Jakub Iskra on fire

Jakub Iskra on fire

fot.:

Wygrane spotkanie z Wisłą Płock (2:1) było dla wrocławian niczym oczyszczenie ze wszystkich wcześniejszych przewin. Piotr Tworek postanowił poddać zespół małemu liftingowi, a jednym z elementów odświeżenia było danie szansy w pierwszej jedenastce Jakubowi Iskrze. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu. 



 

Wielokrotnie podnoszone były dyskusje o średniej jakości prawej stronie defensywy wśród osób śledzących poczynania wrocławskiego klubu. Patryk Janasik odkąd powrócił po kontuzji zaczął prezentować się stabilnie, czyli jak na niego, po prostu przeciętnie. Ta biegnąca tym samym torem kreska na wykresie intensywności byłego obrońcy Odry Opole skłoniła nowego szkoleniowca WKS-u do przemeblowań na prawej flance. Skorzystał na nich młodzieżowiec, pozyskany w letnim okienku z włoskiego SPAL. 

CICHE POCZĄTKI 

Doskonale pamiętamy, że Jakub Iskra był jeszcze wymysłem poprzedniego sztabu szkoleniowego, kierowanego przez Jacka Magierę. Wypożyczenie sfinalizowane niemal równo z ostatnim gwizdkiem okienka transferowego miało otworzyć wrocławianom większe pole manewru na prawej obronie/wahadle. Sam Iskra wpisywał się w politykę transferową klubu - młody polski zawodnik, który liznął idee futbolu zza naszej zachodniej granicy (patrz: Przemysław Bargiel, Marcel Zylla, Javier Hyjek, Dennis Jastrzembski). Pewnym był fakt, że nie będzie to transakcja w stylu Kacpra Radkowskiego, który do tej pory nie może wygrzebać się z drugoligowych rezerw, a w zamyśle miał walczyć przecież o miejsce w “jedynce” (jakże absurdalnie to dzisiaj brzmi przy obfitości na pozycji środkowego obrońcy). 

19-latek urodzony w Gryfinie powoli zaczął być wprowadzany do pierwszej drużyny, a szansę debiutu otrzymał podczas ulewnego meczu w Radomiu (1:1). Później zagrał ponad godzinę w starciu Pucharu Polski z Bruk-Betem (0:1) i wydawało się, że minut będzie coraz więcej. Cała połowa przeciwko Lechowi na Bułgarskiej (0:4) musiała być sporym wyzwaniem dla nieukształtowanego jeszcze zawodnika, zważając, że nawet liderzy pochowali wtedy głowy w piasek. Jednak już tydzień przed hitem 10. kolejki Iskra miał pośredni udział w zdobytej przez wrocławian bramce. W pojedynku z Wisłą Płock (3:1; cóż za ironia) po jego zagraniu piłkę ręką dotknął Piotr Tomasik, a rzut karny wykorzystał Robert Pich. Największy chichot losu sobotniej rywalizacji? To właśnie po strzale Tomasika piłka otarła się jeszcze o Iskrę i wpadła do siatki, otwierając wynik w Płocku... 

Widoczne jest, że po decyzji o podyktowaniu korzyści przez sędziego po faulu na Rafale Wolskim cała linia defensywna musi błyskawicznie przesunąć się o jednego gracza. Iskra zachowawczo zostaje nieco z tyłu, kontrolując, by na obieg nie poszedł Krystian Vallo. Doskok o dosłownie sekundę za późno powoduje rykoszet i trzepot piłki w siatce. Wina powinna być w tym przypadku rozłożona, chociaż największy udział w akcji miał rzeczywiście obrońca, który po Piotrze Celebanie przejął ikoniczną trójkę na plecach. 

STRUŚ PĘDZIWIATR 

Młody defensor jednak nie zwątpił w swoją rolę w tamtym spotkaniu i momentalnie zaczął pracować na “odkupienie” wątpliwej przecież winy. Niezmordowanie przemierzał kolejne kilometry na prawej stronie, nękając obronę Nafciarzy. Niejeden raz podyktowano przecież na nim faul, a wraz z upływem minut Iskra tworzył coraz większy płomień na lewej flance płocczan. Miało to odbicie w statystykach. Jakub Iskra zaliczył bowiem najwięcej sprintów ze wszystkich graczy znajdujących się na boisku (21), a do tego dołożył 52 szybkie biegi (lepsi w tym aspekcie tylko Petr Schwarz, Caye Quintana i Victor Garcia). Zaangażowanie “Kubusia” dostrzegł na pomeczowej konferencji także trener wrocławian, Piotr Tworek. 

- Kubuś dawno nie grał w podstawowym składzie, było widać, że ma iskrę. Widać u tego chłopca dobre przygotowanie szybkościowe. Troszeczkę nerwowo, trochę na początku było chaosu, ale z biegiem czasu bardzo fajnie. Napracował się niesamowicie na tej prawej stronie i ja jestem zadowolony z jego występu. Myślę, że na spokojnie go sobie przeanalizujemy i w cztery oczy będziemy też poprawiać mankamenty oraz dostrzegać dobre rzeczy -

Po takiej opinii trudno nie kryć wrażenia, że po wyeliminowaniu błędów i konstruktywnej analizie boiskowych zachowań, wychowanek Akademii Piłkarskiej Pogoń Szczecin może we Wrocławiu przejąć prawą stronę na dłużej niż jeden mecz. Niech każdy w głowie zestawi sobie dwóch zawodników: Dino Stiglec i Jakub Iskra. Jakieś wnioski? Bo moje przedstawiają się tak: Wóz z węglem vs. Pendolino. 

CZY ISKRA ZOSTANIE W ŚLĄSKU? 

Nie można zapominać, że omawiany przez nas casus Jakuba Iskry to obszerne pole do rozważań na temat młodzieży, którą Jacek Magiera miał pod ręką, a korzystał z niej... umiarkowanie, by nie powiedzieć rzadko. Ambicję i zaangażowanie obrońcy było widać już w październikowym meczu rezerw z Radunią Stężyca (2:5) przy Oporowskiej, które rozpoczęło się od gola Iskry w 4. minucie. Do końca pierwszego kwadransa reprezentant Polski do lat 20. (w tamtym roku 4 mecze w U20 Elite League) miał jeszcze okazję do podwyższenia prowadzenia, a wszyscy pamiętamy, jak tragicznie skończyła się potyczka z beniaminkiem z Kaszub. 

Dlatego właśnie tak ważne jest wykupienie defensora z włoskiego SPAL, którego wypożyczenie do stolicy Dolnego Śląska obowiązuje tylko do czerwca tego roku. Doskonale pamiętamy graczy, których ostatnio przepuściliśmy przez palce (Mateusz Praszelik pozdrawia z Włoch). Skarb w postaci młodzieżowych reprezentantów kraju (Łukasz Bejger, Jakub Iskra, Adrian Bukowski, Karol Borys, Dawid Gruszecki) nie może zostać pogrzebany i taktyka transferowa klubu z Oporowskiej w ostatnich latach jasno pokazuje, jak ważne jest dawanie szansy na ogranie się dla “niewyrzeźbionych” do końca figur na planszy. Dajcie znać, co sądzicie o przedłużeniu współpracy z Jakub Iskrą, głosując w naszej sondzie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.