Kapitan najlepszy - oceny za mecz z Legią
Oto noty, na które naszym zdaniem zasłużyli gracze Śląska w spotkaniu z wicemistrzem Polski. Skala 1-10.Wojciech Karczmarek - 5
Nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. Przy nielicznych atakach Legionistów zachowywał koncentrację i zażegnywał niebezpieczeństwo. Wznawiając grę mógłby trochę bardziej szukać partnerów niż wykopywać piłkę dla samego faktu jej wykopania. Być może ponownie zostanie numerem 1 w bramce, bo chyba rotacji na tej zaszczytnej pozycji nie będzie. Śląskowi na szkodę to nie wyjdzie.
Krzysztof Wołczek - 6
Poprawny występ Pana Krzysztofa. Tradycyjnie sporo akcji przerwanych na skrzydle, dobra współpraca ze środkowymi. W poprzednich meczach więcej grał do przodu, ale większe tym razem przywiązanie do własnej połowy można tłumaczyć koniecznością reagowania na poczynania rywala. Trochę niepotrzebnie nadużywa wejść wślizgiem. Raz, że zapewnia to jedynie przerwanie akcji a nie odbiór, dwa, w wypadku pomyłki uniemożliwia drugą próbę przechwycenia piłki. A przecież i bez tego elementu gry obrońca Śląska radzi sobie wystarczająco dobrze.
Amir Spahić - 5
Przez 88 minut gra rozważnie i rozsądnie, w skupieniu przesuwając się za piłką. Przez pozostałe dwie minuty znajdzie się w tak nieodpowiednim miejscu, że jego nieobecność w strefie krycia bije po oczach jak brak górnej jedynki u prowadzącego „Wiadomości”. Tym razem na szczęście bez konsekwencji. Powinien popracować również nad precyzją strzałów z dystansu. Siła może i jest, ale gdzie piłka poleci przewidzieć się nie da. Plus jednak za próby gry do przodu.
Piotr Celeban - 6
Poza jedną sytuacją, kiedy Legia zaatakowała rekordową liczbą trzech zawodników, nie miał zbyt wiele pracy. A jeśli już coś się zdarzyło - interweniował skutecznie. Tradycyjnie jednak bardzo asekurancko, w obliczu impasu w środkowej strefie można było poszukać jakiegoś innego wariantu rozegrania niż wkopywania piłki ciągle w to samo miejsce.
Mariusz Pawelec - 7
Dwa nieduże błędy w ustawieniu, kilka wartych odnotowania prób wyjść ofensywnych. Można się na siłę czepiać (np. do uchylania się z linii strzału, co może utrudnić bramkarzowi interwencję), ale zagrał na bardzo dobrym poziomie.
Marek Gancarczyk - 3
Duży regres formy. Widać to już od kilku spotkań. Poprzednio udało się to dobrze zakamuflować strzałem życia, ale drugi taki w ciągu dwóch tygodni wyjść (mimo prób) nie mógł. Dziwił brak pomysłu na cokolwiek, zwykle był jednym z bardziej kreatywnych graczy, tym razem tylko raz udało mu się ładnie wybiec na prostopadłą piłkę. Wzorem brata szukał trudnych do realizacji zagrań, prowadzących do strat.
Antoni Łukasiewicz - 6
Wreszcie to, do czego przyzwyczaił. Mrówcza praca w środku pola, dobre przesuwanie się za piłką i konsekwencja w niwelowaniu poczynań ofensywnych Legii. Fakt, że spora część poczynań gości rozbijała się o ich własną niemoc, ale w wypadku kiedy graczom ze stolicy coś wychodziło, znajdował się na posterunku.
Krzysztof Ulatowski - 7
Jeśli coś się działo w środkowej strefie, kapitan Śląska brał w tym udział. Kilka prób indywidualnego przedarcia się, w paru przypadkach nawet zakończonych sytuacją strzelecką. Ciężko jednak samemu rozpracować zwarte szeregi defensywy Legii, toteż wobec braku innych rozwiązań szukał finalizacji akcji z dystansu. A że potrafi, to raz było blisko.
Sebastian Dudek - 4
Brakowało miejsca na jakieś błyskotliwsze rozegranie. Nie jest typem zawodnika, który dobrze czuje się w gąszczu, bardziej niż ciałem gra głową. Tego pierwszego niestety brakowało i odbijał się od rywali, nie będąc w stanie utrzymać się przy piłce. Sporo jak na niego strat, mało produktywnych zagrań
Janusz Gancarczyk - 3
Skrzyżowanie najgorszych cech Jacka Krzynówka, Cristiano Ronaldo i Rafała Mroczka. Po tym pierwszym odziedziczył skłonność do mało efektywnego dryblingu z mnóstwem strat, po drugim zdolność do przewracania się przy zderzaniu się z frontem atmosferycznym i umiłowaniu do szukania kontaktu z murawą, z trzecim zaś łączy go marne aktorstwo. Aktywność i chęć do gry niemała. Efektywność - bliska zeru.
Tomasz Szewczuk - 5
Gdyby napastnika rozliczać z goli, można by po raz kolejny narzekać. Robił jednak, co mógł. Cofał się po piłkę, jeśli jakaś doszła, utrzymywał tyle ile się dało, nie szukał na siłę akcji do przodu, zanotował mało strat. Jak na kogoś zupełnie osamotnionego z przodu - całkiem przyzwoity wynik.
Sebastian Mila bez oceny
Po tak długiej przerwie trudno od razu zbudować formę. Na Pana Sebastiana w optymalnej dyspozycji przyjdzie jeszcze trochę poczekać
Kamil Biliński bez oceny
Kolejny cyferka do statystyk