Szpakowski: Lavicka miał swoich młodzieżowców (WYWIAD)

Szpakowski: Lavicka miał swoich młodzieżowców (WYWIAD)

fot.:

- Nie jestem osobą, która by paliła za sobą mosty. Czas, który spędziłem w Śląsku to była naprawdę dobra przygoda - mówi nam pomocnik Korony Kielce Marcin Szpakowski. Młodzieżowiec w poniedziałkowym meczu 3. kolejki ekstraklasy będzie miał pierwszą okazję do gry przeciwko wrocławianom, z którymi rozstał się na początku 2021 roku.



 

Cieszysz się, że mecz ze Śląskiem Korona rozegra już na samym początku sezonu? To wydarzenie, które wywołuje u ciebie większe emocje?

Tak, na pewno. Mam duży sentyment do Wrocławia, spędziłem tam trzy i pół roku. Dobrze wspominam ten klub, miło będzie zobaczyć się ze swoimi byłymi kolegami z drużyny. Nie mogę się już doczekać poniedziałku.

Przyjazd Śląska oznacza również spotkanie z trenerem Ivanem Djurdjeviciem, którego Chrobry przegrał finał baraży właśnie w Kielcach (2:3). Dla ciebie ten mecz był jednak trudny, bo w końcówce pierwszej połowy popełniłeś dwa błędy w krótkim czasie, które przyniosły dwa stracone gole. Te dwie feralne sytuacje trochę siedzą jeszcze w głowie?

Szczerze mówiąc nie, wyrzuciłem już z pamięci te akcje. Pierwszy mecz barażowy z Odrą Opole (3:0) jako drużyna zagraliśmy bardzo dobrze, natomiast finał kompletnie mi nie wyszedł i zostałem zmieniony w przerwie. Jestem wdzięczny całej drużynie, że potrafiła odpracować moje błędy, dzięki czemu dzisiaj jesteśmy w ekstraklasie. Zapracowali na to swoją dyspozycją przez cały mecz. Dzięki zwycięstwu oczywiście łatwiej było przełknąć te dwie sytuacje, można powiedzieć, że to było szczęście w nieszczęściu. Kiedy Jacek Kiełb w samej końcówce dogrywki zdobył bramkę na wagę zwycięstwa to spadł mi kamień z serca, ulga nie do opisania.

W poprzednim sezonie 25 razy wybiegłeś w podstawowym składzie Korony, jednak po awansie zaliczyłeś tylko wejście z ławki w poprzedniej kolejce przeciwko Cracovii (0:2). Spodziewałeś się, że w ekstraklasie o grę może być trudniej?

Tak naprawdę skład ustala trener Leszek Ojrzyński, ja nie wiedziałem czego się spodziewać. Wszystko uzależnione jest od formy zawodników, taką decyzję podjął trener. Ja dalej pracuję na treningach, mam nadzieję, że niedługo uda mi się wrócić do podstawowego składu.

A jak to wyglądało latem? Odzywały się może inne kluby, w grę wchodziły może wypożyczenia, bo ekstraklasa to już inny, wyższy poziom?

Wiadomo, że między każdą klasą rozgrywkową są różnice, natomiast w rozmowach z menadżerami w ogóle nie zastanawialiśmy się nad odejściem z Korony. Osiągnęliśmy cel, jaki stawialiśmy sobie przed sezonem, czyli awansowaliśmy do ekstraklasy.  

Wymagającego, twardego trenera Ojrzyńskiego da się porównać do któregoś z twoich wcześniejszych szkoleniowców?

Myślę, że to inny typ trenera niż na przykład Vitezslav Lavicka, który prowadził Śląsk, kiedy decydowałem się na transfer do Korony. Trochę inne zadania mamy na boisku. Każdy trener różni się od drugiego, jednak to dla mnie nowe doświadczenie, bo pod wodzą każdego trzeba umieć się odnaleźć. Na pewno jestem zadowolony ze współpracy z trenerem Ojrzyńskim.

Skoro padło już nazwisko trenera Lavicki, to nie sposób nie wrócić do okoliczności twojego rozstania ze Śląskiem na początku 2021 roku. Grałeś wtedy w drugoligowych rezerwach, zadebiutowałeś też za kadencji Czecha w ekstraklasie, jednak już zimą ogłosiłeś nieprzedłużenie wygasającego z końcem czerwca kontraktu. Byłeś przekonany, że to odpowiedni moment na taki ruch?

Uznałem, że to najlepszy moment, bo miałem pół roku do końca umowy. To nie była pochopna decyzja z dnia na dzień, zastanawiałem się nad tym długo. Chciałem grać, stwierdziłem, że zejście o poziom rozgrywkowy niżej to dobre rozwiązanie. Uznałem, że skoro nie dostaję odpowiedniej liczby minut w ekstraklasie to lepszym wyjściem w moim wieku będzie transfer do I ligi. Cały czas jestem młodym zawodnikiem, potrzebowałem okazji do gry i tak było po podpisaniu kontraktu z Koroną.

Krótko po twoim odejściu w Śląsku zmienił się trener, a stery od Lavicki przejął były selekcjoner reprezentacji Polski U-20 Jacek Magiera. Zaczął budować młodych piłkarzy, jak Łukasz Bejger czy Szymon Lewkot, był też niespodziewany awans do europejskich pucharów. Nie zastanawiałeś się kiedyś, jakby potoczyła się twoja kariera, gdybyś został we Wrocławiu przynajmniej do końca czerwca?

Niczego w życiu do końca się nie przewidzi, więc oczywiście, jakieś myśli w tym stylu człowiek ma, ale ja nie lubię takiego gdybania. Wspomniałem, że zastanawiałem się dosyć długo nad decyzją o transferze do Korony, taką podjąłem i nie chciałem już do tego wracać. Kiedy pojawiłem się w Kielcach, Wrocław to był już dla mnie temat zamknięty. Nigdy nie wiadomo co by było, może po przyjściu trenera Magiery też bym siedział na ławce, albo nawet nie łapał się do kadry. Nie jestem osobą, która lubi podobne gdybanie.

W Koronie stosunkowo szybko zacząłeś grać w pierwszym składzie i zdobywać nawet pierwsze bramki, po tym jak mocno postawił na ciebie zatrudniony w kwietniu trener Dominik Nowak. Byłeś zaskoczony, że wszystko tak szybko się toczy?

Nie byłem. Faktycznie dostałem duży kredyt zaufania od trenera Nowaka, dużo u niego grałem i jestem na pewno z tego powodu wdzięczny. Natomiast powtarzam, że to był dla mnie tak naprawdę naturalny przeskok, bo w Śląsku przecież występowałem głównie nie w ekstraklasie, tylko w II lidze u trenera Piotra Jawnego. Można powiedzieć, że moja kariera rozwija się stopniowo, krok po kroku.

A jak wspominasz swoje wejście, młodego zawodnika, do szatni tej Korony z wiosny 2021? Zespół nie liczył się wtedy w walce o awans, to był chyba trudny moment dla całego klubu.

Można powiedzieć, że tamten sezon dla Korony był przejściowy, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało. Do szatni miałem dobre wejście, sporo było młodych zawodników, kilku zagranicznych, wiadomo, że latem też się trochę zmieniło. Uważam, że generalnie dobrze się zaadoptowałem i dobrze czuję się w Kielcach. Poznałem miasto, klub jest odpowiednio zarządzany, zorganizowany, niczego mi tutaj nie brakuje. Jestem zadowolony.

Byli jacyś zawodnicy w wieku podobnym do ciebie, z którymi szybko nawiązałeś kontakt? Wiadomo, że w takim zespole jest inaczej niż w rezerwach Śląska, gdzie wszyscy byliście praktycznie rówieśnikami.

Swoją rolę odgrywa przepis o młodzieżowcu, który sprawia, że w każdej drużynie musi być kilku młodszych zawodników. Złapałem szybko dobry kontakt z bramkarzem Marcelim Zapytowskim i innymi w naszym wieku. Ogólnie nie było żadnego podziału na grupy, ze wszystkimi potrafiłem się dogadać.

Jak porównałbyś Koronę i Śląsk pod względem organizacyjnym dla młodych piłkarzy?

Myślę, że warunki są podobne. We Wrocławiu trenowaliśmy przy Oporowskiej, są tam dwa bardzo dobrze przygotowane boiska, w Kielcach tak samo jest Stadion Miejski, a poza tym stary obiekt przy ulicy Szczepaniaka i jeszcze jedno boisko treningowe. Warunki w Koronie mamy bardzo dobre i z tego korzystamy.

A jak to wygląda, jeśli chodzi generalnie o podejście do zawodników w twoim wieku? Wiadomo, że w Śląsku dużo się o tym mówi, a szanse w ekstraklasie dostają kolejni, jak Piotr Samiec-Talar, którego przecież doskonale znasz z rezerw. W Kielcach również jest dobry klimat do rozwoju młodych piłkarzy?

Sądzę, że tak. Jeśli młody zasłuży na grę, to będzie grał, a nie dlatego, że jest młodzieżowcem. Wystarczy ciężko trenować i pokazywać podczas zajęć, że ta szansa należy się bez patrzenia na wiek. Moim zdaniem to w tym przypadku jest dobre.

Kiedy odchodziłeś ze Śląska, twoi menadżerowie wskazywali, że trener Lavicka jednak bardziej docenia zawodników doświadczonych.

Ciężko mi to oceniać, ale wiadomo, że szkoleniowiec miał swoich młodzieżowców, na których stawiał. Reszta nie mogła liczyć na większą liczbę minut w pierwszym zespole.

Często rozmawiałeś ze szkoleniowcem o swojej sytuacji?

Raczej rzadko, trener zaprosił mnie na rozmowę dopiero, kiedy pojawił się temat mojego odejścia do Korony. Powiedział, że jest zdziwiony, że zastanawiam się nad rozstaniem ze Śląskiem.

Sporo rozmawiamy o rezerwach wrocławian, w barwach których miałeś okazję grać już w II lidze. Czy nadal śledzisz ich wyniki, mecze?

Tak, sprawdzam wyniki. Wiadomo, że teraz są możliwości pozwalające otworzyć jedną stronę w internecie, na której znajdę cały zestaw wyników W z rozgrywek. Co prawda coraz mniej chłopaków kojarzę, bo pojawiają się coraz młodsi, ale tych, których znam, to kontroluję i oczywiście trzymam za nich kciuki.

W Śląsku II tworzyłeś wyjątkowo zgrany duet w środku pola z Szymonem Lewkotem, który niedługo po twoim odejściu trafił do ekstraklasy, jednak miniony sezon był dla niego bardzo trudny. Jak oceniasz jego sytuację?

Uważam, że Lewkot to bardzo dobry zawodnik, fajnie mi się z nim grało wtedy w rundzie jesiennej sezonu 2020/2021. Nie byłem zaskoczony, że dostał szansę, ale z tego co się zorientowałem, on w Śląsku często występował jako stoper i to według mnie był pewien problem. Kiedy graliśmy razem, on grał na pozycji numer sześć, myślę, że to jest dla niego optymalne miejsce. Rola stopera mogła mu trochę przeszkodzić w udanych występach, gdyby grał w środku, to mógłby chyba więcej pokazać. On też lubi wyprowadzać piłkę, więc kiedy zdarzył się jakiś błąd, to często było wypominane.

Jak sam siebie oceniasz po półtora roku w Koronie? Czujesz, że w tym czasie szczególnie rozwinąłeś się w jakimś aspekcie? A może wyznaczasz sobie nowe cele?

Każdy ma jakieś cele, plany, ale nie lubię mówić o nich na forum, wolę zostawić dla siebie i później, kiedy już uda się je osiągnąć, mieć satysfakcję. Przyszedłem do Korony po to, żeby się rozwijać, czuję, że to odpowiednie miejsce do tego. Przede wszystkim najważniejsze jest, żeby grać. Trening treningiem, jednak zawodnik najbardziej rozwija się właśnie w trakcie tych warunków meczowych. I twoja pewność i wartość idą wtedy do góry. W poprzednim sezonie zgromadziłem sporo minut, ale mamy już nowe rozgrywki, nową ligę, mam nadzieję, że to też będę potrafił wykorzystać.

Wyobrażasz sobie w przyszłości powrót do Śląska? Żegnając się z Oporowską, pomyślałeś na przykład, że wrócisz tutaj jeszcze kiedyś na koniec kariery?

Szczerze mówiąc, czemu nie? Nie jestem osobą, która by paliła mosty czy opowiadała teraz jak to się źle czułem we Wrocławiu, bo tak nie było. Czas, który spędziłem w poprzednim klubie to była naprawdę dobra przygoda. Bardzo dobrze wspominam miasto, sam Śląsk, spotkałem tam bardzo dużo wartościowych ludzi. Nigdy nie zamykam sobie drzwi do powrotu w dane miejsce. Kto wie, zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.