmy o dokładnych datach. Dostaliśmy szansę i zostaniemy zweryfikowani przez boisko. W tym momencie nie możemy myśleć daleko w przyszłość, tylko skupić się na przygotowaniu zawodników do następnego spotkania. W takim nastawieniu będziemy pracować. Jeżeli tak nie będzie, to niepotrzebnie stracimy energię, którą musimy poświęcić na najważniejsze rzeczy.

Przed nowym sztabem i drużyną postawiono konkretne cele?

Punktowych nie. Chcemy doprowadzić do tego, aby zespół zaczął punktować, bo tego bardzo potrzebujemy. Skupiamy się tylko i wyłącznie na najbliższym meczu i na niczym więcej.

Taki sam cel postawił pan przed sobą?

Zdecydowanie tak. Piłka nożna wielokrotnie mnie nauczyła, że trzeba myśleć o najbliższym wyzwaniu.

Były dyrektor sportowy Trójkolorowych David Balda napisał na platformie X (dawniej Twitter), że przekaże informacje przejmującemu jego stanowisko Rafałowi Grodzickiego, które pomogą mu się wdrożyć funkcjonowanie w nowym miejscu pracy. Czy odbył pan rozmowę z trenerem Jackiem Magierą i odchodzącymi członkami sztabu o podobnym charakterze?

Nie rozmawiałem z trenerem Magierą, ale życzę mu wszystkiego dobrego. Natomiast przeprowadziłem bardzo długą dyskusję z osobami, które mają informacje z wewnątrz, czyli z Marcinem Dymkowskim, Krzysztofem Kapelanem i Maciejem Sikorskim.

Jaki jest aktualnie podział obowiązków w sztabie, szczególnie z trenerem Dymkowskim?

Dostałem zadanie prowadzenia zespołu, ale tutaj nie chodzi o niczyje ego. Współpracujemy i działamy dla dobra drużyny. To samo dotyczy zawodników. Tylko takie nastawienie może przynieść nam oczekiwany efekt.

Można powiedzieć, że któryś z państwa jest klarowną „jedynką”?

Tak, jak powiedziałem – dostałem zadanie prowadzenia zespołu i sztabu, ale bardzo zależy nam na współpracy, wymienianiu opinii. Nie chodzi o to, żeby powiedzieć „Hetel jest ważniejszy od Dymkowskiego” albo odwrotnie, tylko żeby każdy dawał z siebie maksimum dla drużyny i przynosiło to efekty. Nie zapominajmy, że w sztabie mamy również bardzo ważnych asystentów jak Dawid Gomola i Mariusz Pawelec, do tego trenerów specjalizujących się w przygotowaniu motorycznym czy szkoleniu bramkarzy. Wszyscy mamy jeden cel i obrany kierunek.

Ustalił już pan z Grodzickim zasady współpracy? Jakie wnioski pan wyciągnął po pierwszych rozmowach z nowym dyrektorem sportowym Wojskowych?

Rozmawialiśmy, mamy ten sam cel. Chce nam pomóc, obserwuje z boku i zawsze wskazówki dyrektora sportowego są ważne dla sztabu. Wszyscy chcemy pomóc w tym momencie Śląskowi.

Będzie miał pan wpływ na najbliższe okno transferowe, szczególnie że był pan szefem skautingu we wrocławskim klubie?

Jeśli dyrektor Grodzicki zapyta mnie o opinie, to również będę starał się pomóc. Jesteśmy otwartymi dla siebie pracownikami klubu. Jeśli ktoś ma życzenie, aby skorzystać z naszej wiedzy i doświadczenia, to oczywiście to zrobimy.

Cieszy się pan, że większość sztabu będą stanowiły osoby, z którymi współpracował pan przy drużynie rezerw? Będzie to ułatwienie?

Tak, zdecydowanie. To też są osoby związane ze Śląskiem i Wrocławiem. Wcześniejsza współpraca pomoże w funkcjonowaniu, bo po prostu się czujemy. To są bardzo ważne postacie dla klubu, które wyrażają ogromną chęć do pomocy.

Jak piłkarze zareagowali na tak radykalną zmianę sztabu? Z którymś zawodników odbył pan prywatną rozmowę czy jednak miało miejsce spotkanie z całym zespołem?

Już rozmawiałem indywidualnie, ale w ciągu kilku dni jeszcze nie zdążyłem odbyć takich rozmów ze wszystkimi zawodnikami. Na pewno jest to trudny moment dla chłopaków, bo nikt nie lubi przegrywać. Zmiany zawsze powodują jakieś emocje, ale taka jest ta dyscyplina sportu i koleje losu. Trzeba się szybko otrząsnąć i iść do przodu.

Co sztab przekazał zawodnikom w kontekście oczekiwań i zasad współpracy? Jakie zmiany zostały wdrożone przez nowy sztab?

Dla mnie kluczowym aspektem jest szacunek, który musimy wzajemnie do siebie mieć. To jest taki fundament, od którego wszystko się zaczyna. Jeśli szanujemy się wzajemnie, to łatwiejsze będzie porozumienie i osiągnięcie zakładanych osiągnięć. W to mocno wierzę.

Jak wygląda współpraca piłkarzy między sobą? Jest odczuwalna pomiędzy nimi chemia, dzięki której w poprzednim sezonie wskoczyliby za sobą w ogień?

Wierzę, że pomimo trudnego okresu, jest w nich iskra. Ta drużyna ma umiejętności, a także energię, aby przełamać złą passę.

Rada drużyny i kapitan pozostaną bez zmian?

Na ten moment nie planuję na tym polu żadnych zmian. Nie wydaje mi się, by były one potrzebne.

Jaka jest diagnoza stanu drużyny? W jakim stanie fizycznym i psychicznym zastał pan piłkarzy?

To jest trudny moment, kiedy ma się mało punktów i następuje zmiana trenera. Obserwujemy i diagnozujemy, co musimy zmienić, żeby nastąpiła poprawa. Czasu nie jest dużo, ale naszym zadaniem jest jak najszybsza diagnoza i naprawienie zaistniałej sytuacji.

Udało się te problemy zdiagnozować?

Mamy swoje wnioski, ale nie chciałbym się nimi dzielić na forum, tak samo naszymi mocnymi stronami. Wolimy pracować w ciszy.

Na jakich aspektach chce się pan skupić w trakcie przerwy reprezentacyjnej? Kluczowe jest mentalne podniesienie zawodników?

Jest wiele aspektów. Nie można powiedzieć, że jest tylko jedna rzecz, którą chcemy poprawić. Piłka to naczynia połączone. Trzeba być zorganizowanym w defensywie i ofensywie. Nie ma jednego bez drugiego. Musimy być przygotowani na wszystko, bo w meczu występują przeróżne momenty.

Jaki jest najważniejszy element, na którym trzeba się skupić, aby reszta mogła dobrze funkcjonować?

Wygrywać mecze.

Jaki ma pan pomysł na dotarcie do głów piłkarzy, aby znów byli kolektywem?

Tak naprawdę, żeby dotrzeć, trzeba pracować. Wszyscy muszą myśleć w tym samym kierunku i w ten sam sposób. Można być dobrym zawodnikiem, ale bez jednakowego myślenia, same umiejętności nie wystarczą. Dobra komunikacja powoduje synergię, która przerodzi się w efekt, którym podążają zwycięzcy.

Śląsk jest jedną z drużyn, które przebiegły najmniej kilometrów w tym sezonie Ekstraklasy. Czy w związku z tym faktem widzi pan braki w przygotowaniu motorycznym zespołu? Przykłada pan do tego szczególną wagę?

Oczywiście przygotowanie fizyczne jest pierwszym fundamentem, jeśli chodzi o sport. Jest ono bardzo ważne. Zawsze najprościej zrzucić odpowiedzialność na przygotowanie fizyczne, ale to wszystkie elementy muszą współdziałać. Musimy pracować dosłownie nad wszystkim, żeby zrobić krok w kierunku wygrywania.

Uważa pan, że jest to główna przyczyna porażek, bo takie głosy krążyły w przestrzeni medialnej?

Nie uważam, żeby to było aż tak ważne. Wiem, że takie statystyki bardzo lubią kibice, ale jak się spojrzy na zespoły, które często atakują, to nie zawsze liczba przebiegniętych kilometrów wyznacza to, czy jest się dobrze przygotowanym fizycznie. Nie szukałbym tutaj drogi na skróty i pójścia w tezę, że przygotowanie fizyczne jest naszym głównym problemem.

Wrocławianie mają również problem z wypracowywaniem sobie okazji pod bramką rywali z gry. W ostatnich trzech meczach oddali zaledwie trzy celne strzały, a większość bramek zdobyli obrońcy. Jaką ma pan receptę na poprawę tego aspektu gry?

Na początku trzeba kreować sytuacje i dojść pod bramkę przeciwnika. Wszyscy muszą wiedzieć i przewidywać to, co zrobi partner. Nazywamy to organizacją gry. Kiedy jest ona na wysokim poziomie, można myśleć o wykreowaniu okazji do zdobycia bramki.

W takim razie, co się poprawiło w funkcjonowaniu zespołu po tych kilku jednostkach treningowych, które pan przeprowadził?

Niestety nie mamy magicznej różdżki, musimy pracować. To jest tylko kilka treningów i realną weryfikacją będzie dopiero mecz. Poprzez nasze narzędzia staramy się wprowadzić pewne zachowania, możliwości, które chcemy, aby funkcjonowały w meczu, ale trening to jest jedno, a mecz to drugie. Na to również potrzeba czasu.

Jaka jest pańska filozofia futbolu i wizja gry? Jakie cechy piłkarskie i wolicjonalne powinien posiadać pańskim zdaniem zespół idealny?

Moja filozofia polega na tym, że muszę tak przygotować zespół, żeby wygrywał mecze, niezależnie, jakich mam w danej chwili piłkarzy do dyspozycji. Trzeba dostosować system do zawodników, których się posiada. Oczywiście, piłkarzy można rozwijać i ich zmieniać i to również należy czynić. Kluczem jest wygrywanie spotkań, to podstawa zawodowego sportu. Patrzę tylko na najbliższy mecz i na to, jak w nim zwyciężyć.

Jaki zespół WKS-u chciałby pan zobaczyć w nadchodzących spotkaniach? Piłkarze mają prezentować ofensywny i radosny futbol na dużej intensywności czy jednak schematy muszą zostać dostosowane pod materiał ludzki i będzie stawianie na żelazną defensywę?

Uważam, że mamy sporo dobrych zawodników o określonej jakości, którzy mogą grać w piłkę, czyli atakować. Przy takim stylu trzeba być dobrze zorganizowanym w defensywie, żeby myśleć o atakowaniu. Dobrze zorganizowany pressing i obrona niska we własnym polu karnym powoduje, że można odbierać piłkę, mieć ją dłużej we własnym posiadaniu i atakować. 

Wolałby pan, żeby drużyna skupiła się na wyniku czy jednak chciałby pan wprowadzić więcej swojej myśli szkoleniowej?

Trzeba to połączyć. Styl też jest po to, żeby wygrywać. Styl dla stylu nie ma żadnego znaczenia. Pep Gurdiola uczy swoich zawodników przyjemnego dla oka grania w piłkę dla wygrywania. Wierzy w to, że tak grając, będzie wygrywał mecze. 

Wierzy pan, że w Śląsku ładny styl może pójść w parze z dobrymi rezultatami?

Myślę, że tak. Nie wiem, ile czasu to potrwa, bo jest to ciężkie do określenia. To jest proces otwarty na żywym organizmie.

A ma pan odwagę, żeby wprowadzić takie innowacje na żywym organizmie, który jest obecnie czerwoną latarnią ligi?

Tak, mam odwagę.

Czyli uważa pan, że piłkarze, których ma pan do dyspozycji, są w stanie grać ładnie w piłkę i wygrywać mecze?

Wierzę, że mogą wygrywać.

Porównałby się pan z trenerem Magierą?

Nie znam na tyle trenera Magiery, nie współpracowaliśmy ze sobą i nie obserwowałem go w procesie szkoleniowym. Nie chciałbym się z nikim porównywać, każdy jest inną osobą i trenerem. Takie porównania nie mają sensu i nie o to chodzi.

Trener Magiera jest szkoleniowcem w stylu brytyjskim, nazywał siebie menadżerem. Jego współpracownicy odpowiadali za jednostki treningowe. Pan jest trenerem, który aktywnie bierze udział w treningach?

Korzystam z wiedzy i umiejętności całego sztabu, bo to on jest, żeby dzielić swoimi pomysłami, spojrzeniem, doświadczeniem i wiedzą, ale lubię też obserwować, być w środku i na boisku. Staram się być przy tym naturalnym i jeśli widzę, że coś jest nie tak, to mówię to. Są też sytuacje, kiedy asystenci prowadzą zajęcia, a ja obserwuje je z boku.

Był pan na stażu w Benfice Lizbona, Dinamie Zagrzeb i Espanyolu Barcelona. W poprzednim udzielonym nam wywiadzie wspomniał pan, że w Espanyolu przyglądał się pan pracy trenera Vicente Moreno. W jakimś stopniu wzoruje się pan na pracy Hiszpana, czy jednak czerpie pan wzorce ze światowego futbolu gdzie indziej?

Myślę, że coś wyciągnąłem z każdego miejsca i dołożyłem do swojego warsztatu pracy. Po to się jeździ w takie miejsca i je obserwuje, aby czerpać z nich wzorce.

Ma pan na oku trenerów ze ścisłej czołówki, z których warsztatu pan czerpie?

Obserwuję wielu. Nie lubię kopiować jeden do jednego. Oczywiście Guardiola jest moim pierwszym wyborem. Ostatnio też Roberto De Zerbi pokazał coś nowego, z czego zaczęli korzystać kolejni trenerzy. Na podobnych zasadach funkcjonuje Francesco Farioli, który wcześniej współpracował z De Zerbim. Szkoleniowcy wzajemnie zabierają od siebie pewne rzeczy, co powoduje ciągły rozwój i rywalizację. Jest wielu dobrych trenerów we Włoszech jak Gian Piero Gasperini, Antonio Conte, wcześniej Jose Mourinho. To są wielkie i uznane nazwiska. Oczywiście są też ci mniej znani. Czasami uważam, że warto obserwować tych mniej znanych szkoleniowców, którzy nie mają dobrego materiału ludzkiego, ale często potrafią dobrze zorganizować zespół.

W Benfice i Dinamie obserwował pan pracę w tamtejszych akademiach. Nie jest odkrywcze, że oba kluby wypuszczają w świat utalentowanych wychowanków, którzy później podbijają najmocniejsze ligi na świecie, zarabiając na nich ogromne sumy. Jest pan w stanie wykorzystać to doświadczenie we Wrocławiu?

Myślę, że przede wszystkim jest to praca osób z Akademii. Młodym zawodnikom też trzeba pomóc, aby wykonali krok w kierunku dorosłego futbolu, nie można bazować tylko na ich talencie. Staram się mieć otwartą głowę. Wiek zawodnika nie ma dla mnie znaczenia, liczą się umiejętności.

Nie posiada pan licencji UEFA Pro, ale rozumiem, że w najbliższym czasie będzie pan chętny na wzięcie udziału w kursie?

Jeśli tylko będzie możliwość, to oczywiście chciałbym.

Jakiego Śląska można się spodziewać w najbliższym starciu przeciwko Jagiellonii?

Musimy zrobić tak, żeby wygrywać. Przede wszystkim chciałbym, żeby nasz Śląsk był trudnym zespołem do pokonania, aby to był zespół, którego każdy rywal będzie się bał i miał myślenie, że będzie musiał wznieść się na wyżyny, aby myśleć o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej.

Czy można spodziewać się rewolucji w składzie? Czy rozważa pan zmianę ustawienia?

Nie chciałbym jeszcze zdradzać naszego planu i wniosków w kontekście zespołu. Nie możemy zamykać się na żaden system i strukturę. Musimy wykorzystać możliwości zawodników, których mamy.

Na jakich pozycjach widzi pan szczególne braki, które należałoby uzupełnić w pierwszej kolejności?

Staram się nie skupiać na brakach, bo nie jest na to moment. Okno transferowe jest zamknięte, więc nie będziemy ściągać zawodników. Będziemy musieli wykrzesać maksimum z graczy, którzy są w klubie.

Od dwóch sezonów wrocławianie zmagają się z problemami na bokach obrony. W poprzednim okienku transferowym został sprowadzony tylko jeden boczny defensor i jest nim Mateusz Bartolewski. Na prawym boku gra Mateusz Żukowski, który ma większy potencjał ofensywny, niż defensywny. Jest też Krzysztof Kurowski, o którym niedawno wypowiadał się pan, że jest to zawodnik, który może grać w Ekstraklasie. Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski U-19 zostanie włączony do kadry pierwszego zespołu?

Z powodu powołania do reprezentacji Kurowski nie znalazł się w gronie pięciu piłkarzy rezerw (Szymon Rygiel, Allen Rozum, Jakub Jezierski, Michał Milewski i Wiktor Kamiński), którzy tymczasowo zostali zaproszeni na treningi z pierwszą drużyną. Znam tych zawodników, bo byli członkami drugiego zespołu. Chcieliśmy ich zestawić na tle pierwszej drużyny, jak się będą prezentować w środowisku ekstraklasowym. Potrzebowaliśmy również ludzi do trenowania, ponieważ chcieliśmy zrobić określone formy treningu, a bez piłkarzy, którzy pojechali na reprezentacje i są kontuzjowani, było to niemożliwe. Mimo to bacznie ich obserwujemy i jeśli któryś z nich będzie w stanie pomóc Śląskowi w Ekstraklasie, to na pewno z niego skorzystamy.

Jak ci piłkarze się zaprezentowali? Jest szansa, że któryś z nich zostanie na stałe włączony do ekstraklasowego Śląska?

Myślę, że jeszcze za szybko, żeby o tym mówić. Dyskutujemy na ich temat i po czasie będziemy podejmować decyzje.

Dlaczego w tym gronie nie znalazł się kapitan rezerw Hubert Muszyński? Na początku drugiej kadencji trener Magiera zaprosił go na treningi z pierwszym zespołem.

Muszyński był z nami przez dwa dni tak jak inni zawodnicy z rezerw. Jest traktowany jak każdy.

Widzi pan w Żukowskim nominalnego bocznego obrońcę, czy jednak będzie przez pana wystawiany bliżej bramki przeciwników?

Mateusz jest uniwersalnym zawodnikiem. Obserwujemy, gdzie może zagrać. Wystąpi tam, gdzie będzie potrzeba.

Jaki ma pan plan na wykorzystanie Jehora Macenki? Pod pańską wodzą w rezerwach grał na pozycji defensywnego pomocnika i środkowego obrońcy. W pierwszej drużynie najczęściej występował na bokach obrony. Sam zawodnik często podkreśla, że może wystąpić każdej pozycji, na którą zostanie desygnowany. Jaka pańskim zdaniem powinna być jego docelowa pozycja?

Myślę, że jest to podobna sytuacja, jak z Żukowskim. Macenko powiedział, że będzie grać tam, gdzie zespół będzie go potrzebował, więc musi być gotowy na każde rozwiązanie. Wskoczył do Ekstraklasy jako prawy obrońca i w tym momencie jest brany pod uwagę na tej pozycji.

Będzie pan chętnie stawiał na swoich byłych młodych podopiecznych z rezerw Trójkolorowych, szczególnie takich, którzy są wychowankami klubu ze stolicy Dolnego Śląska?

Tak, myślę, że mamy ciekawych młodych zawodników w klubie, ale to muszą być gracze, którzy realnie będą w stanie pomóc pierwszej drużynie. Nie może to być wprowadzanie piłkarzy ze względu na to, że są młodzi i są wychowankami, muszą być dobrzy.

Obsada pozycji napastnika to też jest palący temat wśród kibiców. Kto z trójki Sebastian Musiolik, Jakub Świerczok i Adam Basse jest najbliżej wyjściowej jedenastki?

Adam Basse jest na zgrupowaniu reprezentacji, więc nie ma go z nami. Możliwe, że decyzja zapadnie ostatniego dnia przed meczem. Dużo się dzieje i po każdym treningu mamy nowe informacje na temat postawy zawodników. Sprawa jest bardzo otwarta.

Widzi pan możliwość, żeby zagrać na dwóch napastników?

Nie możemy się zamykać na żadną opcję. Chcemy wykorzystać dostępny materiał ludzki, z którego ułożymy jedenastkę, która będzie chciała punktować.

Chciałem poruszyć temat osoby Macieja Kucharskiego, który w poprzednim sezonie poprowadził swój zespół do mistrzostwa Polski U-15. W bieżącej kampanii również wielokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Jest on w pańskim notesie?

Kucharski jest młodym zawodnikiem, który ma jeszcze przestrzeń do udowodnienia swoich umiejętności w starszej kategorii wiekowej, niż teraz. Jeszcze nie zagrał żadnego spotkania w ekipie juniorów starszych i rezerwach. Myślę, że ma jeszcze trochę czasu, aby udowodnić wartość w wymienionych zespołach. Wtedy dopiero może być jego czas.

Kiedy był pan trenerem rezerw, brał pan pod go pod uwagę? Bartosz Szywała i Adam Ciućka są niewiele od niego starsi, a występują w trzecioligowych rezerwach.

Tak, myśleliśmy o nim, ale też chcemy, żeby zawodnicy rozwijali się stopniowo. To nie znaczy, że junior młodszy nie może trafić do rezerw, ale w juniorach starszych regularnie gole strzela Oskar Gerstenstein. Do drugiego zespołu trafili Szywała, Ciućka i Mateusz Cegliński, którzy swoją grą wywalczyli sobie określoną liczbę minut i wierzę, że będzie to kontynuowane.

Wie pan już, kto na stałe zostanie przesunięty do pierwszego zespołu?

Nie, na ten moment jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

W pańskiej opinii są gracze, którzy zasługiwali na awans do pierwszej drużyny, a trener Magiera ich pomijał?

Ciężko mi powiedzieć, bo decyzje podejmuje się na podstawie tego, co dzieje się na treningach i łatwo jest powiedzieć z boku. To trener obserwuje proces, treningi i na tych podstawach podejmuje decyzje. Teraz funkcjonujemy na takich samych zasadach. Dopiero po obserwacji piłkarza można mieć konkretne wnioski.

Niektórzy piłkarze byli często zsyłani do pańskiego zespołu. Mam na myśli głównie Łukasza Gerstensteina, Bartolewskiego, Filipa Rejczyka, Buraka Ince i Arnau Ortiza. Uważa pan, że forma takiej dotychczasowej współpracy może pozytywnie wpłynąć na pańską pracę z tymi zawodnikami?

Poznaliśmy się i często ci zawodnicy pokazywali się z dobrej strony na trzecioligowych boiskach, ale tutaj nie chodzi o sympatie, czy antypatie, tylko o to, żeby wybrać zawodników, którzy będą w stanie pociągnąć drużynę do zwycięstw.

Jak pan widzi przyszłość Juniora Flora Eyamby, Simona Schieracka i Ołeksandra Hawryłenki?

Wszyscy zostali przesunięci do drużyny rezerw i z nami trenowali. Schierack wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Hawryłenko dostawał szansę w juniorach, jak i w drugim zespole. Eyamba kilka razy pojawił się na boisku, ale później złapał kontuzję, przez co nie było, o czym dyskutować.

Schieracka zabrakło w ostatnim spotkaniu rezerw przeciwko Lechii Zielona Góra. Jak poważna jest jego kontuzja?

Wraca już do treningów. Wierzę, że za chwilę zacznie z nami trenować, ale też nie jestem z nim teraz na bieżąco.

A też zostanie zaproszony na treningi z pierwszą drużyną?

Ciężko teraz powiedzieć, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Jeśli będzie się dobrze prezentował, to dlaczego nie?

Aleksander Wołczek i Jehor Szarabura po dobrych występach w rezerwach zostali włączeni do pierwszej drużyny jeszcze trenera Magierę. Ci zawodnicy mają realną szansę na grę w pierwszym zespole Śląska. Uważa pan, że odegrał pan znaczną rolę przy ich rozwoju?

Każdy ma taką samą szansę i nie ma znaczenia, czy jest z pierwszego, czy drugiego zespołu i czy jest młody lub nie. Pracowałem z nimi przez pewien czas i patrzę na nich tak samo, jak na innych, bez żadnej taryfy ulgowej, ani lepiej, ani gorzej Są tacy sami, jak każdy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.