Kolejny reset w bramce

Kolejny reset w bramce

fot.:

Po laniu z Bruk-Betem trener Śląska Piotr Tworek zdecydował się na roszadę między słupkami. Matus Putnocky w Białymstoku wyglądał znacznie solidniej niż Michał Szromnik tydzień wcześniej, jednak czystego konta nie doczekaliśmy się już w kolejnej serii gier. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Trudno było spodziewać się, że cztery stracone gole i koszmarne błędy w domowej rywalizacji z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza nie będą kosztować Michała Szromnika miejsca między słupkami. 29-letni golkiper, szczególnie w swoich pierwszych meczach po transferze do Śląska, imponował efektownymi interwencjami, które wielokrotnie ratowały skórę drużynie, w tym sezonie dopasował się jednak do ogólnej bylejakości. Mecz przeciwko Bruk-Betowi był już piątym z rzędu, w którym nie zagrał na zero z tyłu, a ta sztuka za kadencji Piotra Tworka generalnie udała mu się tylko raz (0:0 z Radomiakiem). Wpuszczenie Matusa Putnockiego przy Słonecznej wyczekiwanego czystego konta nie dało, może jednak stanowić ważny impuls na decydujące kolejki dramatycznej walki o utrzymanie.

ŻONGLERKA BRAMKARZAMI

Ostatnią okazję do gry w ekstraklasie słowacki bramkarz miał na początku grudnia ubiegłego roku, kiedy prowadzony jeszcze przez Jacka Magierę Śląsk przegrywał na wyjeździe z Górnikiem Zabrze (1:3) i Wartą Poznań (1:2). Putnocky wskoczył wtedy do bramki na cztery kolejki po listopadowej przerwie na kadrę, jednak w ostatnim meczu 2021 roku przeciwko Cracovii we Wrocławiu (0:2) ponownie bronił Szromnik. Swobodne żonglowanie bramkarzami nie wyszło na dobre ówczesnemu szkoleniowcowi zielono-biało-czerwonych, a jego zespół właśnie wtedy wpadł w spiralę niemocy, z której nie wyszedł przecież do dzisiaj. Przed powrotem między słupki w drugiej części rundy jesiennej Putnocky w tym sezonie grał też przy Kałuży (2:1), w dwumeczu Ligi Konferencji Europy z Hapoelem Beer Szewa (2:1 i 0:4), a także w feralnym spotkaniu 1/32 finału Pucharu Polski (0:1 z Bruk-Betem).

SPRAWDZIAN DLA DEFENSYWY

Częste zmiany w bramce nie opłacają się Śląskowi również w skali całego sezonu, dość powiedzieć, że zespół z Oporowskiej od początku listopada zagrał na zero z tyłu w lidze… dwa razy. Przed wspomnianym 0:0 z Radomiakiem, jeszcze za kadencji Magiery był jeszcze taki sam wynik z Zagłębiem, a liczba straconych bramek rośnie w oczach. Wrocławianie w trwających rozgrywkach dali sobie wbić już 46 goli, gorszym wynikiem legitymuje się tylko pięciu jego ligowych rywali. Sobotnie spotkanie przy Słonecznej wydłużyło również zawstydzającą serię bez czystego konta na wyjeździe – ta liczy już dziesięć spotkań i niezmiennie przywołuje wspomnienie październikowego pogromu przy Reymonta (5:0). Uszczelnienie defensywy się przyda, bo już w sobotę we Wrocławiu wizyta drugiej najlepszej ofensywy ligi. Pogoń Szczecin po 31 kolejkach w liczbie zdobytych bramek (60) raptem o jedną ustępuje Lechowi Poznań.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.