Każdy kibic to pijany bandzior?

Według polskich władz, i Ty, internauto, jesteś potencjalnym pijaczyną, który po czterech piwach może siać zniszczenie w promieniu dziesięciu kilometrów. Politycy, zamiast wziąć się na poważnie za walkę z kryzysem finansowym, zajęli się moralnością i dobrym prowadzeniem się polskich kibiców. Sejm zakazał spożywania alkoholu na imprezach masowych, a więc także na meczach piłkarskich.


 

Od wielu lat naukowcy zajmujący się teorią polityki przekonują, że rządzący wycofują się z realnego sprawowania władzy na rzecz spraw moralności czy symboli. Politycy trzymający stery państwa muszą jakoś uzasadnić to, że sprawują swoje funkcje w sytuacji, kiedy na kwestie socjalne czy gospodarcze wielkiego wpływu nie mają. Karty rozdawane są bowiem na zupełnie innym stoliku, często przez całkowicie anonimowe siły. Ostatni kryzys finansowy jest najlepszym dowodem na prawdziwość tej analizy.

Władza, zamiast zająć się na poważnie walką z kryzysem finansowym, zajęła się moralnością i dobrym prowadzeniem się polskich kibiców. Sejm zakazał spożywania alkoholu na imprezach masowych, a więc także na meczach piłkarskich. Zarzucono więc wcześniejszy projekt, dopuszczający sprzedaż piwa na trybunach. Piwny pomysł, po jasnych sugestiach… Episkopatu Polski, odrzucił Senat, a Sejm – najwyraźniej przestraszony gniewem biskupów – z senatorami się zgodził i nowelizację ustawy utrącił.
Ciekawie decyzję Sejmu uzasadnił poseł PO, Jarosław Gowin, w ostatnim czasie polski specjalista „do spraw wszelkich”, od zapłodnienia In vitro po trzeźwość i moralność kibiców.

- To, co dzieje się na polskich stadionach ma niewiele wspólnego ze słowem cywilizacja. Dopóki na stadionach są burdy, są akcenty antysemickie czy rasistowskie, to obawiam się, że alkohol w tych małych dawkach i tak stosunkowo bezpiecznej formie jak piwo prowadziłby do eskalacji tych zjawisk – wyjaśnił w portalu gazeta.pl złotousty poseł Gowin.

Czytając te słowa trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy w Polsce wyjątkowo naiwnych parlamentarzystów. Możliwe też, że poseł Gowin jako ważny polityk i natchniony intelektualista do poziomu plebsu się nie zniża i stadionów unika jak diabeł wody święconej. Sęk w tym, że wydawanie tak kategorycznych sądów powinno być wsparte dobrą znajomością tematu. Poseł Gowin zaś stadiony zna chyba tylko z mediów.

Zakaz sprzedaży alkoholu uderzy w szeregowych kibiców. Ci z „fanów”, którzy sieją postrach na trybunach (często traktując brutalnie nawet kibiców swojej drużyny), alkohol i tak wniosą na stadion. Tyle, że w krwiobiegu, po wypiciu paru głębszych jeszcze przed meczem. Zakaz wstępu na trybuny dla osób pijanych jest zaś fikcyjny. Przez bramki wejściowe przedzierają się często osobnicy nawaleni jak bela, a ochrona albo nie reaguje (bojąc się zadym), albo ich chroni, bo prywatnie są ich kumplami. W zdecydowanej większości przypadków, to właśnie pijani w sztok kibole dopuszczają się zachowań patologicznych, na które tak narzeka poseł Gowin. Zakaz sprzedaży piwa nic w tym zakresie nie zmieni, co najwyżej usankcjonuje prawną fikcję, a grzeczni stracą możliwość wypicia małego z pianką.

Żeby polskie stadiony trzeszczały w szwach od głośnego, ale kulturalnego dopingu, potrzeba dobrego i przede wszystkim skutecznie egzekwowanego prawa. Nie może być tak, że po trybunach hasają jak małe sarenki kibice, którzy wcześniej zarobili niezawodny (podobno) zakaz stadionowy. I to właśnie stworzeniem odpowiedniego prawa powinni się zająć rządzący, nie wychowywaniem w trzeźwości bywalców stadionów.

Tak po prawdzie – czy na meczach żużla, gdzie kibice do niedawna sączyli piwo bez ograniczeń, dochodziło do zadym? W ciągu ostatnich pięciu lat do poważniejszej awantury doszło… raz, w Toruniu. Być może kibice piłkarscy są nieco bardziej pobudliwi niż fani czarnego sportu. Głupotą jest jednak założenie, że po wypiciu kilku piw na meczu każdy kibic stanie się krwiożerczym bandziorem siejącym demolkę w promieniu kilku kilometrów.

Polskie stadiony do najbezpieczniejszych miejsc w kraju nie należą. Owszem, zwalczono wiele patologii, burdy na trybunach zdarzają się stosunkowo rzadko. Nie można jednak powiedzieć, by oglądanie meczu na polskim stadionie było zajęciem w pełni komfortowym, pozwalającym skupić się wyłącznie na widowisku i zapewniającym całkowite poczucie bezpieczeństwa. Sęk w tym, że nasza władza na stadionowych chuliganów pomysłu nie ma. Dlatego ustawą o zakazie spożywania alkoholu na meczach zdzieliła po głowach wszystkich kibiców. A mówią, że odpowiedzialność zbiorowa to marny wynalazek…

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.