Joker Biliński

Miał nosa trener Ryszard Tarasiewicz wybierając skład linii ataku w sobotnim meczu przeciwko Jagiellonii Białystok. Wystawiony po raz pierwszy w tym roku w wyjściowym składzie w meczu ligowym Vuk Sotirović otworzył wynik, zaś jego nastepca Kamil Biliński pogrążył gości. To pierwszy taki przypadek w historii występów Śląska w ekstraklasie.


 

Podobny wariant był zresztą testowany w środowym meczu Pucharu Ekstraklasy. Serbski napastnik zmylił bramkarza Arki zmieniając kierunek lotu piłki po strzale Antoniego Łukasiewicza, a w przerwie został zmieniony przez „Bilę”, który ustalił wynik pojedynku na 3:0. Na zejściu Sotirovicia skorzystał także jesienią Tomasz Szewczuk, który jako rezerwowy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w pojedynku z Bełchatowem (2:1).

Co ciekawe, nigdy wcześniej w Śląsku nie zdarzyło się, żeby w spotkaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej na listę strzelców wpisywali się obaj zawodnicy, których trener zamienił. „Taraś” przeszedł więc do historii klubu jako szkoleniowiec o wyjątkowym instynkcie.

W II lidze poprzednio taki przypadek miał miejsce za poprzedniej kadencji Tarasiewicza. Jesienią 2005 r. w pojedynku beniaminków w Gdańsku WKS pokonał Lechię (2:1). Prowadzenie dla wrocławian uzyskał już w 10. minucie Marek Kowal, którego po przerwie zastąpił Marcin Wielgus. „Cinek” potrzebował zaledwie 180 sekund, by podwyższyć prowadzenie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.