Impresje pooleśnickie. Analiza spotkania z Pogonią
Miło jest swoją osobą coś uświetniać. Obchody rocznicy powstania najstarszego dolnośląskiego klubu to też nie byle jaka uroczystość. W spotkaniach rozgrywanych z takich okazji wynik nie jest istotny, aspekt szkoleniowy zwykle również schodzi na dalszy plan. Mieliśmy jednak szansę oceny dyspozycji graczy Młodej Ekstraklasy na tle ich kolegów z pierwszego zespołu. Śląsk zagrał dość nietypowo. 4-4-1-1 to coś, do czego Ryszard Tarasiewicz kibiców raczej nie przyzwyczajał. Ofiarą takiego ustawienia padł Góral, który, przyzwyczajony do dynamicznej gry na większej przestrzeni nijak nie mógł się odnaleźć jako łącznik między pomocą a atakiem. Także jednak w sytuacjach, kiedy znajdował się najbliżej bramki (Szewczuk wycofywał się do środka), nie przekonywał, bez wyczucia próbując przemieszczać się pomiędzy zawodnikami defensywy gospodarzy. O ile w ME to piłkarz zdecydowanie wyróżniający się, tak w tym spotkaniu zawiódł
Dobre spotkanie zaliczył za to Jędrzejowski. Zagrał dynamicznie i bez kompleksów, trochę przyspieszając powolne tempo w drugiej połowie. Niewiele to już jednak wnosiło do porównań- na dobrą sprawę od 60 minuty grał zespół Śląska ME z rywalem niewiele poziom ME przekraczającym. Można powiedzieć, że ci zawodnicy dostali swoje szanse, ale nie było to nic ponad to, czego doświadczają co tydzień. Pozostaje mieć nadzieję, że rywale sparingowi będą bardziej wymagający i że również tam wyróżniający się młodzi zawodnicy Śląska będą mieli okazję podnosić swoje umiejętności.
A taktycznie?
Trudno mieć wielkie pretensje o to, że oba kluby grały dość chaotycznie. Bo i to mecz przyjaźni i sezon skończony i myśl o urlopach w głowie. Tym niemniej można było doskonale w tym spotkaniu zobaczyć, co Śląsk chciałby grać w lidze, gdyby zawodnicy rywala tak uparcie w tym nie przeszkadzali. Ilekroć mianowicie piłkę miał gracz w środkowej strefie- starał się uruchomić któregoś z zawodników w ataku podaniem na wolne pole. Generalnie jeden z zawodników ustawiał się w linii z ostatnim obrońcą i czekał na prostopadłą futbolówkę.

Bardzo dobrze do akcji tego typu włączali się obaj skrzydłowi. Tu np. mamy wejście Gancarczyka:

A tu już zupełne złamanie konwenansów (ale skuteczne) przez Sochę i wejście po wewnętrznej przy szybkim rozegraniu ataku:

Kilkukrotnie w tego typu sytuacjach szczęście było blisko, do dojścia do prostopadłych piłek na wolne pole niewiele brakowało Gancarczykowi:

zaś najpiękniejsza akcja miała miejsce gdy idealnie w tempo wybiegał Ćwielong, otrzymał na wolne pole podanie od Mili, po czym odegrał piłkę do Musiałka. Wszystko było idealne poza finalizacją, bo Musiałek bynajmniej nie jest kolejnym talentem wyłowionym przez sieć skautów Śląska, a golkiperem oleśniczan.
Abstrahując od tej akcji, i Ćwielong i Gancarczyk pokazywali to, czego się od nich wymaga- licznego podłączania się do akcji, schodzenia do środka i zostawiania korytarzy dla bocznych obrońców. Doskonale odnajdował się w tej sytuacji Socha, świetnie współpracując z prawoskrzydłowym Śląska. Miło było popatrzeć na podania na wolne pole miedzy tymi zawodnikami

jak i na zostawianie przestrzeni dla młodego skrajnego obrońcy poprzez zbiegnięcie do środka:

Ten duet zdecydowanie wybijał się na tle rozgrywanego w spokojnym tempie spotkania. Problemem jest jednak to, że w lidze przyjdzie grać z rywalami, którzy nie będą zostawiać już tyle miejsca. Tym niemniej zawzięcie do gry Tadeusza Sochy imponowało- podłączał się praktycznie do każdej akcji. Nie zawsze wprawdzie otrzymał piłkę na skrzydle, co wyraźnie nie spotykało się z jego zadowoleniem, tym niemniej takie puste przebiegi też są konieczne- w zabezpieczenie takiego wejścia któryś z rywali musi się zaangażować, więc będzie ich mniej w innym miejscu.
Oczywiście w grze Śląska były też minusy. „Śląsk stracił gola po błędzie w kryciu przy stałym fragmencie gry” gdyby nie to, że jest ciut przydługie, trafiłoby już do słownika frazeologicznego jako opis zjawiska pewnego i powtarzalnego. Zwłaszcza po przerwie powtarzały się sytuacje, że skrzydłowy grał głęboko na skrzydle i był skutecznie podwajany. Sebastian Dudek nadal gdy dostał piłkę, to choćby i dwóch rywali zagradzało mu drogę, to tak od razu jej nie odda:

naprawdę jej nie odda:

Ale trudno się po raz kolejny czepiać o to wszystko. W bardzo ładnej oprawie, w meczu towarzyskim, uświetniającym rocznicę powstania zaprzyjaźnionego klubu i tuż przed urlopami niech to wszystko zejdzie na dalszy plan. Zresztą w przyszłym sezonie Śląsk walczy o pierwszą piątkę, a skoro tak, błędy o których pisaliśmy przez ostanie pół roku na pewno zostaną wyeliminowane.
Prawda?