''Każdy wiedział, że teraz musi się udać'' (OPINIA EKSPERTA)

''Każdy wiedział, że teraz musi się udać'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Śląsk Wrocław w poniedziałkowym meczu 3. kolejki ekstraklasy zagra na wyjeździe z Koroną. O nierównym wejściu w sezon, powrocie po dwuletniej przerwie i trenerze Leszku Ojrzyńskim rozmawiamy z Mateuszem Żelaznym, dziennikarzem Radia eM Kielce.



 

Korona Kielce po udanej inauguracji w meczu z Legią (1:1), w miniony weekend zaprezentowała się zdecydowanie słabiej na stadionie Cracovii (0:2). To chyba było spore rozczarowanie.

Tak, aczkolwiek oczywiście trudno o jakieś daleko idące wnioski po dwóch kolejkach. Generalnie mam wrażenie, że Cracovia w tym sezonie będzie zespołem, który powalczy o coś więcej. To dobrze poukładana ekipa pod względem taktycznym, w tej rywalizacji z Koroną było to dobrze widać. Przegrana beniaminka wyniknęła nie tyle z kwestii umiejętności indywidualnych, co stricte zgrania i taktyki. Kielczanom tego jeszcze trochę brakuje, a Pasy swoją mądrością w poruszaniu się po boisku wygrywały detale, które przekładały się na większe rzeczy. Byli stroną dominującą, byli zdecydowanie lepsi od drużyny Leszka Ojrzyńskiego, natomiast ja jestem daleki od tego, żeby załamywać ręce po tym meczu. Wydaje mi się, że akurat na Cracovii przejedzie się jeszcze wiele silniejszych zespołów od Korony, będą bardzo trudnym rywalem dla wielu.

Po spotkaniu z Legią dużo mówiło się o pełnym stadionie w Kielcach, atmosferze i wielkim wsparciu dla charakternej drużyny trenera Ojrzyńskiego. Należy się przygotować, że beniaminek będzie miał dwie twarze, z czego tę domową zdecydowanie bardziej widowiskową?

Gdyby historycznie spojrzeć na ten temat, to może faktycznie coś w tym jest. W drugim sezonie pracy trenera Ojrzyńskiego, czyli 2012/2013, Korona była zespołem zdobywającym punkty u siebie praktycznie z każdym. Pamiętam między innymi wygraną z Legią 3:2 w fajnym stylu, z kolei na wyjeździe jej seria bez wygranej trwała ponad rok i została przerwana dopiero po zmianie szkoleniowca. Patrząc z tej perspektywy, można pomyśleć, że historia mogłaby się powtórzyć, natomiast weźmy pod uwagę, że to jednak jest już zupełnie inny etap i dla drużyny i dla samego szkoleniowca. Własny stadion na pewno będzie atutem Korony, w Kielcach z pewnością będzie się jej grało łatwiej, tym bardziej jeżeli kibice nadal będą dopisywać, a na to się zanosi. Po dwuletniej nieobecności w ekstraklasie w tym mieście jest głód piłki, a po wygranych barażach o awans, wytworzyła się fajna atmosfera. Przypuszczam, że na koniec sezonu 60 – 70 procent wszystkich punktów Korony to będą punkty wywalczone na własnym stadionie.

Można powiedzieć, że klub z Kielc był przygotowany na awans do ekstraklasy po zakończeniu poprzedniego sezonu, czy to jednak miła niespodzianka?

Tak naprawdę można spojrzeć na to dwojako. Nie można powiedzieć, że była to niespodzianka w tym sensie, że jednak każdy liczył na jak najszybszy powrót od momentu spadku w 2020 roku. Wiadomo, że musieliśmy patrzeć na wszystko realistycznie. Były i są długi, a budowanie drużyny, całej atmosfery wokół niej następowało praktycznie od zera. Natomiast w poprzednim sezonie faktycznie byliśmy już na musiku, wszyscy w Kielcach wiedzieli, że jeżeli teraz nie uda się awansować, to będzie naprawdę bardzo ciężko. Trzeba byłoby przeorganizować budżet, bo jednak ciągle trochę jechaliśmy na realiach ekstraklasowych. Również sponsorzy, na czele z głównym, zapowiadali, że jeżeli awansu zabraknie, to z pozyskiwaniem pieniędzy od nich również będzie trudniej. Wiedzieliśmy, że musimy teraz awansować i z tego też brał się problem z traceniem punktów w końcówce sezonu. Duża presja, dużo pętania nóg u piłkarzy, bo każdy wiedział, że trzeba tę ekstraklasę zrobić. Pod tym kątem ten awans nie był niespodzianką, wszyscy byli na niego sfocusowani, jednak z drugiej strony widząc jak wyglądała końcówka sezonu, na przełomie kwietnia i maja wiele osób przestawało wierzyć, że to jest możliwe.

Na kogo w Koronie należy zwrócić szczególną uwagę? Na pozycji napastnika w pierwszych dwóch meczach wychodził Białorusin Jewgienij Szykawka, a z ławki zastępował go Bartosz Śpiączka. Należy się przygotować, że docelowo to doświadczony Polak będzie pierwszym wyborem trenera Ojrzyńskiego, tylko jeszcze potrzebuje czasu?

Śpiączka na pewno był sprowadzany do Kielc po to, żeby grał w pierwszym składzie. Bez wątpliwości jest to człowiek Ojrzyńskiego, bo to on dał mu szansę debiutu w ekstraklasie w sezonie 2014/2015 w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Trener Korony po prostu chciał go mieć w swoim składzie przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek, więc patrząc z tej perspektywy, można przewidywać, że będzie występował i docelowo okaże się faktycznie pierwszym napastnikiem. Musi trochę czasu minąć, żeby on się wdrożył, zgrał z drużyną i tak dalej, a to też nie jest tak, że od początku był taki plan. Ja byłem na przedsezonowym zgrupowaniu Korony w Warce, obserwowałem wszystko z boku i moje zdanie jest takie, że Szykawka wywalczył sobie pierwszy skład tym jak wyglądał na treningach oraz w sparingach. On po prostu lepiej znając drużynę, będąc w lepszej formie zasłużył na miejsce w jedenastce. Sądzę, że w dwóch pierwszych meczach ekstraklasy również wyglądał nieźle. Bramki nie zdobył, ale szczególnie w spotkaniu przeciwko Legii wykonywał ogromną robotę na pozycji klasycznej dziewiątki, grając na zastawę i nie tylko. Jeżeli ja miałbym oceniać, z czasem szala zacznie się jednak przechylać na korzyść Śpiączki, aż w końcu to on zacznie wychodzić od pierwszej minuty.

W poprzedniej kolejce w barwach Korony w ekstraklasie zadebiutował Marcin Szpakowski, który na początku ubiegłego roku przeniósł się do Kielc właśnie ze Śląska. W poprzednim sezonie I ligi grał regularnie, jednak w nowych rozgrywkach stracił miejsce w wyjściowym składzie, jaka teraz jest jego sytuacja w drużynie?

Myślę, że u Marcina potrzebna jest praca przede wszystkim z głową. Jego chyba mocno uderzyła sytuacja z finału baraży przeciwko Chrobremu Głogów (3:2 po dogrywce), kiedy po jego prostych błędach Korona w końcówce pierwszej połowy straciła dwie bramki w dwie minuty i o mały włos nie wyleciała z tego meczu. W kulisach tego spotkania była nawet taka ciekawa scena, kiedy już po końcowym gwizdku, gdy wiadomo było, że jest awans, on chodził i przepraszał, między innymi trenera Ojrzyńskiego, tak jakby długo nie był w stanie tego wyrzucić z głowy. Myślę, że sam szkoleniowiec również ma świadomość, że gdzieś to tam siedzi i wcale się temu nie dziwię, bo jak obserwuję Marcina od kiedy trafił do Korony, mam takie wrażenie, że to jest dobry chłopak z dobrej szkoły, który trafił między chuliganów. On jest częścią tej drużyny, odnajduje się w niej, ale też nie do końca, tak jakby brakowało przestawienia jakiegoś pstryczka w głowie, wyjścia doświadczeniem, zrozumienia, jak sobie radzić w trudniejszych momentach. Z drugiej strony nie chcę tego specjalnie wyolbrzymiać, bo biorę jednak poprawkę na jego wiek, ciągle jest młody, mówimy o roczniku 2001.

Szpakowski na pewno ma umiejętności i będzie pokazywał, że potrafi grać w piłkę, bo potrafi. Trochę brakuje mu luzu, za bardzo się spina, za dużo sam od siebie oczekuje, a poza tym chyba często rozpamiętuje te błędy, o których wspomniałem. Przy zaufaniu i pracy nad głową myślę, że to będzie wartościowy zawodnik, natomiast to chwilę potrwa. W tym momencie wydaje mi się, że jest daleko od wyjściowego składu, bo trener Ojrzyński ma nieco inną koncepcję, preferuje innych zawodników. W środkowej strefie powinniśmy spodziewać się rotacji między Miłoszem Trojakiem, Adamem Deją, Oskarem Sewerzyńskim, zawodnikami mającymi większe inklinacje do gry ofensywnej. Takiego podwieszonego grał nawet Adam Frączczak czy Jacek Kiełb schodził na środek, był też Jakub Łukowski postrzegany przez Ojrzyńskiego teraz jako skrzydłowy. Tam Szpakowskiemu będzie ciężko ze względu na styl gry i jego jednak ciągle niewielkie doświadczenie. Natomiast to też nie jest tak, że nie będzie występował w ogóle, albo jest bardzo, bardzo daleko od składu. Myślę, że to kwestia dopracowania pewnych rzeczy u tego zawodnika, złapania swojej szansy już w ekstraklasie i wykorzystania jej.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.