Komentarz: Ofiara własnego gadulstwa
Śląsk w zimowym okienku transferowym ma dostać od Zygmunta Solorza duże pieniądze na wzmocnienia. Tak przynajmniej twierdzi Michał Janicki, członek rady nadzorczej klubu, w "Gazecie Wyborczej". Teraz pod przedrukiem tej informacji na naszych łamach Czytelnicy atakują dziennik za to, że podając ją, może zaszkodzić Śląskowi. Tyle, że niesłusznie. Autorowi tego tekstu trudno co prawda uwierzyć, że przyszło mu stanąć w obronie "Wyborczej". Ale spróbujmy wyjaśnić, dlaczego to nie gazeta jest głównym sprawcą zamieszania. Wątkiem, który najczęściej się pojawia w komentarzach pod tekstem, jest: "Wyborcza szkodzi klubowi, bo wieści o wielkiej kasie rozejdą się w Polskę i teraz kluby będą oczekiwały od Śląska kokosów za transfery. I przez to nic z nich nie wyjdzie, bo nie ma sensu przepłacać". I to uwaga jak najbardziej słuszna, ale tylko do połowy. Bo to nie autor tekstu zmyślił sobie informację o zastrzyku finansowym dla Śląska, tylko opowiedział mu o tym Michał Janicki.
Musiał? Raczej nie. Powiedział tyle, ile chciał powiedzieć. A pytany przez "Gazetę" mógł odpowiedzieć, że o pieniądzach na zimę nic nie wie. Albo że są różne plany, ale co z tego wyjdzie - nie wiadomo. Miałby do tego prawo, a przy tym zamieszania by nie było. Dziennikarz przecież nie wymusiłby od niego wieści, przystawiając mu pistolet do głowy.
Oczywiście, miło ze strony Janickiego, że zechciał się podzielić z fanami klubu tą - dobrą w gruncie rzeczy - wiadomością. Nie zmienia to jednak faktu, że tym razem to nie 'Wyborcza" powinna zbierać cięgi za rzekome szkodzenie klubowi, tylko Janicki za zbyt długi język.